- Jak za dawnych wspaniałych czasów - wzdychali dawni komsomolcy, którzy w niedzielę do ostatniego miejsca zapełnili 6-tysięczną salę kremlowskiego Pałacu Zjazdów. Wielu za własne pieniądze przyjechało z oddalonych o tysiące kilometrów zakątków ZSRR z dziećmi, z wnukami.
Zachwyt publiczności budził stojący na scenie ogromny znak organizacji z profilem Władimira Lenina otoczony odznaczeniami przyznanymi niegdyś organizacji: trzema Orderami Lenina, dwoma Czerwonego Sztandaru, Orderem Rewolucji Październikowej.
Wzruszał Władimir Gostiuchin, aktor z Białorusi, który wyszedł na scenę z wielkim godłem ZSRR na jednej pole marynarki i pierwszymi słowami tekstu hymnu radzieckiego na drugiej.
- Dlaczego 40-milionowa armia komsomolców milczała, kiedy miażdżyli kraj, rozbijali nasz związek młodzieży, grabili majątek narodu? Dlaczego zapomnieli o kodeksie honoru i przykazaniach leninowskich? Dlaczego zabrakło komsomołu, powstała próżnia i zalało nas takie gówno? - pytał Gostiuchin, a sala odpowiadała mu łzami i chóralnym: "Dlaczego?".
Dawni komsomolcy świętują i w innych miastach - od Kaliningradu do Kamczatki. W kaukaskim Majkopie i w Biełgorodzie powstały pamiątkowe skwery. W Petersburgu kremlowska partia Jedna
Rosja zorganizowała rajd samochodowy.
A w Pietrozawodsku, stolicy Karelii, ze ściany dawnej siedziby Komsomołu uroczyście wydobyto zamurowane tam 40 lat temu przesłanie komsomolców do przyszłych pokoleń. Autorzy napisali, że zazdroszczą potomkom, iż "żyją w kraju, który zbudował komunizm".
- Ach, to były wspaniałe czasy. My komsomolcy jeździliśmy na Daleki Wschód budować BAM [linię kolejową Bajkalsko-Amurska Magistrala]. To była przygoda! To była przyjaźń. I to poczucie, że budujemy komunizm, przyszłość całej ludzkości - powiedział "Gazecie" 60-letni Jegor Malcew z Moskwy.
- Można zrozumieć tę nostalgię za czasami młodości. Ale nie można zapomnieć, że Komsomoł, który w swym szczytowym okresie liczył 42 mln członków, był maszyną gnającą młodych ludzi do armii albo na wielkie budowy, gdzie żyjąc za grosze w strasznych warunkach, pracowali ponad siły, niszcząc sobie zdrowie - dziwi się dawny opozycjonista Julij Rybakow.
I przypomina, że patronami komunistycznej organizacji byli Aleksandr Matrosow i Aleksiej Stachanow. Ten pierwszy na ochotnika zgłosił się do Armii Czerwonej i zginął, zasłaniając własną piersią otwór strzelniczy bunkra, żeby umożliwić swojemu oddziałowi szturm na hitlerowskie umocnienia. A drugi przekraczający normy górnik swym przykładem zagrzewał klasę robotniczą do stałego podnoszenia wydajności.
- Nie dysponujemy danymi socjologicznymi dotyczących nostalgii za Komsomołem. Ale uważam, że hucznych obchodów chce przede wszystkim starsze pokolenie i biurokraci, którzy chcieliby znowu widzieć młodzież w zwartych zdyscyplinowanych szeregach i narzucić jej "patriotyczny" sposób myślenia - ocenia Lew Gudkow, dyrektor socjologicznego Ośrodka Jurija Lewady.
Surową lekcję tego, jak powinna się zachowywać prawdziwa radziecka komsomołka, dostała właśnie od komunistów z Petersburga ukraińska aktorka Olga Kyrylenko, która gra nową dziewczynę Jamesa Bonda, "seryjnego mordercę ludzi radzieckich, Wietnamczyków i Koreańczyków". Rosyjscy komuniści opublikowali list otwarty, w którym oskarżają ją o zdradę, grożą, ze ukażą ją tak samo, jak w czasie wojny komsomolcy karali "utrzymanki faszystowskie".