Prof.
Zbigniew Religa, poseł
PiS i były minister zdrowia, miał wczoraj uzasadnić wniosek prezydenta o referendum w sprawie szpitali. Marszałek Senatu
Bogdan Borusewicz nie pozwolił na to. Zasłonił się ekspertyzą prawną. Doktor praw z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego dowodzi w niej, że wystąpienie posła Religi przed Senatem z upoważnienia prezydenta jest formą zatrudnienia, a Kancelaria Prezydenta nie może zatrudniać posła ani senatora.
Na początku posiedzenia Senatu doszło do dłuższej wymiany zdań pomiędzy Borusewiczem a prezydenckim ministrem Andrzejem Dudą. Duda dowodził, że pojęcie "zatrudnienie" marszałek Senatu traktuje wybiórczo, bo sam, w imieniu prezydenta, będzie odznaczał orderami państwowymi, a to już nie będzie forma "zatrudnienia".
Senator Piotr Andrzejewski (PiS) zwrócił się do marszałka, żeby jednak dopuścił do głosu posła Religę. - Proszę ze mną nie polemizować - odpowiedział Borusewicz. Mimo wielokrotnych próśb z sali nie dopuścił Religi do głosu.
Konieczność przeprowadzenia referendum uzasadniał Duda. Mówił, że tak istotna zmiana ustrojowa wymaga odwołania się do suwerena, czyli narodu. To obywatel ma być beneficjentem zmian. Czy można mu dziś narzucać powszechną komercjalizację i możliwość prywatyzacji szpitali?
Przypomniał historię prac parlamentarnych nad ustawami zdrowotnymi. Zostały one skierowane do Sejmu w styczniu. Rząd uzasadniał wówczas, że będą szybciej uchwalone, jeśli potraktuje się je jako projekty poselskie, chociaż pochodziły z resortu zdrowia.
Skoro projekty nie były traktowane jako rządowe, można było uniknąć konsultacji społecznych, a większość organizacji społecznych działających w ochronie zdrowia jest przeciw przymusowej komercjalizacji i idącej za tym możliwości prywatyzacji szpitali. Ich przedstawiciele mówili o tym na spotkaniu z prezydentem.
W początkowych projektach ustaw przekształcenia szpitali w spółki miały być dobrowolne. Samorządy, czyli właściciele szpitali, miały mieć zagwarantowaną ustawowo większość udziałów. Ustawa nie tamuje prywatyzacji - daje możliwość sprzedaży szpitala. - Biorąc pod uwagę to, że ustawa jest całkowicie sprzeczna z przedwyborczymi obietnicami PO, rząd nie może się powoływać na wolę obywateli. Mówienie, że PO nie ma planów prywatyzacji służby zdrowia, to jedno z największych kłamstw po 1990 r. Prezydent uznał, że jeśli społeczeństwo opowie się za tym kierunkiem przemian, to podpisze ustawy - powiedział Duda.
Senatorowie PO polemizowali z jego stanowiskiem. Krzysztof Piesiewicz wyszedł na korytarz, by sprawdzić, czy naprawdę stacje krwiodawstwa mogą być prywatyzowane, i po powrocie nazwał wypowiedź Dudy "himalajami złej woli" (ale stacje krwiodawstwa też podlegają przymusowej komercjalizacji).
Prezydent chciałby referendum 10- -11 stycznia i pytanie: "Czy wyraża Pani/ Pan zgodę na komercjalizację placówek służby zdrowia, która umożliwi prywatyzację szpitali?".
PO uważa, że pytanie prezydenta jest mylące, bo komercjalizacja nie jest równoznaczna z prywatyzacją. Senatorowie Platformy zapowiadali, że zagłosują przeciw.
I tak zrobili - po debacie trwającej do godz. 1 w nocy wniosek prezydenta przepadł. Za odrzuceniem głosowało 57 senatorów, 38 było "za", nikt nie wstrzymał się od głosu.
Dziś głosowanie nad ustawami zdrowotnymi.
KOMENTARZ Trudno zrozumieć, czym zagrażał poseł Religa marszałkowi Senatu, że zachował się wobec niego tak nieelegancko. Przecież wiadomo, że pod wpływem perswazji Religi partyjni senatorowie i tak nie zmienią zdania. Spór o reformę zdrowia to polityczna przepychanka, a nie walka na racje i argumenty. Skoro senatorowie PO stanowią większość w Senacie, do referendum i tak nie dojdzie, więc po co powtarzać żenujący spektakl na wzór walki o samolot?
Elżbieta Cichocka