Komentatorzy uważają, że to tylko dobra mina do złej gry. Że wlokący się w sondażach za demokratą Barackiem Obamą aż o 7-8 pkt tydzień przed wyborami McCain już te wybory przegrał.
Ale są tacy, którzy jeszcze w McCaina wierzą. Tydzień temu w restauracji w miasteczku Temple w Pensylwanii rozmawiałem z grupką emerytów. - Nie skreślajcie Johna za szybko - mówił mi Bill, emerytowany tak jak McCain pilot wojskowy. - Pilot myśliwca zawsze, nawet jeśli jego samolot już dymi, walczy do końca. Zawsze liczy, że uda mu się jakiś niekonwencjonalny manewr. Albo że przeciwnikowi odpadnie skrzydło. To jest cała polityka Johna - instynktowna walka pilota myśliwca...
Chciał studiować literaturę
Kariera wojskowa i polityczna Johna McCaina to historia upadków i wracania na szczyt.
John McCain III urodził się w bazie armii amerykańskiej w Panamie w 1936 r. jako kolejny z rodu żołnierzy. Jego ojciec i dziadek byli admirałami marynarki, wcześniejsi przodkowie walczyli w amerykańskiej wojnie domowej i w sztabie Jerzego Waszyngtona w wojnie USA o niepodległość.
Jak mawia jego matka Roberta, dziś energiczna 96-latka, "zawsze był kolcem w d...". Rodzina przenosiła się niemal co rok za ojcem, który dostawał wciąż nowe przydziały od marynarki. John źle to znosił, rozrabiał w kolejnych szkołach, buntował. Po szkole średniej chciał iść na Princeton studiować literaturę, którą uwielbiał. Ale posłuchał rodziny i wstąpił wzorem przodków do Akademii Marynarki Wojennej w Annapolis pod Waszyngtonem.
Nadal szalał, był bliski wyrzucenia z uczelni, myślał o wstąpieniu do francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Na 899 osób na roku skończył szkołę z 894. wynikiem.
Nie uspokoił się i potem, w szkole pilotów marynarki na Florydzie. Rozbił samolot ćwiczebny i ledwo uszedł z życiem, bo wcześniej nie chciało mu się przeczytać instrukcji bezpieczeństwa.
Jak wspominają jego koledzy, był "psem na baby", jedną z jego wielu miłości była sławna striptizerka znana jako "Mary, Ogień Florydy".
W 1965 r. ożenił się z Carol Shepp, adoptował dwoje jej dzieci, potem urodziła im się córka.
Jego ówcześni przełożeni uważali, że pilotem był świetnym, ale chaotycznym. I pechowym.
W 1967 r. brał udział w największej katastrofie w historii marynarki USA, gdy na lotniskowcu Forestal wybuchła przypadkiem rakieta i zginęły 134 osoby. McCain został ranny.
Trzy miesiące później miał jeszcze mniej szczęścia. Zestrzelony nad Hanoi przez północnych Wietnamczyków złamał nogę i ręce. Zanim trafił do aresztu, rozwścieczony tłum pobił go, pchnął bagnetem i złamał bark.
Z niewoli McCain mógł, jako syn admirała, wyjść wcześnie. Nie chciał być uprzywilejowany, odmówił, trafił na wielotygodniowe przesłuchania z torturami. Dwa razy był bliski śmierci, podobno myślał też o samobójstwie.
Wyszedł w końcu po pięciu i pół roku w 1973 r. Ledwo chodził. W Ameryce stał się bohaterem.
Jeden ze współwięźniów Orson Swindle, też były pilot, twierdzi, że więzienie Johna zmieniło: - Tam nie było miejsca na palenie cygar. Wszystkie przyjemności odpłynęły, zostało tylko to, co mieliśmy w środku duszy. John odnalazł wówczas siłę wewnętrzną. I poczucie obowiązku.
W swojej mowie we wrześniu McCain opowiadał, jak wietnamscy ubecy w końcu go torturami złamali. Od hańby ocalili go współwięźniowie, przekonując, że wytrzymał, ile mógł. McCain podkreślał: - Zakochałem się w moim kraju, gdy byłem więźniem. Pokochałem go nie z powodu komfortu życia. Kochałem go za jego uczciwość, za wiarę w rozum, sprawiedliwość i dobroć jego obywateli. Pokochałem go, bo nie był tylko miejscem, ale ideą, sprawą, o którą warto walczyć.
McCain nie stał się jednak po opuszczeniu wietnamskiej niewoli nagle wzorem cnót. Nadal hulał, miał miłostki, rozwiódł się z żoną. W 1980 r. ożenił się z młodszą o 17 lat Cindy Hensley. Złośliwi mówią, że tylko dlatego, iż była dziedziczką wartej miliony fortuny dystrybutorów piwa z Phoenix.
- To bzdury, on ją naprawdę kocha - oponują jego przyjaciele. Mają czwórkę dzieci, w tym dziewczynkę adoptowaną z sierocińca Matki Teresy z Bangladeszu.
Źródło: Gazeta Wyborcza