Niech politycy wytłumaczą się z naszych emerytur Do funduszy emerytalnych - jest ich kilkanaście - co miesiąc oddajemy część swoich pensji (7,3 proc.), a one je pomnażają, byśmy mieli na starość za co żyć. Komisja Nadzoru Finansowego podała wczoraj, że od początku reformy emerytalnej w 1999 r. fundusze faktycznie pomnażały i zarobiły dla nas 24,8 mld zł.
Ale od stycznia z funduszy wyparowało prawie tyle samo - 24,2 mld zł! To przede wszystkim wynik spadków na giełdzie, na której fundusze zgodnie z prawem inwestują do 40 proc. naszych składek. Za resztę kupują głównie obligacje, które są mniej narażone na kryzys.
- Jestem w szoku. Po dziewięciu latach reformy wyszliśmy na zero - mówi dr Filip Chybalski, ekspert emerytalny z Politechniki Łódzkiej.
Jest jeszcze gorzej. - Jeśli uwzględnimy inflację, jesteśmy na dużym minusie - dodaje Chybalski.
Emerytury wypłacane z OFE nie mają zabezpieczeń, jeśli nie liczyć ochrony tych, którzy mieli pecha wybrać fundusz, który ma wynik dużo gorszy od pozostałych - wtedy musi emerytowi dopłacić do średniej. Gdy tracą wszystkie fundusze, tracimy wszyscy.
Znaczna część naszych emerytur - im ktoś starszy, tym większa - będzie jednak wypłacana przez
ZUS, który nie inwestuje składek, a wypłaty waloryzuje. W czasach rozwoju to kiepska inwestycja. Teraz niespodziewanie okazało się, że ci, którzy wybrali tylko ZUS, zyskali, przynajmniej doraźnie.
Czy to znaczy, że emerytury dzisiejszych 30- i 40-latków będą żałośnie niskie? Niekoniecznie. Kiedy giełda się odbije, nasze oszczędności znów urosną.
- Fundusze nastawione są na długoterminowe oszczędzanie. Ważne, ile będzie na koncie, gdy to ty będziesz przechodzić na emeryturę - mówi prof. Marek Góra, twórca reformy.
- Dzisiejsze straty odrobimy, przyszli emeryci nie mają się czego bać - uspokaja także Hubert Kostrzyński, rzecznik funduszu AEGON.
Niestety, pewne jest, że skutki bessy odczują kobiety, które jako pierwsze już w przyszłym roku przejdą na emeryturę. Według wyliczeń nadzoru finansowego ich świadczenia będą o kilkanaście procent mniejsze. - Szczęście w nieszczęściu, że większość ich emerytury będzie pochodziła z ZUS - mówi Chybalski.