Jarosław Makowski**: Jest pan katolikiem i świeckim teologiem. Zarazem popiera pan Baracka Obamę, który nie jest katolikiem. Co ważniejsze, jest zwolennikiem prawa do aborcji. Gerald J. Beyer: Nigdy w Ameryce nie było i chyba nigdy nie będzie takiego kandydata, który co do joty odzwierciedlałby nauczanie Kościoła. Tak też jest w przypadku Obamy. Nie podzielam jego liberalnego stanowiska w kwestii aborcji i negatywnie oceniam akceptację dla kary śmierci - podobnie, jak negatywnie oceniam akceptację kary zasadniczej przez senatora McCaina. Są to dla mnie przekonania sprzeczne z „kulturą życia”, do której promowania wzywał
Jan Paweł II. Jednak całościowa wizja życia społecznego i politycznego Obamy i tak jest o wiele bardziej zbieżna z katolickim rozumieniem dobra wspólnego niż wizja McCaina.
Używając tradycyjnych kategorii, Obama jest lewicowcem. A Kościołowi katolickiemu zazwyczaj bliżej do prawicy niż do lewicy. - Nie etykietki są kluczowe, ale poglądy i postawa. Obama od początku sprzeciwiał się wojnie w Iraku. Uważa ją za wielki błąd polityczny i moralny. Biskupi amerykańscy i Watykan przekonywali, że atak na Irak nie spełnia kryteriów "wojny sprawiedliwej". Amerykański episkopat przypomina, że tę wojnę jak najszybciej należy zakończyć. Obama zapowiada szybkie wyjście naszych żołnierzy z Iraku. Z kolei McCain chce nadal okupować Irak, aż do bliżej nieokreślonego zwycięstwa.
Ponadto niebezpieczeństwo ataku na Iran i wciągnięcia Ameryki w kolejną wojnę jest o wiele bardziej prawdopodobne, gdyby prezydentem został McCain. Atak na Iran także nie spełniałby kryteriów "wojny sprawiedliwej". I byłby o wiele bardziej katastrofalny w skutkach dla Ameryki i świata niż obecna wojna iracka.
Obama jako prezydent daje także większe szanse na poprawę naszych relacji z innymi krajami. Ameryka jego zdaniem musi traktować inne państwa jak partnerów, a nie jak wasali czy zaciekłych wrogów. Dodaje, że wszyscy musimy "inwestować o wiele więcej w nasze wspólne człowieczeństwo", bo tylko tak możemy budować trwały pokój. Przekonania Obamy są więc zbieżne z tym, co mówił Jan Paweł II na temat "globalnej solidarności i globalizacji bez marginalizacji". Przyklasnąłby także przekonaniu Pawła VI, gdy ten głosił, że we współczesnym świecie pokój i ludzki rozwój są nierozerwalne. Analogicznych słów i punktów zbieżnych z katolickim nauczaniem próżno szukać w przesłaniu McCaina. On prezentuje typowo neokonserwatywny pogląd na stosunki międzynarodowe, w których sterem i okrętem ma być silna i nieomylna Ameryka.
Czy na gruncie społecznym także widzi pan w programie Obamy wątki zbieżne z doktryną katolicką? - Zwycięstwo Obamy może przyczynić się do ograniczenia rasizmu i dyskryminacji. Wygrana McCaina oznacza status quo. Nie twierdzę, że McCain jest rasistą. Chodzi o to, że kwestia rasowa w
USA jest bardzo złożona i drażliwa. Obama już pokazał, że doskonale ją wyczuwa i rozumie. A nasi biskupi nazywają rasizm wielkim złem moralnym, który demoralizuje amerykańskie społeczeństwo i utrudnia życie mniejszościom.
Ponadto dla mnie jako teologa i katolika kluczowa jest także kwestia biedy i nierówności społecznych. Nauka katolicka podkreśla, że "opcja na rzecz ubogich" to żadna "opcja", ale moralny imperatyw każdego człowieka. Tymczasem Ameryka zajmuje 28. miejsce na światowej liście państw z przedwczesną umieralnością dzieci. Co piąte dziecko doświadcza biedy, w tym 33 proc. wszystkich dzieci to Afroamerykanie. Ponad 45 mln Amerykanów nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, co zwiększa ryzyko ich wcześniejszej śmierci.
Senator McCain żywi przekonanie, że wszystkie te problemy można rozwiązać przez większą liberalizację gospodarki. Inaczej Obama, który chce walczyć z dominującym w USA "wilczym kapitalizmem". Podobnie jak Jan Paweł II jest zwolennikiem wolnego rynku, ale z dość szeroką ochroną socjalną. Opowiada się też za sprawiedliwą płacą, powszechnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi, wzmocnieniem związków zawodowych itp. Krótko mówiąc - jego rozumienie dobrej, sprawiedliwej gospodarki jest o wiele bardziej zbieżne z katolickim pojmowaniem gospodarki i jej roli w społeczeństwie.
Tyle że i ja, i pan wiemy, że wyznacznikiem katolickości polityka nie jest jego stosunek do biedy czy rasizmu, ale do aborcji. A tu postawa McCaina jest jednoznaczna. - Aborcja, choć jest bardzo ważną sprawą, nie może stanowić jedynego kryterium przy ocenie partii czy polityka. Jest to zresztą stanowisko Kongregacji Nauki Wiary. Analogiczne stanowisko prezentuje Konferencja Episkopatu Amerykańskiego. Mówią jasno, że istnieje cały katalog kwestii moralnych, które musimy brać pod uwagę, dokonując wyborów politycznych. Te kwestie to na przykład bieda, kara śmierci,
ochrona środowiska, wojna, dostęp do służby zdrowia.
Jednocześnie Kościół uczy, że istnieją tzw. czyny wewnętrznie złe (ang. intrinsic evils), których nie da się pod żadnym pozorem usprawiedliwić. Nigdy - gdyż uderzają one w godność człowieka. Do katalogu takich przewin zalicza się aborcje, eutanazje, klonowanie i zniszczenie komórek macierzystych, stosowanie tortur, rasizm, ludobójstwo i celowe zabijanie cywilów w czasie wojny.
Katolik ma więc już jasność, kogo powinien popierać. - Nie. Bo, przykładowo, senator McCain jest zwolennikiem badań nad komórkami macierzystymi i moim zdaniem w sposób jednoznaczny nie potępia stosowania tortur. Obama nie chce absolutnego zakazu aborcji, chociaż chce robić wszystko, by zmniejszyć ich liczbę.
Rzeczywiście biskupi stwierdzają, że katolik powinien głosować na kandydata, który wyrzeka się czynów wewnętrznie złych. Tyle że takiego kandydata, jak właśnie pokazałem, nie ma. Dopowiadają zatem, że mogą pojawić się poważne racje moralne, które usprawiedliwiają oddanie przez katolika głosu na zwolennika pro-choice. Tu w grę wchodzi intencja wyborcy, który nie głosuje na takiego polityka, gdyż jest on zwolennikiem prawa do aborcji, ale oddaje na niego swój głos pomimo tego.
Zasadniczo katolik powinien szukać takiego kandydata, który w jak najmniejszym stopniu będzie promował "czyny wewnętrznie złe", a w jak największym stopniu będzie wspierał inne "autentyczne dobra moralne". Ale to każdy w swoim sumieniu, które jest kształtowane przez nauczanie Kościoła, musi ostatecznie zdecydować, na kogo oddać głos. Ma się przy tym wyborze kierować cnotą roztropności i wspierać takiego kandydata, który najlepiej będzie działał na rzecz dobra wspólnego, solidarności, pokoju i sprawiedliwości społecznej. A takim kandydatem dla mnie jest
Barack Obama.
Mam wrażenie, że to trochę sofistyka i próba uchylenia się od jednoznacznej odpowiedzi. Aborcja w hierarchii nauczania kościelnego zajmuje szczególną pozycję, a polityk, który jest jej zwolennikiem, musi się liczyć z tym, że zostanie potępiony przez hierarchów. - Sprawę aborcji należy zobaczyć w całej złożoności. A fakty są takie, że w czasie administracji Clintona, który był pro-choice, liczba aborcji spadła o 30 proc. Za prezydentury republikanina Reagana, który był rzekomo pro-life, zanotowaliśmy spadek tylko o 10 proc.