http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jan Paweł II - rycerz niemożliwego?

Paul Thibaud
2008-10-18, ostatnia aktualizacja 2008-10-17 13:34

Wybór Karola Wojtyły na papieża, Watykan, 16 października 1978 r.
Fot. Ryszard Rzepecki
Wybór Karola Wojtyły na papieża, Watykan, 16 października 1978 r.
ZOBACZ TAKŻE
RAPORTY




THIBAUD: PAPIEŻ BEZ KOMPLEKSÓW

Wydaje się, że Jana Pawła II zachowamy w pamięci bardziej jako po prostu człowieka niż jako papieża czy myśliciela. Wiadomo, że był najlepszą ilustracją polskiej epopei lat 80., tej żarliwej mobilizacji narodu wobec bezprawia władzy, która doprowadziła do rozpadu komunizmu w Europie. Lecz ten chwalebny epizod minął, spowszedniał, Polska się zeuropeizowała, a człowiek, który był jej symbolem w trakcie tworzenia się historii, stał się postacią wycofaną, prawie anachroniczną. Zdaje się wręcz, że poniósł porażkę, chcąc zakorzenić na Zachodzie polską nadzieję odnowy duchowej. Rycerz niemożliwego, świadek tego, co niedokonane - pozostanie po nim świadectwo niezwykłego i wybitnego życia, choć, niestety, bez znaczenia historycznego. W każdym razie do tego media sprowadziły Wojtyłę - są zafascynowane głównie jego bezprecedensową sztuką podróżowania wychodzącą poza rzymski prowincjonalizm, w którym papiestwo wydawało się pogrążone. Podziwia się jego umiejętności komunikacyjne, odwagę, a nawet autentyczność duchową. Towarzyszy temu jednak brak znajomości treści przesłania Jana Pawła II, wręcz jego lekceważenie. Świetnym tego przykładem jest zamach na placu św. Piotra i przede wszystkim późniejsze zachowanie papieża: nawiązanie kontaktu z Alim Agcą, chęć rozmowy z zamachowcem. To wydarzenie jest chętnie przywoływane, ponieważ pokazuje postawę osobistą, postawę człowieka, nie jest jednak zestawiane z papieską nauką.

Nie można powiedzieć, by takie przedstawianie Jana Pawła II przez prasę i opinię publiczną było nieuzasadnione. Ale jest dowodem na jawną głuchotę współczesności wobec "nowej ewangelizacji" nakreślonej przez papieża. Pozostawia w cieniu intencje i głęboką myśl Jana Pawła II, ogłasza co najmniej relatywną porażkę pontyfikatu, nie ukazując jego sensu ani wartości.



(By dokonać dokładniejszego i bardziej racjonalnego bilansu, należałoby sięgnąć do myśli papieża Wojtyły, wziąć pod uwagę jego pracę o Maksie Schelerze, tekst rzadko czytany i niemal niedostępny. Tezy filozoficzne autora „Osoby i czynu” są odpowiedzią na pragnienie, wręcz potrzebę znalezienia równowagi w tym, co wydaje się sprzeczne: z jednej strony akceptacji przez Kościół współczesnych wolności (późnej, bo formalnie zatwierdzonej dopiero przez Sobór Watykański II), w szczególności wolności sumienia, a z drugiej - obiektywnego charakteru prawdy. Prawda obiektywna nie jest tu koncepcją świata, spojrzeniem na porządek rzeczy. To idea osoby i jego relacji z Bogiem poprzez Chrystusa. Potwierdzenie tej tezy znajdziemy w odpowiedzi papieża na pytanie André Frossarda: „Czy można szukać podstaw dla polityki w Ewangelii?”. Odpowiedź nie odnosi się do życzenia rozmówcy ani nie mówi o porządku świata, lecz o sytuacji metafizycznej człowieka: „Polityka Ewangelii to transcendencja człowieka. Istota ludzka tworzy się poprzez relację transcendencji z prawdą, która ( ) sama jest osobą: osobą Jezusa Chrystusa”. Ku zaskoczeniu rozmówcy tradycjonalisty, który chciałby przeciwstawić niezmienną prawdę katolicką o zmienności i chwiejności historii ludzkiej, Jan Paweł II nie przeciwstawia historii i transcendencji: „Chrześcijaństwo nie jest religią »czystego Absolutu « ani też »Absolutu samotnego «. Nasz Bóg »zaangażował się w historię człowieka «. Ponieważ prawda, o którą chodzi, nie opiera się na świecie, ale na istocie ludzkiej i jej relacji z Bogiem, jest ona prawdą żywą”.

Uczucie, że chęć ucieczki przed historią byłaby nie tylko daremna, lecz wręcz duchowo zubożająca, wydaje się być osią myśli i osobowości Jana Pawła II. Bez wątpienia uczucie to wywodzi się z tragicznych doświadczeń wojny, kiedy kształtowała się jego osobowość. W każdym razie upodobanie do stawiania czoła historii jest chyba najważniejszym wkładem Wojtyły w "kulturę pontyfikalną", o której kryzysie mówił Paweł VI. Benedykt XVI na swój sposób przyjmuje tę samą postawę.

Nie ulega wątpliwości, że umiejętność podejmowania inicjatywy i obecności w świecie nadały Janowi Pawłowi II szczególną siłę. W przeciwieństwie do wielu chrześcijan pokazał on obraz "człowieka bez kompleksów", co zobaczymy wyraźniej, czytając komentarz, który on sam wygłosił: "Kompleks, jaki by on nie był, wskazuje pewien brak autentyczności". Jego autentyczność przejawiała się w byciu duchowym przywódcą w świecie.



(Z drugiej strony Jan Paweł II stworzył w Kościele grunt dla tradycyjnych organizacji i rozwoju biurokracji. W kwestii moralności odwoływał się do przestarzałych zasad. Niewątpliwie najcięższe w konsekwencjach jego polityki pontyfikalnej było zupełne odrzucenie w czasie wizyty w Ameryce Łacińskiej teologii wyzwolenia, która zasługiwała, by ją przedyskutować, a nawet skrytykować, ale nie odrzucić w całości.

Bez wątpienia istniała różnica, wręcz sprzeczność, którą należałoby wyjaśnić, między osobowością i myślą papieża a sposobem, w jaki rządził Kościołem. Ale nawet co do tego ostatniego punktu nie można być całkowicie krytycznym. Po pierwsze, z powodu trudności obiektywnych. Następnie ze względu na gesty papieża otwierające drogę nowej eklezjologii. Poza spotkaniami w Asyżu, z których nie wyciągnięto wniosków teologicznych, trzeba podkreślić znaczenie zmiany postawy i języka wobec judaizmu, nie tylko judaizmu biblijnego, ale także aktualnego, rabinistycznego. Potwierdzenie, że Żydzi są nie tylko przodkami, ale też współczesnymi chrześcijan, umieszcza Kościół nie ponad historią czy na jej marginesie, lecz ponownie w jej dziejach. Nie mniej ważny był śmiały - dla wielu wręcz szokujący - gest papieża, jakim było wyznanie win Kościoła w 2000 r. Akt ten jest daleki od rozliczenia się z przeszłością - przypomina raczej o znaczeniu i niejasności historii chrześcijaństwa, za którą trzeba nie tylko wziąć odpowiedzialność, ale także spróbować zrozumieć to, co dogmatyka tradycyjna odłożyła na bok, przemilczała. Rozprawa chrześcijan z ich historią jest bez wątpienia jednym z większych wyzwań, jakie ich czeka, a Jan Paweł II zrobił już w tym kierunku krok naprzód.

Konkludując, wyjątkowa osobowość papieża Wojtyły nie objawiała się w rządzeniu Kościołem, ale to właśnie jemu zawdzięczamy wytyczne, które dla przeżywającego kryzys chrześcijaństwa są cenną bazą.

przeł. Ewa Sobulska





KOŁAKOWSKI: UCZYŁ WSTYDU ZA ZŁO

Powiadamy, że Karol Wojtyła odmienił świat. I to jest prawda nie w tym sensie, by przez ćwierćwiecze Jego pontyfikatu brakło światu wojen, prześladowań i okropności, ale w tym może, że rozlał po świecie poczucie wstydu za wszelkie zło, jakie czynimy. Nikogo nie potępiał, obca Mu była nienawiść i złość, nawet do najgorszych odnosił się z nadzieją na ich nawrócenie. Kochał świat jako boskie dzieło i kochał ludzi jako dzieci boże. Musiał z pewnością doświadczać goryczy, gdy oglądał świat tak pełen zła, ale nie dawał tej goryczy wyrazu. Jakże to się stało, że w stolicy Francji, stolicy bezbożnictwa, miliony młodych ludzi witały Go z uśmiechem i entuzjazmem? Opromieniał nas wszystkich nadzieją zbawienia. Ci katolicy, których odpycha idea tolerancji, wolności religijnej i życzliwości dla wszystkich ludzi, powołują się wprawdzie na Jego słowa, ale naprawdę nie mogą Mu wybaczyć, iż był przyjacielem nas wszystkich. Wiedział przecież, że Jezus Chrystus nie sprawiedliwych chciał wzywać, ale grzesznych. Wszyscyśmy przecież grzeszni, ale Karol Wojtyła nikim nie gardził.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':