My tu, w Wasilli, martwimy się o Sarah Palin

Marcin Bosacki, Wasilla - Anchorage
16.10.2008 , aktualizacja: 15.10.2008 14:12
A A A Drukuj
Sarah Palin podczas poniedziałkowego wiecu wyborczego w Scranton w kluczowym dla tegorocznych wyborów stanie Pensylwania

Sarah Palin podczas poniedziałkowego wiecu wyborczego w Scranton w kluczowym dla tegorocznych wyborów stanie Pensylwania (Fot. Rich Schultz AP)

- Palin jest dla nas bohaterką. Pokazuje, jak wysoko może dojść człowiek dzięki ciężkiej pracy. Nawet z końca świata - mówi mi 22-letnia Victoria ze sklepu w centrum Wasilli. Miasteczka, w którym kandydatka Republikanów na wiceprezydenta stawiała pierwsze kroki w polityce
- Przyjechałem z Teksasu w czerwcu, pochłonęła mnie robota, nie wiedziałem, ani kto to Sarah Palin, ani tego, że mieszka trzy domy dalej - Ross Bell, ogorzały 50-latek, jest zarządcą hotelu Lake Lucille Inn na przepięknym brzegu jeziora Lucille. - Szybko się dowiedziałem. W tamten piątek w sierpniu już przy śniadaniu zaczęło mnie wypytywać pierwszych trzech reporterów z Anchorage. Wieczorem było ich już u nas kilkudziesięciu: z CNN, NBC, "New York Timesa", "Wall Street Journal". Panie, po 29 sierpnia to miasteczko już nigdy nie będzie takie samo!

Tego dnia kandydat Republikanów na prezydenta John McCain zaskoczył całą Amerykę i wybrał na swą zastępczynię Sarah Palin - gubernator Alaski, córkę miasteczka Wasilla i właścicielkę drewnianego domu nad jeziorem Lucille.

Sarah podnosi raban

Do Wasilli z centrum ćwierćmilionowego Anchorage, największego miasta stanu, jest 70 km. Przy autostradzie kilka znaków "Uwaga, łosie" i duża tablica: "Zwolnij, od 1 lipca na tej drodze zginęło 39 łosi" (liczba aktualna na koniec września).

Tuż przed Wasillą wielki salon motocykli Harley Davidson wabi neonem: "Wstąp i odbierz darmową koszulkę z Sarah!". Wstępuję. Okazuje się, że koszulki są darmowe, gdy się coś kupi - motocykl albo pompkę. Zresztą już ich nie ma, w trzy dni poszło sto.

Bill wygląda tak, jak sprzedawca harleyów wyglądać powinien - zwalisty, szpakowaty, z wąsami i bokobrodami. Tłumaczy mi: - To nie chodzi tylko o to, że całe miasto dostało hopla, bo ma szansę mieć wiceprezydenta. My Palin naprawdę lubimy. To konkretna babka. Jak ona pogoniła tych złodziei z Anchorage!

- Walczyć z układami to ona nauczyła się u nas, w Wasilli - mówi mi dwie godziny później Debbie Frost, emerytka. Debbie rozmawiała z Palin tylko dwa razy w życiu, gdy ta jako burmistrz przyszła do jej kościoła na któreś ze świąt. Ale Debbie uważa, że Sarah Palin to największe szczęście, jakie spotkało Wasillę w jej historii.

28-letnia Palin wystartowała do rady miejskiej w 1992 r. za namową Nicka Carneya, wieloletniego radnego, prawej ręki ówczesnego burmistrza Johna Steina. Palin miała być ich pupilką. Ale dość szybko zobaczyła, że ich klika szkodzi miastu.

Carney był właścicielem jedynej w okolicy firmy śmieciarskiej. W radzie próbował przepchnąć obowiązek odbierania śmieci z posesji przez specjalistyczną (czyli swoją) firmę zamiast - jak to robiło wielu właścicieli domów - samodzielnego wywożenia na wysypisko.

Sarah podniosła raban. Stała się popularna. Po czterech latach w radzie wystartowała na burmistrza. Wygrała ze Steinem wyraźnie.

Ten sam model powtórzył się później we władzach stanowych w Anchorage. - Alaska to taka większa Wasilla. Stan wielki jak dwa razy Teksas, ale ludzi 700 tys., my się tu naprawdę wszyscy znamy - podkreśla Debbie Frost.

W 2003 r. gubernator, a wcześniej senator USA Frank Murkowski mianował Palin, która właśnie skończyła drugą kadencję burmistrza, na szefową stanowej komisji ds. ropy i gazu. Miała tam być jego człowiekiem.

Innym członkiem komisji był Randy Ruedrich, szef Partii Republikańskiej na Alasce. Palin wkrótce odkryła, że Ruedrich za pieniądze komisji stanowej załatwia sprawy partii. Co gorsza - doradza firmom naftowym, które ma nadzorować.

Palin zażądała od gubernatora Murkowskiego odwołania Ruedricha. Gdy odmówił, sama zrezygnowała i poszła do prasy. Zyskała sławę już na całej Alasce.

Po dwóch latach pobiła Murkowskiego w republikańskich prawyborach, innego weterana polityki stanowej, demokratę, w wyborach i została pierwszą w historii Alaski kobietą gubernatorem.

- To jest kobieta zasad. Jak coś obieca, dotrzymuje słowa - zapewnia Debbie Frost. - Ja znam ją słabo, ale mój mąż Jerry dużo lepiej. Jerry był drogowcem, przed pracą zawsze koło szóstej rano spotykał się z kolegami w kawiarni U Toma. Gadali o robocie, o sporcie, o polityce. Gdy Sarah została burmistrzem, zaczęła się na tej ich kawie pojawiać - albo zaglądała w czasie joggingu, albo po prostu przyjeżdżała przed pracą autem. Pytała, jak oceniają zmiany w podatkach, plany budowy centrów handlowych, nowe drogi. I reagowała na to, co jej mówili! To kobieta, która zbudowała to miasto.

Ona tworzy historię

Wzdłuż Parks Highway, głównej ulicy Wasilli, przez trzy kilometry po obu stronach ciągną się sklepy, restauracje, centra handlowe, stacje benzynowe. To dlatego, że Wasilla jest mózgiem gospodarczym obszernego, liczącego ponad 80 tys. ludzi regionu Mat-Su, czyli doliny rzek Matanuska i Susitna. Oczywiście, jak mówi Debbie, dzięki Sarah.

Gdy Palin została burmistrzem, Wasilla miała 4 tys. ludzi, gdy odchodziła sześć lat później - już 7 tys. Palin rozbudowywała drogi, sprowadziła Wall-Marta, kilka banków. Centrum Wasilli nie jest piękne, zwłaszcza w deszczowy dzień, gdy widać, że jeszcze nie wszędzie wylano asfalt i pobudowano chodniki. Ale jest chyba najbardziej tętniącym życiem centrum niewielkiego miasteczka, jakie widziałem w Ameryce.

Paradoksalnie, rozwój miasta pożarł miejsce dla Palin w Wasilli najważniejsze - popielaty dom na rogu ulic Swanson i Lucille. To tu państwo Heathowie sprowadzili się, gdy Sarah miała osiem lat. Z dwoma siostrami spała na poddaszu. Stąd wyruszała na turnieje, gdy zdobywała tytuł koszykarskiej mistrzyni Alaski, tu przygotowywała się do konkursów miss Wasilli (wygrana) i miss Alaski (trzecie miejsce).