Jeszcze jeden spór jest ważny dla Zagajewskiego - spór z Gombrowiczem o formę. W latach studenckich w Krakowie zdobycie książek Gombrowicza było aktem śmiałości i wymagało długich poszukiwań. Jego
dziennik i powieści miały wielką siłę przyciągania, zachwycały błyskotliwością i odwagą. We wspomnieniach poety znajduje się scena w krakowskim antykwariacie, gdy starszy antykwariusz, zapytany, czy ma te książki, odradza studentowi zajmowanie się nimi. One "nie są dla nas", lepiej czytać pisarzy-patriotów.
Oburzenie młodego człowieka z czasem minęło. Teraz w innym znaczeniu Gombrowicz nie jest dla niego. I to nie z powodu zabawnego paszkwilu "Przeciw poetom" - tutaj Zagajewski w pewnej mierze się z nim zgadza. Wydaje mi się, że kością niezgody jest stosunek Gombrowicza do formy - upiornej formy, która przychodzi z zewnątrz, ze świata międzyludzkiego, i gwałci nas, wymuszając zachowania i gesty nieautentyczne, zamrażające nas w gładkim kłamstwie.
Intencja pisarza jest osobista i filozoficzna, przez całe życie walczył, aby nie pozwolić sobie narzucić tego, co cudze, bezosobowe. Poeta wykazuje więcej skromności. Nie tylko w poezji (w sztuce) forma odziedziczona i rozwijana jest arcyważna, by nie rzec, najważniejsza. I w życiu bywa czymś niekiedy zbawiennym. Ma również walory kształcące - buduje kulturę w jej wszystkich przejawach. A w przejawach wyższych staje się koniecznym dopełnieniem przeżycia, doświadczenia.
Zapamiętajmy słowa: całość - ogień - natchnienie - forma. Rzeczy małe i duże. Umarli. Mała i duża transcendencja. Te pojęcia, wedle Zagajewskiego, tworzą kościec kultury, a zarazem stanowią o jej sensie. Jeśli sens cząstkowy, to będący "fragmentem koła", jak fragmentem jest każdy udany wiersz. Całość wydaje się nam rozbita w życiu naszych współczesnych - i w naszym. Nie mamy pewności, czy jeszcze zarys całości pojawi się w życiu zbiorowym. Być może pozostanie tylko pod strażą jednostek, mistyków codzienności, mistyków odświętnych chwil życia.
Jak powstaje poezja Z wiersza „Wczesne godziny”: Wczesne godziny przedpołudnia, jeszcze nie piszesz/ (nie próbujesz pisać), tylko leniwie czytasz./ Wszystko jest nieruchome, spokojne, pełne, tak/ jakby to był prezent ofiarowany przez muzę powolności./ ( ) - jeszcze nie piszesz,/ jeszcze rozumiesz tak wiele./ Zbliża się radość.
Ze „Zwyczajnego życia”: Nasze życie jest zwyczajne,/ Przeczytałem w pomiętej gazecie,/ Którą ktoś zostawił na ławce./ Nasze życie jest zwyczajne,/ czytałem u filozofów./ ( ) Czarne kina łakną światła./ Lasy oddychają gorączkowo,/ Obłoki cicho śpiewają,/ Wilga modli się o deszcz./ Zwyczajne życie łaknie.
„Idź przez to miasto”: Idź przez to miasto o szarej godzinie,/ gdy smutek się chowa w cienistych bramach/ a dzieci bawią się wielkimi piłkami,/ które płyną jak latawce nad/ zatrutymi studniami podwórek/ I cicho niepewnie śpiewa ostatni kos./ ( ) Czy umiałeś wyrazić choćby małą część całości./ Jeśli widziałeś podłość, czy umiałeś nazwać./ Jeśli spotkałeś kogoś, kto żył prawdziwie, / czy potrafiłeś rozpoznać?/ Czy nie nadużyłeś wysokiego słowa?
Te trzy fragmenty pochodzą z ostatniego wydanego tomu Zagajewskiego, "Anteny". Uderza ich prostota, jasność. Cechą jego poezji jest jasność, nawet gdy mówi o sprawach smutnych i mrocznych. Wychodzenie od tego, co najprostsze, codzienne skupienie przy pisaniu, pełne niepewności; spacer przez miasto, kiedy uderza atmosfera podwórek, śpiew kosa; zwyczajność złakniona czegoś więcej, niespokojne pytania zadawane sobie: "Czy potrafiłeś rozpoznać? Czy nie nadużyłeś wysokiego słowa?".
Pisarstwo polega na wypuszczeniu siebie na przygodę wewnętrzną i na samokontroli. Zluzować, chłonąć biernie majestatyczne czy skromne piękno świata - pisać przy wzmożonej kontroli słuchu i pamięci. Przeżycie jest gorące, studzi je chłód formy, tej wszechwładnej formy, która sprawia, że poezję można oskarżyć o nieludzkość, brak serca. To odwrotność sentymentalizmu, ale bynajmniej nie zaprzeczenie braterstwa.
Jeśli przyjmiemy, że wiersz pisze się przede wszystkim dla siebie, jako twór językowy wprowadza poetę - chce czy nie chce (a najczęściej chce!) - w świat porozumienia z innymi. Jeśli nawet sprawy najistotniejsze (to, co tradycyjnie nazywało się zbawieniem) dotyczą życia wewnętrznego, język jest narzędziem, które wewnętrzne wyprowadza na zewnątrz, w stronę innych użytkowników języka. To pewne: zbawiamy się pojedynczo, ale wspólnota kultury sprawia, że możemy, jak w średniowiecznych legendach, uczepić się wiersza, utworu muzycznego, przykładu ludzi wielkich i dobrych (patrz wspaniałe wspomnienie o Józefie Czapskim!), i razem z nimi dostać się, przynajmniej przybliżyć do wysokości.
Poddani prawdzie Obrona poezji to starania o zachowanie żaru i cudowności. To znaczy duchowości, która jest jak ognisko oświetlające i ogrzewające, i jest właściwością świata, której nie widzi się przez okulary sceptycyzmu i demitologizacji. Kłopot z rzeczami duchowymi jest w tym, że nie rzucają one cienia jak przedmioty masywne. Łatwo je pominąć, jeśli nie pracuje się nad własnym spojrzeniem. Inna ich cecha to trudność - są po prostu dla nas trudne i trzeba przezwyciężyć lenistwo tudzież zadowolenie z siebie, żeby móc je zauważyć. Poezja jest nastawiona na "świeży sens", nie ten już raz zaszufladkowany, sens młody jak obrany ze skorupki kasztan. Trzeba być wrażliwym na te sensy, które służą tylko olśnieniu, a niczego nam nie załatwiają w życiu umysłowym.
Istotną sprawą jest też związek między ekspresją i rozumieniem. Zauważmy, że między oboma pojęciami jest coś w rodzaju konkurencji. Uważa się zwykle, że zadaniem sztuki jest wyrażanie różnych stanów wewnętrznych, jak gdyby bez troski o to, jakie są i czym są rzeczy w ich oddzielnym istnieniu. Natomiast rozumieniem rzeczywistości zajmuje się filozofia, nauki szczegółowe.
To rozdwojenie nie jest dopuszczalne dla poety - bez zrozumienia ekspresja pozostaje jałowym subiektywizmem, ale musi ono zostać przyswojone językowo i wyrażone. Zagajewski pisze o tym w szkicu "Uwagi o wysokim stylu": "czy uznamy, jak to nam proponuje bardzo trzeźwy duch demokracji, iż przemawiamy w pustym pokoju, mówimy wyłącznie z siebie, ze swego życia duchowego, z naszej psychiczności, wyznając nasze małe grzechy i małe olśnienia, czy też, jak tego chciały i starożytność, i wieki średnie - i jak marzyli o tym romantycy - poddani jesteśmy mniej czy bardziej widzialnemu autorytetowi prawdy, znajdującej się gdzieś poza naszą czaszką". Zapamiętajmy wyznanie wiary poety: poddani jesteśmy autorytetowi prawdy. To nie tylko założenie teoretyczne, to przeżycie - i coś w rodzaju zakładu.
Ale - z poezji nie da się wyżyć. Nie tylko dlatego, że honoraria za wiersze nie wystarczają na życie. Nie można stale przebywać na jej wyżynach, w naelektryzowanym powietrzu. Codzienność rozgrywa się gdzie indziej i gdzie indziej wybuchają wydarzenia historyczne (np. wybuch wojny, powstanie „Solidarności”), które potem będą zasilać życie wewnętrzne: Tak, obrona poezji i wysoki styl, etc.,/ ale także letni wieczór w małym miasteczku,/ gdy pachną ogrody, a koty spokojnie siedzą/ przed domami, jak chińscy filozofowie.
Świat cudowny i straszny W wierszach Zagajewskiego pojawia się czułość do zwykłości; równie często ta zwykłość (jak w wierszach "Burza", "Morze") jest naładowana emocjami, wskazuje na jakiś intuicyjnie odczuwany, lecz niedający się nazwać wymiar. To poezja wcielona w ciało materii, poezja inkarnacji. Nie ma w niej upoetycznionych abstrakcji, wychodzi zawsze od przeżycia, od spojrzenia lub od pamięci. To, co w niej uderza, to pozytywność, odrzucenie postaw i grymasów zaprzecznych, podkopujących. To proste, zdaje się stwierdzać Zagajewski, poezją rządzi ostatecznie natchnienie - niepodobna wyobrazić sobie natchnienia negatywnego.
Co nie znaczy, że nie jest świadoma negatywności. Współczesność niesie jej bardzo wiele; a może to nasze złudzenie, że dzisiaj jest jej więcej niż w przeszłości. W każdym razie z powodu błyskawicznego obiegu wiadomości negatywność jest bardziej widoczna.
Nazajutrz po 11 września 2001 r. dziennik nowojorski wydrukował tłumaczenie wiersza Zagajewskiego, napisanego wcześniej, wiersza-medytacji o naszym świecie, cudownym i strasznym: