Poezja jest radością, pod którą kryje się rozpacz.
A pod rozpaczą
znowu jest radość
Adam Zagajewski , "Anteny w deszczu"
Młody człowiek studiował filozofię w Krakowie w latach 60. Wcześniejsze roczniki znały jeszcze wielkiego uczonego, który przeszedł na emeryturę. Opowiadano o jego metodzie. Wybierał jakiś przedmiot - karafkę, pomarańczę - i uobecniał go słowami przed zafascynowaną salą. Okazywało się, że pomarańcza ma mnóstwo cech oczywistych, o których nie myślimy, i że można o niej bez końca. Wszystkie cechy podpadały pod opis: powierzchnia i jej chropawość, krągłość i jej charakterystyczne spłaszczenia, skórka ziarnista w określony sposób.
Miała też jakość zdumiewającą - odkrywała spojrzeniu zawsze tylko jedną stronę, jak księżyc. Druga była niewidoczna, jeśli zostawić pomarańczę w spokoju, choć przewidywalna z doświadczenia. Zakładamy, że po drugiej stronie jest taka sama. Lecz naprawdę doświadczamy jej upartego odwracania się od nas - tajemnicy nieuchwytności. Na wykładzie profesora Ingardena zwykłe rzeczy nabierały majestatu, dyktowały sposób obchodzenia się z nimi. Można im było poświęcać godziny, jakby chodziło o najpilniejsze sprawy życia.
Młody człowiek słuchał tych opisów i rozmarzał się. Musiał mu się podobać bezinteresowny stosunek do przedmiotów, które w metodzie profesora istnieją dla siebie, nieużytkowo; to szacunek dla nich, obdarzających nas swymi widokami; szacunek, który zakłada czułość do świata rzeczy.
Stary profesor kocha rzeczy. Ale z drugiej strony: czy tak przedstawiony owoc naprawdę jeszcze istnieje? Czy nie zabijają go kategorie, definicje? Przecież na pomarańczę nie tylko się patrzy (i nie tylko się ją zjada). Trzeba ją powąchać i coś zrobić z jej egzotyczną wonią. Wziąć do ręki, poczuć ciężar; popróbować zębami skórki i wreszcie obrać i doznać cudowności jej soku. Ale gdzie profesor znalazł w ogóle pomarańczę? Przecież była ona niedostępna (niemal) jak myśl o wyjeździe gdzieś w świat, gdzie istnieją sady pomarańczowe.
Problem w tym, jak uczcić świat, który uderza w nas tysiącami przeżyć. Czy najlepszy jest język filozofii? Może istnieje mowa lepiej przystosowana - język poezji, gdzie przewodnikiem jest nie analiza, ale wyobraźnia, wierna rzeczywistości? Dla niej sprawy mają się inaczej: pomarańcza odsłania drugą stronę, smakuje i ciąży na dłoni, wyprowadza poza strzeżone granice, w niedostępne gaje. Jest wysłanniczką nie tylko swojego gatunku, ale wszystkich cudów świata.
Był z nami, jest z nami To, co tu napisałam, jest tylko zabawą z hipotezą na temat: jak krystalizuje się ten podstawowy wybór - pisać wiersze. Poczyniony nie intelektualnie, ale całą osobą: wrażliwością, marzeniem, temperamentem, lękiem, przeczuciem własnej słabości i siły; podstawowy wybór, którego rezultatem jest poezja. I więcej - uznanie faktu pisania wierszy za coś dla siebie najważniejszego, co ma się do ofiarowania sobie i ludziom.
Nie chcę zamykać młodego człowieka w schematycznym obrazku: wykład filozoficzny o pomarańczy i przeczucie, że do pomarańczy, do całego świata lepiej podchodzić w inny sposób. Posługuję się sytuacją, którą Adam Zagajewski opisał w szkicu o swych latach studenckich. Pozwala ona uchwycić miejsce jego wyboru w kulturze. Konkretnie: dobijanie się do kultury młodych ludzi w latach 60. w Polsce Ludowej.
Krakowski student miał szczęście - trafił na środowisko uniwersyteckie najbardziej "reakcyjne", gdzie nie była całkiem zerwana więź z kulturą Europy i przeszłości, z dawnymi myślicielami. Oczywiście na jego dorastaniu odcisnęły się niezliczone składniki życia, ale szczególnie wyraziste jest ujęcie, które przechyla się ku poezji, a nie ku abstrakcji. Filozofia - poezja nie jest to przypadkowa para. W obu wypadkach idzie o potężną ambicję i współzawodnictwo. Obie dziedziny chcą obcować z rzeczywistością na poziomie najbardziej podstawowym, odsłaniać za pomocą języka istotę rzeczy i doznania - zamieszkiwanie w świecie.
Ten wybór - za poezją - miał jeszcze stronę związaną z historią. Młody człowiek, który chce być poetą, musi zareagować na warunki, jakie są narzucone jemu samemu i jego obcowaniu z kulturą, z ludźmi. Nieuchronny jest bunt, czyli "polityzacja" słowa; słowo rażące w kłamstwo życia oficjalnego.
Wiemy, że Zagajewski pisał wiersze w tym duchu, że wraz z poetą rówieśnikiem Julianem Kornhauserem napisał sążnisty manifest przeciwko fałszowaniu rzeczywistości w polskoludowej literaturze. Nie był potem zadowolony z tych poczynań. Wydawało mu się to degradacją poezji. Podobnie myślał Czesław Miłosz o pokusie poezji patriotycznej podczas okupacji niemieckiej.
Z tej fazy poeta wyrósł. Świadczy o tym, że był z nami, tak jak teraz jest z nami. W późniejszych wierszach będzie często dygotało dotknięcie fałszu i zła wyniesione z dziesięcioleci życia pod ustrojem komunistycznym. Być może niektóre poematy i eseje Zagajewskiego lepiej uprzytamniają zło tego ustroju niż liczne rozprawy analityczne.
W latach 80. nazywaliśmy się emigrantami; nie mogliśmy, nie chcieliśmy wracać do kraju rządzonego przez Generała. Kiedy stał się możliwy powrót do zmienionej Polski, Zagajewski miał za sobą tomiki wierszy,
podróże, tłumaczenia na obce języki, nagrody międzynarodowe; cieszył się sympatią czytelników w USA, Niemczech, krajach skandynawskich. Polska literatura w ciągu dziesięciolecia stała się literaturą niemal planetarną, obserwowaną z podziwem przez krytyków obcych krajów. Wspaniały zbieg okoliczności, z którego, jak się zdaje, nie wyciągnęliśmy poważnych wniosków.
Dom i bezdomność Opisywać świat poetycki Zagajewskiego to pamiętać o różnych fazach jego życia twórczego i o dwutorowości wypowiedzi: wiersz, esej. Eseje nie są "artykułami", gdzie coś jest mówione językiem publicystyki czy osobistego komentarza. Są poetyckie - budują językiem obrazy i odczucia, które będą za nami chodziły; nawet gdy zapomnimy, do jakiego tematu się odnoszą.
Tak jest w "Dwóch miastach" i "W cudzym pięknie" - opisie własnego punktu wyjścia: Gliwice, Kraków,
szkoła,
uniwersytet i w tle nieodstępny obraz Lwowa, mit raju dziecinnego. Którego autor nie mógł zaznać: parę miesięcy po urodzeniu został wywieziony z rodziną na zachód. Wiersze będą zawierały rozwinięcie pewnych obrazów albo kondensację; między nimi i esejami krąży ta sama krew.