Z projektu ustawy, która miała zadośćuczynić zapowiedzi premiera Donalda Tuska wprowadzenia "przymusowej kastracji chemicznej pedofilów", zniknął kluczowy zapis. Mówił, że wobec przestępców seksualnych umieszczanych po odbyciu kary więzienia w zamkniętych ośrodkach leczniczych można stosować "środki przymusu bezpośredniego" na zasadach przewidzianych w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. Projekt został właśnie przesłany pod obrady rządu.
Poprzedni projekt minister sprawiedliwości
Zbigniew Ćwiąkalski przedstawił na konferencji prasowej dwa tygodnie temu. Zapis o stosowaniu "środków przymusu bezpośredniego" oznaczałby zalegalizowanie podania leku siłą nie tylko - jak dziś - osobom, które z powodu choroby psychicznej nie są w stanie świadomie wyrazić swojej woli, ale także takim, które są poczytalne.
Takich rozwiązań nie ma w żadnym demokratycznym kraju. - Ktoś musi być pierwszy - mówił jednak premier Tusk.
Najdalej idące przepisy - obowiązujące także w Polsce - pozwalają kierować na przymusowe leczenie. Jednak jeśli pacjent nie godzi się na podawanie leków czy inne zabiegi, przymus ogranicza się do pobytu w zamkniętym zakładzie leczniczym.
Bioetycy skrytykowali projekt jako sprzeczny z fundamentalnymi w medycynie zasadami respektowania woli pacjenta i tego, że na człowieku nie można dokonywać żadnych zabiegów medycznych, które nie służyłyby jego dobru.
- To bardzo ryzykowny krok - mówił "Gazecie" prof. Marek Safjan, współautor konwencji bioetycznej Rady Europy. - Skoro uznamy za leczenie pozbawianie popędu seksualnego, to dlaczego nie stosować lobotomii wobec agresywnych przestępców? Tylko dokąd zajdziemy? Leczenie nie może służyć dobru społeczeństwa. Inaczej wrócimy np. do przymusowej sterylizacji osób chorych psychicznie, którą jeszcze w latach 70. wykonywano w Szwecji.
Pomysł jako próbę wprowadzenia zakazanych konstytucją quasi-kar cielesnych krytykowali także konstytucjonaliści, karniści przypominali, że pozbawianie człowieka zdolności płodzenia jest przestępstwem, a seksuolodzy podkreślali, że hamowanie popędu na siłę nic nie pomoże bez psychoterapii, do której zmusić się nie da.
Sprzeciwiali się też teolodzy, przypominając, że
Kościół katolicki uważa zdolność posiadania potomstwa za składnik godności osoby ludzkiej.
Tryb pracy nad tym projektem skrytykowali członkowie Polskiego Stowarzyszenia Psychiatrii Sądowej. - Przygotowanie przepisów to nie tylko sprawa prawników, ale także specjalistów, w tym przypadku psychiatrów, seksuologów, psychologów. Tylko oni mogą ocenić ich sensowność czy zgodność z zasadami etyki lekarskiej. Tymczasem nikt nas nie pyta o zdanie. Przesłano nam do konsultacji ostatnią wersję projektu, ale na ustosunkowanie się mieliśmy dwa dni - mówi "Gazecie" doc. Janusz Heitzman z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.