Fragmenty wystąpienia gen. Wojciecha Jaruzelskiego Akt oskarżenia sporządzony przez prokuraturę
IPN przyjąłem do wiadomości. Postawione mi zarzuty uważam za bezpodstawne, nacechowane jaskrawą jednostronnością. Jest to proces bezprecedensowy o historycznej randze. Przed sądem stają jeszcze osoby z najwyższych władz państwa, oskarżone o wieloczłonową zbrodnię, przy tym uznanie jej zbrodnią komunistyczną zaostrza efekt propagandowy, staje się zbrodnią szczególnego rodzaju, niejako zbrodnią do kwadratu. Oskarżony powinien mieć możliwość zasadniczego, merytorycznego wyjaśnienia. Tymczasem na posiedzeniu sądu, 26 marca 2008 pan roku pan prokurator ocenił moje wnioski dowodowe, w tym postulujące uzupełnienie akt sprawy, jako kwestie uboczne, nie mające dla nich znaczenia. Wprowadził w ten sposób akt oskarżenia na wąską ścieżkę, która ma ograniczyć pole obrony. Uznał bowiem za bezcelowe uzyskanie odpowiedzi na kluczowe pytania, jakie fakty i okoliczności, uwarunkowania i motywacje, spowodowały realizację przygotowań, a następnie wprowadzenie stanu wojennego. A także czy i na ile spowodowane to było wyższą koniecznością. Zarzucane w akcie oskarżenia decyzje i działania były przecież pochodną ówczesnej sytuacji, a w szczególności narastających zagrożeń. Stawia to oskarżenia by z konieczności złożenia ważnych dla linii obrony szczegółowych wyjaśnień.
Wysoki Sądzie, strona internetowa ... narodowej wita słowami: "Stan wojenny był wszczepiony w społeczną tkankę groźną chorobą, rodzajem trądu, który niszczy w sposób podstępny, skryty, długoterminowy" oto polityczne przesłanie dla wszystkich ogniw składowych IPN. Co więcej, nie bez podstaw można założyć, że akt oskarżenia koresponduje z politycznym obstalunkiem, wyrażanym oficjalnie przez wysoko usytuowane osoby oraz różne wpływowe środowiska. Pan prokurator na wspomnianym już posiedzeniu sądu oświadczył, iż oskarżenie powstało bez politycznych intencji oraz inspiracji. Można rozumieć w sposób sterylnie apolityczny. Pozwolę więc sobie zauważyć, przypadkowe być może, współbrzmienie oskarżenia ze słowami pana Jarosława Kaczyńskiego z 23 października 1992 r., wypowiedzianymi w czasie konferencji prasowej w Sejmie, cytuję za gazetę "Nowy Świat" z 24-5 października 1992 r. "Generał Jaruzelski i jego towarzysze, którzy wprowadzili stan wojenny są zdrajcami narodu i jako tacy winni stanąć przed sądem w świetle prawa karnego, jako przestępcy, powinni zostać na najwyższy wymiar kary, a wyrok powinien zostać wykonany". Przypomnę, iż w ówcześnie obowiązującym kodeksie karnym kara śmierci istniała. W czasie konferencji prasowej w Brukseli, 19 kwietnia 2007 r. pan
Jarosław Kaczyński, wówczas jako premier, odnosząc się do pytania korespondenta włoskiej gazety "La Stampa" powiedział, że jeśli przed sądem postawiono Eichmanna, to dlaczego nie może być sądzony Jaruzelski. W ten sposób awansowałem do grona największych zbrodniarzy wszechczasów. W książce - wywiadzie z 2006 r. pod tytułem "O dwóch takich" pan Jarosław Kaczyński na s. 117 m.in. mówi "Jeśli stan wojenny był do uniknięcia to Jaruzelskiemu należy się kula w łeb". Dziennikarz prowadzący zauważa: "Był jednak twórcą Okrągłego Stołu, a potem wycofał się, dodał władzę. Odpowiedź: robił to wszystko żeby ratować skórę. Może rzeczywiście los Ceausescu byłby dla niego zbyt surowy, ale kryminał, dlaczego nie". Jest to wspólna książka braci Kaczyńskich, muszę więc założyć, iż pan prezydent podziela owe opinie i oczekiwania, tym bardziej, że 3 kwietnia 2006 r. na łamach gazety "Rzeczpospolita" stwierdza: "Cieszę się, że dożyłem chwili, kiedy odpowiedni organ państwa formalnie postawił zarzut autorom stanu wojennego". W tej sytuacji, ja wraz z panem prezydentem też się cieszę, ponieważ ufam, że sprawę wnikliwie, wszechstronnie, obiektywnie rozpatrzy niezawisły sąd.
Moje zadowolenie ma zresztą swój rodowód. Już ponad dwa i pół roku temu, w pisemnym oświadczeniu z 10 maja 2006 r. przekazanym panu prokuratorowi stwierdziłem: "Zależy mi na tym, ażeby sprawa została rozpatrzona przez niezawisły sąd w jawnej procedurze, w toku której przedstawię obszerne, wszechstronne wyjaśnienia". Wreszcie, jakby to dziwnie nie zabrzmiało, skorzystam również ze świadectwa pana Jarosława Kaczyńskiego, który na łamach wydanej w 1994 r. książki pt. "My" s. 118, mówi: "Żartowałem wtedy - chodzi o 81 r. - że gdybym nawet nie był pełnomocnikiem Moskwy, a musiał tutaj rządzić, to bym z "Solidarnością" jakoś się rozprawił, bo razem z nią rządzić by się nie dało, ponieważ ten monstrualny ruch ze względu na swój charakter i konstrukcję, do demokracji się nie nadawał. Gdyby "Solidarność" w 1989 r. miała siłę z 1981 r., to w ogóle żadnego normalnego mechanizmu demokratycznego w Polsce byśmy nie zbudowali. I do dzisiaj dziwię się, że nasi szanowni koledzy sobie tego nie uświadamiali". Idąc śladem tego wywodu można powiedzieć, że zasadniczo osłabienie "Solidarności", powstrzymanie jej burzliwego impetu zrealizował właśnie stan wojenny. Logicznie więc biorąc, czy ktoś ten pogląd podzieli, czy nie, przyczynił się w sposób istotny do tego, iż po kilku latach w odmienionej sytuacji międzynarodowej, zbudowanie owych demokratycznych mechanizmów stało się możliwe.
Wysoki Sądzie
odnosząc się do aktu oskarżenia nie pozuję na uciśnioną niewinność, nie mówię, że byłem inny niż byłem, co nawiasem mówiąc, zdarza się wielu osobom z różnych zresztą politycznych orientacji. Bliskie mi było ideowe przesłanie socjalizmu, a potem narastająca świadomość konieczności jego gruntowego reformowania i jednocześnie obowiązek obrony widziany integralnie z bezpieczeństwem Polski, właśnie szeroko rozumianym bezpieczeństwem, w realnie istniejącym świecie. Przy tym nieustannie powtarzam - odpowiedzialność biorę na siebie. Składając urząd prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, w orędziu z 11 grudnia 1990 r. powiedziałem "Jako żołnierz wiem, że dowódca, więc każdy przełożony odpowiada i za wszystkich i za wszystko". I dalej: "Jeśli czas nie ugasi w kimś gniewu lub niechęci, niechaj będą one skierowane przede wszystkim do mnie". I tak się od lat dzieje, włącznie z zamachem, ciężkim zranieniem. Zwracający przysługujący mi na mocy ustawy z 17 października 2003 r. Krzyż Zesłańców Sybiru, w liście skierowanym 30 marca 2006 roku do prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej pana Lecha Kaczyńskiego, m.in. napisałem "Jako porucznik na przedpolach Berlina, w kwietniu 1945 r. i jako generał armii na najwyższych urzędach czuję się, w stosownym oczywiście zakresie, odpowiedzialny za wszystko, co działo się w Polsce takiej, jaką w realiach podzielonego świata ona była. Za to co było dobre, i za to, co było złe, o tym pierwszym myślę i mówię z satysfakcją, o tym drugim - przypomnę - że w kilku napisanych przeze mnie książkach, chyba już setkach artykułów, wywiadów wypowiedzi, w tym oficjalnych oświadczeniach często pojawiają się słowa, żałuję, ubolewam, przepraszam. Odnosi się to szczególnie do wszystkich okoliczności i faktów, jakie niosły za sobą jakąś ludzką krzywdę i ból. Jeśli przyczyniłem się do nich w sposób bezpośredni czy pośredni widzę to tym ostrzej".
W tym szczególnym miejscu i momencie potwierdzam te słowa raz jeszcze z całą mocą. Nie oznacza to jednak uznania winy w rozumieniu aktu oskarżenia. W szczególności chodzi o kwestie kluczową, wprowadzenie stanu wojennego. Oświadczam niezmiennie, iż ta, tak dramatycznie trudna decyzja dyktowana była wyższą koniecznością, ocaliła Polskę przed wielowymiarową katastrofą. Uzupełnię tę ocenę wypowiadanym już wielokrotnie stwierdzeniem, stan wojenny był złem, ale złem mniejszym wobec tego, co groziło realnie i niechybnie. Po raz kolejny również oświadczam "Solidarność" miała dalekosiężną historyczną rację, która w ostatecznym rachunku, jako demokratyczny, wolnościowy cel i wizja, chociaż w zupełnie innych niż w latach 80-81, społeczno-ekonomicznej filozofii i praktyce, zwyciężyła. My, władze mieliśmy rację sytuacyjną, pragmatyczną. Pozwoliło to zapobiec katastrofie, dojść do punktu, w którym przemiany mogły dokonać się nie jako konfrontacyjne zderzenie i burzenie, ale jako cywilizowany pokojowy demontaż. Bez zrealizowania tej drugiej racji nie wiadomo kiedy i jak, a zwłaszcza jakim kosztem mogłaby być zrealizowana ta pierwsza racja.
W tym miejscu niech mi wolno będzie przedstawić kilka wstępnych uwag. Po pierwsze, sytuacja siedzącego na ławie oskarżonych nieuchronnie powoduje, iż główny akcent w jego wyjaśnieniu położony jest na obronę. Tym bardziej, że tematowi stan wojenny, zdecydowanie, wręcz przytłaczająco towarzyszy tonacja jednostronnie oskarżycielska. Przy tym paradoksalnie im dalej od ówczesnych wydarzeń tym jej ostrość jest coraz większa. Następuje eskalacja, żądanie rozliczeniowe, słowa zbrodnia i zdrada, degradacja i pozbawienie emerytury, wszystko to dzieje się po pozytywnych dla autorów stanu wojennego decyzjach Sejmu z 25 stycznia 1982 r. i 23 października 1996 r. oraz co wielce znamienne, wyprzedzająco w stosunku do oceny, jakiej w czasie tej rozprawy dokona i wyda postanowienie niezawisły sąd. Chyba że zatriumfuje filozofia babci Pawlakowej z filmu "Sami swoi" - sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.
Po drugie, powyższe oznacza, że nie muszę wyręczać oskarżycieli, jednakże tam, gdzie krytyka i zarzuty są zgodne z rzeczywistością przyjmuję je z pełnym zrozumieniem i poszanowaniem. Dawałem temu wielokrotnie wyraz. Potwierdzam to również w tym wyjaśnieniu. Po trzecie, pamiętając o tej roli "S", jednocześnie nie mogę pominąć spojrzenia na charakter i skutki jej niektórych działań, tym bardziej, iż akt oskarżenia wobec tego tematu stosuje unik. Przy tym nietrudno zważyć, jeśli dalej od lat 80, 81 tym bardziej sposób odświętny, wygładzony rysowany jest jej ówczesny wizerunek. Stoją za tym zarówno względny wspólnotowe, ideowe, emocjonalne, które rozumiem i szanuję, ale stoją też nieraz względy przyziemne, koniunkturalne, które przekładają się na aktualny, polityczny użytek. Im w ciemniejszych, diabolicznych barwach przedstawiany jest stan wojenny i w ogóle PRL, tym mocniej po latach zagrzmią oskarżenia, głosy odwetu, żądanie rozliczeń oraz własne, bardzo zresztą różnej wagi, zasługi. Przy tym bywa i tak, że im są one, nazwę to lżejsze, tym cięższe padają oskarżenia.
Karol Modzelewski na łamach "Gazety Wyborczej" 4 sierpnia 97 r. mówi: "W polityce polskiej uwija się sporo wojowników, którzy w czasie komunizmu siedzieli cicho za piecem". Ja dodam, a wielu nawet jeszcze nie było na świecie. To właśnie w większości oni, choć towarzyszą im i nadają polityczny koloryt niektórzy znani politycy, demonstrują pod moimi oknami w każdą noc z 12 na 13 grudnia, nawet wówczas, kiedy ciężko chory przebywałem w szpitalu. Być może będzie to kontynuowane na powrót.
Wysoki Sądzie, odpowiadając na akt oskarżenia nie mogłem pominąć opisu tych działań "Solidarności", które miały istotny wpływ na przygotowanie, wprowadzenie i realizację stanu wojennego. Narażę się w ten sposób na krytyczne, a być może nawet gniewne reakcje ze strony niektórych kręgów i środowisk. Mówię o tym nie bez powodu, jak uczą doświadczenia niemało jest osób, które już zawczasu wiedzą, co powiedzą. Potwierdzają to w większości polityczno-medialne relacje z pierwszego dnia tego procesu, w tym skrajny rynsztokowy przykład nazwanie go polską Norymbergą. Apeluję więc, ażeby zechciano cierpliwie wysłuchać, do końca, w całości mojego wyjaśnienia, co jak sądzę pozwoli spojrzeć na sprawę bez przedwczesnych emocji i cząstkowych, fałszywych interpretacji, tym bardziej, iż zróżnicowanie historyczno-politycznych ocen, stanowisk i poglądów zostało przeniesione na płaszczyznę karno-sądową, wtłoczone w kryminalny kostium. To prokuratura Instytutu Pamięci Narodowej stając nie tylko ponad ustawą i uchwałami Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, ale również Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, doprowadziła do sytuacji, w której konieczne staje się publiczne, oficjalne przywołanie, roztrząsanie szeregu nie dla wszystkich wygodnych tematów oraz wskazanie na różne białe plamy.
Podstawowym kryterium powinny być fakty i logicznie z nich płynące wnioski. Ażeby nie być gołosłownym będę więc często przywoływał różne dokumenty oraz inne materiały mające znaczenie dowodowe. Spowoduje to znaczną objętość wyjaśnienia, a przecież chodzi o to ażeby słowa oskarżonego miały ewidentne potwierdzenie. Oceni to Wysoki Sąd.
Mija 27 lat od wprowadzenia stanu wojennego, 19 lat od Okrągłego Stołu, 12 lat uchwały Sejmu z 23 października 96 r. umarzającej sprawę. Sejm podjął tę decyzję na podstawie pięcioletniej działalności Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, o której społeczeństwo było systematycznie, na bieżąco informowane przez obecnych na jej posiedzeniach licznych przedstawicieli mediów. Komisja ta przesłuchała osoby objęte wnioskiem wstępnym, tak zwanych autorów stanu wojennego, a także według reguł artykułu 247 kk, który mówi, że za złożenie fałszywych zeznań oraz zatajenie prawdy grozi odpowiedzialność karna do 5 lat pozbawienia wolności. Uzyskała zeznania licznych świadków, przestudiowała wielkie ilości dokumentów, materiałów, ze źródeł zarówno krajowych, jak i zagranicznych, zapoznała się z różnorodnością prawniczych i naukowo-historycznych ekspertyz, dysponowała więc wystarczającą wiedzą dotyczącą przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego. Poznała też i oceniła okoliczności, jakie złożyły się na podjęcie tej decyzji, a następnie jej realizacji. O dość swobodnym stosunku prokuratury IPN do sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej świadczy błędne jej nazywanie, na s. 145 aktu oskarżenia, Komisją Odpowiedzialności Karnej Sejmu, być może stąd wynika faktyczne przypisywanie sobie przez Prokuraturę większych kompetencji w zakresie materii konstytucyjnej niż miała je owa komisja, a następnie Sejm. Prokuratura IPN dezawuując pracę sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej zastosowała osobliwą selekcję. Akta obecnej sprawy w porównaniu z zakresem dociekań tej komisji są bowiem dalece niepełne. Zupełnie niezrozumiały jest brak w nich wielu istotnych dokumentów i materiałów o randze dowodowej. Nie zostali również przesłuchani liczni, przy tym kluczowi świadkowie. Treść aktu oskarżenia stanowi tego potwierdzenie. Zawiera on swoisty rejestr czynności i decyzji różnych organów władzy, natomiast szczególnie rażące jest niemal całkowite pominięcie działalności drugiej, opozycyjnej strony ówczesnego konfliktu, a także wielopostaciowych, istniejących i narastających zagrożeń oraz minimalizowanie w nich czynnika zewnętrznego.
Jednym słowem wielce złożone, wielowarstwowe procesy i dramatyczne wydarzenia o państwowym, narodowym i międzynarodowym znaczeniu zostały zredukowane do osobliwej prokuratorskiej wykładni. Nie mówię tego z intencją relatywizowania zła. W minionym okresie istniało w różnych postaciach i różnej skali, chodzi jedynie o spojrzenie szersze, o realia czasu historycznego, o obraz pogłębiony i obiektywny. A w szczególności o poważne traktowanie artykułu 4 kpk, który stanowi, iż organy prowadzące postępowanie karne są obowiązane badać oraz uwzględniać okoliczności przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego. Prokuratura tych pierwszych okoliczności w ogóle nie dostrzegła.
Wysoki Sądzie, każdy proces, a ten w sposób szczególny, ma również swój wymiar społeczny, edukacyjny, tym bardziej ile obecna rozprawa odbywa się w trybie jawnym, w obecności licznych przedstawicieli mediów, ma więc i mieć będzie wielomilionową widownię ze wszystkimi jej zróżnicowanymi poglądami, ocenami, emocjami. Należy się liczyć ze wzmożoną falą przenoszeniem ich na współczesność. Nie wiem, czy i kto z nas, oskarżonych, doczeka końca tego procesu, procesu, który na str. 138 aktu oskarżenia, iż w 2020 roku, to jest za 12 lat karalność popełnionych czynów ulega przedawnieniu, rysuje przed nami, co odczytuję raczej żartobliwie, optymistyczną perspektywę. Dopóki jednak uczestniczymy w tym procesie, ja, a myślę, że i pozostali oskarżeni, pragniemy ażeby z historycznego dystansu, sine i ... studium zrozumieć lepiej ówczesną sytuację, jak tamto wczoraj w imię jutra odczytaj dziś. Krótko mówiąc, ażeby historia w nieskończoność nie dzieliła Polaków. Tu zacytuję końcowy fragment sprawozdania sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej z 28 maja 96 r.: "Problem stanu wojennego w Polsce będzie jeszcze przez wiele lat przedmiotem dyskusji i sporów. Opinie w tej sprawie są i będą formułowane głównie pod wpływem własnych doświadczeń życiowych i osobistych przekonań politycznych. Ale w sensie politycznym ta karta historii Polski powinna zostać już zamknięta. Komisja wyraża nadzieję, że wyniki jej prac będą dobrze służyć temu celowi oraz, że nie będą wykorzystywane do wzniecania waśni i sporów służących realizacji doraźnych celów politycznych".
Porozumienia Okrągłego Stołu miały szeroki, międzynarodowy rezonans, przez cały cywilizowany, demokratyczny świat są doceniane jako wielki dowód mądrości Polaków. Co więcej, jako impuls i wzorzec dla historycznych przemian w całym regionie. To że wyprzedzaliśmy innych świadczą chociażby takie fakty. Obrady Okrągłego Stołu rozpoczęły się 6 lutego 1989 r. W tymże czasie odbył się w Pradze Czeskiej proces doprowadzanego z więzienia Vaclava Havla i jego współtowarzyszy. W innych krajach naszego regionu stosowano wciąż represje, byli więźniowie polityczni. 4 czerwca odbyły się w Polsce wybory i idące za nimi konsekwencje. Dopiero później dokonały się tak zwane aksamitne rewolucje. Wreszcie 9 listopada rozpoczęto burzenie berlińskiego muru. Tych dat nie dzieli wiele, ale ich kolejność i współzależność miała faktycznie historyczną rangę.