Proces w sprawie tzw. afery gruntowej, która w lipcu 2007 r. skończyła się fiaskiem operacji CBA i dymisją Andrzeja Leppera, który znalazł się "w kręgu podejrzeń", rozpoczął się wczoraj na dobre. Chodziło o odrolnienie ziemi za wielomilionową łapówkę. Ale przed sądem za powoływanie się na wpływy w Ministerstwie Rolnictwa odpowiadają tylko dwaj pośrednicy: Piotr Ryba, były dziennikarz, biznesmen, sympatyk Samoobrony, i Andrzej K. (zastrzegł nazwisko), prawnik z warszawskiego ratusza, potem wiceprezes z nadania
PiS we wrocławskim telekomie Dialog. Pierwszy nie przyznaje się. Uważa, że w całą aferę wciągnięty został przez Andrzeja K., a jej tłem jest polityczna rozgrywka przeciwko Lepperowi.
Andrzej K. 10 września chciał się rakiem wycofać z procesu, przyznając się do winy i godząc na niewielki wyrok w zawieszeniu. Sąd się nie zgodził. Więc wczoraj Andrzej K. stwardniał nieco. Oświadczył przed sądem: "Jeśli chodzi o podstawowy zarzut, przyznaję się do jego popełnienia, lecz sposób popełnienia był inny niż opisany w akcie oskarżenia" - odczytał z kartki. I dalej: - "W moim przekonaniu sprawa miała być legalna i zgodna z procedurą".
Dodał, że był pewny, iż w wyłączenie gruntów z produkcji rolnej na Mazurach są zaangażowane inne osoby, z którymi "bezpośrednie kontakty utrzymywał Piotr Ryba. Na pytania K. nie odpowiada. Z wyjaśnień w śledztwie, odczytanych przez sąd, wynika, że z Rybą podzielili się rolami. On czarował kontrahenta (agenta CBA) swoimi możliwościami i kontaktami w ministerstwie. Te w rzeczywistości miał Ryba. Dlaczego, gdy 6 lipca dostał walizkę z 2,7 mln zł łapówki, nie wziął pieniędzy, nie jest jasne.
Sporo mówił o swoich lękach. Np. wobec podstawionego biznesmena, którego jednak nie brał za agenta, ale za jakiegoś "mafioso". Zwłaszcza że gdy chciał się wycofać z transakcji, biznesmen zagroził mu nałożeniem kary: "To będzie kosztować kilkaset tysięcy złotych".
Zupełnie inaczej Andrzeja K. przedstawiają świadkowie. Pewnego siebie i swoich wpływów wiceprezesa Dialogu. Dzięki nim poznaliśmy też kulisy operacji CBA [opisaliśmy je w sierpniu]. Cała historia zaczęła się na kortach tenisowych we Wrocławiu, gdzie Andrzej K. chwalił się swoimi możliwościami w odrolnianiu ziemi i szukał kontrahenta. Mówił o tym najpierw Tomaszowi Kurzewskiemu, szefowi giełdowej spółki m.in. produkującej filmy ["Świat według Kiepskich", "Ekipa"]. Potem Jackowi W. znanemu we Wrocławiu pośrednikowi w obrocie nieruchomościami. Przypadkowe spotkanie Kurzewskiego z ówczesnym wiceprezesem spółki Dialog [Marcinem O.] w warszawskim Marriotcie skończyło się zawiadomieniem CBA o korupcyjnej ofercie K. Gdy CBA nie udało się namówić Jacka W., by odegrał rolę zainteresowanego odrolnieniem ziemi za łapówkę, podstawiony został funkcjonariusz służb podający się za biznesmena z Austrii. Potem sfałszowano w CBA dokumenty działki na Mazurach i po kilku miesiącach gry próbowano wręczyć łapówkę. Czy sprawa zakończyła się w Marriotcie podobnie, jak zaczęła, wyjaśnia prokuratura w innym śledztwie - czy był przeciek, czyli czy przed wzięciem łapówki Lepper, Piotr Ryba i Andrzej K. zostali ostrzeżeni.