http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Łukaszenka oszukał Europę

Andrzej Poczobut, Mińsk-Grodno
2008-09-30, ostatnia aktualizacja 2008-09-29 19:32

W nocy z niedzieli na poniedziałek opozycja demonstrowała na ulicach Mińska przeciw wyborczym fałszerstwom
W nocy z niedzieli na poniedziałek opozycja demonstrowała na ulicach Mińska przeciw wyborczym fałszerstwom
Fot. SERGEI GRITS AP

Rachuby Zachodu na to, że Aleksander Łukaszenka zliberalizuje swój reżim, okazały się płonne. Do parlamentu nie dostał się ani jeden niezależny kandydat, a OBWE skrytykowała niedzielne wybory jako niedemokratyczne.

Białoruska Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła wczoraj, że wśród 110 wybranych w niedzielę deputowanych do Izby Reprezentantów nie znalazł się żaden z 70 kandydatów opozycyjnych.

W ten sposób Łukaszenka przekreślił nadzieje Unii Europejskiej, która liczyła, że białoruski prezydent zamierza zliberalizować swój kraj i zbliżyć się do Zachodu, co miałoby być przeciwwagą dla rosnących wpływów Rosji.

Wczoraj obserwatorzy OBWE na specjalnej konferencji prasowej ocenili, że wybory nie spełniły demokratycznych standardów. - Znaczący postęp w demokratycznym rozwoju Białorusi nie nastąpił - oświadczyła Anne-Marie Lizin, wiceprzewodnicząca Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE.

Podobne są oceny opozycjonistów. - Wybory zostały sfałszowane. W moim okręgu członkowie komisji nawet nie udawali, że liczą głosy. Wynik był ustalony odgórnie - powiedział "Gazecie" Anatol Labiedźka, jeden z liderów opozycyjnej koalicji Zjednoczone Siły Demokratyczne.

- System fałszerstw wyborczych, który znamy z wcześniejszych wyborów, pozostał bez zmian - dodał Walancin Stefanowicz z Ośrodka Obrony Praw Człowieka "Wiosna", który prowadził niezależną obserwację wyborów.

W ostatnich miesiącach Łukaszenka zrobił ważny gest w kierunku Zachodu: uwolnił więźniów politycznych. Kolejnym miały być przeprowadzone w lepszym stylu niż zwykle wybory do parlamentu. Od kilku tygodni europejscy, w tym polscy dyplomaci, prowadzili zakulisowy dialog z reżimem w celu uzgodnienia warunków, na których Zachód uznałby wyniki wyborów, otwierając pole dla bardziej aktywnej współpracy UE z Białorusią. Najważniejszym było wpuszczenie do parlamentu "znaczącej ilości opozycjonistów".

Jeszcze podczas kampanii wydawało się, że te wybory będą inne od poprzednich: nie było aresztowań kandydatów do parlamentu i ich mężów zaufania, władze godziły się na przeprowadzenie pikiet, nie przeszkadzały w kolportowaniu ulotek. Media i eksperci już sprzeczali się, ilu opozycjonistów zasiądzie w parlamencie.

Jednak w niedzielę było jak zawsze: niezależni obserwatorzy nie mogli kontrolować procesu liczenia głosów, z wielu lokali nadchodziły sygnały o zawyżaniu frekwencji, dorzucaniu do urn kart do głosowania.

Decyzja o masowym fałszowaniu wyników wyborów zapadła chyba w ostatniej chwili. Dwaj opozycyjni kandydaci, Aleś Michalewicz z Mińska i Jarosław Romańczuk z Grodna, jeszcze w niedzielę rano dostali zaproszenie do udziału w programie telewizyjnym "Wybór", który miał być emitowany w państwowej telewizji ONT na żywo w powyborczy poniedziałek. W ich sztabach wyborczych odebrano to jako potwierdzenie, że władza godzi się na ich wejście do parlamentu. Jednak obydwaj opozycjoniści wedle oficjalnych wyników wyborów przegrali z kretesem. A zaproszenie tuż po ogłoszeniu wyników odwołano.

- W poniedziałek rano dostałem telefon, że mój występ musi być z kimś jeszcze uzgodniony i bym na razie nie przychodził - powiedział "Gazecie" Jarosław Romańczuk.

Białoruski politolog Wital Silicki uważa, że UE, prowadząc rozmowy z Łukaszenką, wybrała złą taktykę: - Kiedy rozpoczął się potajemny handel, Europa straciła swą moralną siłę, i to dało Łukaszence łatwą wygraną. Teraz on powie: "Oczywiście umawialiśmy się inaczej, ale lud wybrał, jak wybrał" - uważa ekspert.

- Ponieważ opozycja nie znalazła się w parlamencie, spotkam się w najbliższym czasie z opozycją pozaparlamentarną - mówił wczoraj szef polskiego MSZ Rodosław Sikorski, który wcześniej prowadził rozmowy z białoruskimi władzami. Z kolei wiceszef polskiej dyplomacji Andrzej Kremer powiedział "Gazecie", że UE i Polska będą teraz oczekiwały od Mińska wyjaśnień i informacji na temat tego, co stało się w wyborczą noc i co dalej zamierzają władze. - Nikt nie oczekiwał jednak pełnych demokratycznych wyborów, więc wielkiego rozczarowania nie ma. Jeśli chodzi o odpowiedź Unii, to wszystkie opcje są otwarte - mówił minister. Szefowie dyplomacji krajów UE mają dokonać przeglądu stosunków z Białorusią 13 października.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':