Andrzej Poczobut: Czy spodziewał się pan, że nikt z opozycji nie wejdzie do parlamentu? Aleksander Milinkiewicz*: Kiedy nie włączono przedstawicieli opozycji do lokalnych komisji wyborczych liczących głosy, wiedziałem, że wybory nie będą uczciwie, a ich wyniki na pewno zostaną sfałszowane. Miałem jednak nadzieję, że władza zgodzi się na kilku opozycjonistów w parlamencie, że wybierze kilka osób i faktycznie mianuje je deputowanymi. Jednak nawet do tego nie doszło.
Dlaczego Łukaszenka tak się zachował? Przecież zależy mu na stosunkach z Zachodem...
- Okazało się, że władza boi się nawet kilku opozycjonistów w parlamencie.
OBWE nie uznało wyborów do parlamentu za demokratyczne. Jak pan to ocenia?
- To słuszna i moralna decyzja. Wiedziałem, że OBWE bardzo chce znaleźć coś dobrego w tych wyborach, że będzie chciała zobaczyć pozytywne kroki władz. Owszem, były i pozytywne kroki - zarejestrowano więcej opozycyjnych kandydatów, zezwalano na pikiety. Jednak wszystko to zostało przekreślone w komisjach podczas liczenia głosów. Obserwatorzy nie mogli tego kontrolować, co umożliwiło fałszowanie wyników. Dlatego rozumiem i popieram decyzje OBWE.
UE prowadziła rozmowy z Łukaszenką w sprawie wprowadzenia do parlamentu przedstawicieli opozycji, jednak natknęła się na ścianę. Łukaszenka nie spełnił danej obietnicy. Nie zważając na to, apeluje o prowadzenie dialogu z reżimem. Dlaczego? - Proponuje rozpatrywanie tego jako procesu. UE wypracowała 12 warunków, które spełniając,
Białoruś może liczyć na polepszenie swych stosunków z Zachodem. Wybory to tylko jeden z punktów. Trzeba pamiętać o tym, że Łukaszenka też zrobił kilka kroków w stronę Zachodu. Zwolnił więźniów politycznych i dziś w białoruskich więzieniach nie ma więźniów politycznych. Łukaszenka wciąż zwleka z uznaniem niepodległości Osetii Południowej i Abchazji. Niewątpliwie jest to sygnał skierowany do Europy. Oczywiście powinien był jeszcze dopuścić do normalnych wyborów, ale, niestety, tego nie zrobił. Nie warto jednak zrywać dialogu. To popchnęłoby Białoruś w stronę całkowitego uzależnienia od Rosji. Dlatego jestem nadal zwolennikiem prowadzenia dialogu z władzami.
Aleksander Milinkiewicz jest jednym z przywódców opozycji białoruskiej, w roku 2006 był konkurentem Łukaszenki w wyborach prezydenckich.