Wczoraj irlandzki urząd statystyczny podał, że PKB tego kraju spadło o 0,8 proc. rok do roku. I po raz pierwszy od lat PKB spada przez dwa kwartały z rzędu - w pierwszym o 0,3 proc., w drugim spadek wyniósł 0,5 proc. - Kolejne negatywne sygnały pojawią się w następnych kwartałach, także w 2009 r. - ocenia Julian Callow, ekonomista Barclays Capital.
Ostatni raz taka sytuacja w Irlandii miała miejsce w 1983 r. Później było już tylko lepiej. Na początku lat 90. Irlandczycy zdecydowali się przeprowadzić reformy. Uzdrowili finanse publiczne, postawili na rozwój technologii, zmniejszyli bezrobocie. W efekcie wzrost gospodarczy przez ostatnie kilkanaście lat wynosił średnio 6-7 proc. rocznie. To trzy razy mocniej, niż wynosiła średnia unijna. Obecnie PKB na głowę mieszkańca w Irlandii jest o 40 proc. wyższe niż średnia w UE.
Teraz boom się skończył. Ekonomiści są zgodni, że Irlandia pośrednio jest kolejną ofiarą światowego kryzysu na rynkach finansowych, który rozpoczął się latem zeszłego roku w
USA. Główną przyczyną kryzysu w Irlandii jest załamanie na rynku
nieruchomości, swoją cegiełkę dołożyło mocne euro, które osłabia irlandzki eksport. Z tego powodu irlandzki rząd już w wakacje zapowiedział oszczędności budżetowe w wysokości 440 mln euro w tym roku i 1 mld euro w przyszłym. Zaczął od siebie - zamroził pensje ministrów i rządowych urzędników co najmniej do września 2010 r.
Irlandia nie jest pierwszym unijnym krajem, który wpadł w recesję. W lipcu o dwóch spadkowych kwartałach z rzędu informowała
Dania, która nie jest w strefie euro.
A kogo jeszcze w Eurolandzie dopadnie recesja? - Wygląda na to, że następne będą
Włochy - uważa Callow. Jego zdaniem poważnym kandydatem stają się też
Niemcy, Francuzi, Hiszpanie i Brytyjczycy. O ile jeszcze Irlandia w okresie silniejszego wzrostu utrzymywała nadwyżki w budżecie, to nie można tego powiedzieć o pozostałych krajach, gdzie w 2007 r. deficyty sięgały 1,9-2,9 proc. PKB.