http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wojna polsko-iracka

red. bewu
2008-09-22, ostatnia aktualizacja 2008-09-22 10:55

Czy udział Polaków w misji stabilizacyjnej w Iraku to sukces czy porażka? Już pięć miesięcy od rozpoczęcia misji okazało się, że toczy się tam regularna wojna i Polacy nie tylko muszą się bronić, ale i atakować. Reporterzy Gazety Wyborczej opowiedzieli historię pięciu Polaków, których życie wojna w Iraku zmieniła na zawsze.

Polski saper dał popalić Al-Kaidzie

Polscy saperzy suną autostradą Tampa kolumną złożoną z kilkunastu starów i honkerów. Mijają amerykańskich marines, którzy rechocą na widok polskich ciężarówek. Robią im zdjęcia.

To już 27. wyjazd w tym miesiącu. Koalicjanci narzekają, że polscy saperzy zawyżają im normy. Cel akcji: arsenał pocisków artyleryjskich, min i granatów zgromadzonych przez sunnickie bojówki w starym bunkrze. Mijają miasteczko Mahawil i jakąś fabrykę. Młodszy chorąży Tomasz Kloc siedzi obok kierowcy. Kierowca opowiada o białej kiełbasie, która śniła mu się ostatniej nocy. Tęskni za polskim żarciem. Nagle huk, ogień i dym. Podmuch rzuca starem jak zabawką. Odłamki bomby dziurawią stara jak sito. Tomasz Kloc, pierwszy Polak ranny w Iraku, krwawi.

- Pamiętam wybuch - opowiada. - Początkowo nie czuję bólu. Chwytam za karabin, chcę się bronić. Dopiero po chwili widzę, że prawie nie mam nogi.

Wciąż jest przytomny, choć krew tryska z kilkunastu ran. Gapi się na swój brzuch, z którego wystaje wielki odłamek.

- Wtedy pojawia się ból. Straszny. Nagle siły ze mnie uchodzą, tracę przytomność.

W tym czasie polscy i iraccy żołnierze walą na oślep do niewidzialnego wroga. Zamieszanie. Krzyki. Terkocą karabiny maszynowe. Ich serie trafiają jednak w próżnię. Czekały na nas miny zamiast kwiatów

O zabijaniu się nie myśli

Karbala 6 kwietnia 2004, w czasie oblężenia City Hall. Płoną dwa polskie samochody zniszczone wybuchami granatów. Żołnierzom nic się nie stało

Jesteśmy w koszarach w zachodniej Polsce. Rozmawiamy z sześcioma żołnierzami zawodowymi w różnych stopniach, którzy brali udział w największej i najkrwawszej bitwie z udziałem Polaków od czasów II wojny światowej.

Wtedy, w Iraku byli Foksami. Fox to kryptonim, jakim posługiwali się, rozmawiając przez radio z centrum dowodzenia.

Zadaliśmy pytanie żołnierzom dlaczego armia nie pochwaliła się największą bitwą z udziałem Polaków od czasów II wojny światowej? Jeden z nich patrzy w okno, drugi w podłogę. Trzeci po dłuższej chwili: - O zabijaniu się nie myśli. Postępowaliśmy tak, jak nas nauczono. My tylko likwidujemy źródło ognia. Działa automat w głowie. Nikt nie zastanawia się, co się dzieje z tym, kto do ciebie strzela.

- Wiecie, ilu przeciwników zabiliście podczas oblężenia City Hall?

- Żeby było jasne: My byliśmy na misji stabilizacyjnej i tego się trzymamy.

Piotr Kalita był jednym z nich. Ale strzelał tak dobrze, że w końcu się zaciął. Najkrwawsza bitwa Polaków od czasu II wojny światowej

"Jestem księdzem, ale niosę złą nowinę"

Polacy w Iraku

Ksiądz Wiesław Okoń boi się dzwonka swojej komórki w środku nocy. Kiedy wyświetla się numer dowódcy brygady, już wie, że zaraz założy koloratkę i galowy mundur. Taki sam mundur w tym samym czasie wkładają lekarz, psycholog, oficer wychowawczy i dowódca. Ks. Okoń pędzi z plebanii do koszar tak szybko, jak się da. Tam wszyscy wsiadają w dwa samochody. Całą drogę panuje nieznośna cisza. Wszyscy ściskają w dłoniach telefony. Może zadzwonią z Dowództwa Operacyjnego i powiedzą, że to pomyłka?

Najgorszy jest ten moment po naciśnięciu dzwonka do drzwi. Najczęściej to ona, rozbudzona, w koszuli, otwiera drzwi. Kiedy ich widzi, już wie. Zbiegają się dzieci. Jej krzyk i płacz dzieci budzi sąsiadów.To ja mówię matkom: Wasz syn nie żyje

Polski Indiana Jones

Tomasz Burda jechał do Iraku ratować to, co zostało ze starożytnego Babilonu. Teraz, jako świeżo wyszkolony zwiadowca, chce wyruszyć do Afganistanu. To nie będzie misja archeologiczna.

Październik 2004. Magister archeologii Tomasz Burda leci do Iraku na pokładzie amerykańskiego samolotu transportowego C-117. To jego pierwszy kontakt z armią. I pierwsza lekcja: dowiaduje się, że ważniejszy od niego jest sprzęt, a jeszcze przed żywymi w kolejce do transportu wyprzedzają go ciała zabitych.

W końcu jest w bazie. Gdzieś tu powinna być świątynia Etemenaki. Zbudowano ją tak dawno, że już w starożytności nikt nie pamiętał kiedy. To najważniejsze sanktuarium starożytnego państwa babilońskiego. Siódmy cud świata. Burda nie wierzy własnym oczom: tam, gdzie powinny być ruiny świątyni, jest helipad: wyrównany przez buldożery kwadrat, na którym lądują polskie śmigłowce Sokół i amerykańskie Black Hawk.

- Wykopaliska szlag trafił - to najpierw przyszło mu do głowy. Wojna mnie uzależniła

Nie miewam nocnych koszmarów

Ranny polski ambasador Edward Pietrzyk przeprowadzany z miejsca ataku bombowego do helikoptera

Generał Edward Pietrzyk, były dowódca wojsk lądowych i były ambasador RP w Iraku, opowiada: "Zapytałem prezydenta Kwaśniewskiego: "Z jakim uzbrojeniem?". Nie usłyszałem odpowiedzi. Jakie będą nasze zadania? Bez odpowiedzi. Jak długo mamy tam być? Tego też prezydent nie wiedział. Dostałem zapewnienie, że nie idziemy do Iraku na wojnę. Przecież po totalnym, błyskawicznym zwycięstwie Amerykanów nikt nie zdawał sobie sprawy, że sytuacja w Iraku tak się skomplikuje." Żałowałem, że nie mam karabinu

  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':