Zadaliśmy im pytanie, którego nie powinniśmy zadawać.
Jeden z nich patrzy w okno, drugi w podłogę. Trzeci po dłuższej chwili: - O zabijaniu się nie myśli. Postępowaliśmy tak, jak nas nauczono. My tylko likwidujemy źródło ognia. Działa automat w głowie. Nikt nie zastanawia się, co się dzieje z tym, kto do ciebie strzela.
- Wiecie, ilu przeciwników zabiliście podczas oblężenia City Hall?
- Żeby było jasne: My byliśmy na misji stabilizacyjnej i tego się trzymamy.
Piotr Kalita był jednym z nich. Ale strzelał tak dobrze, że w końcu się zaciął.
Mówcie do nas FoksyJesteśmy w koszarach w zachodniej Polsce. Rozmawiamy z sześcioma żołnierzami zawodowymi w różnych stopniach, którzy brali udział w największej i najkrwawszej bitwie z udziałem Polaków od czasów II wojny światowej.
Wtedy, w Iraku byli Foksami. Fox to kryptonim, jakim posługiwali się, rozmawiając przez radio z centrum dowodzenia. Nie możemy podać ich nazwisk, umawiamy się, że będziemy ich nazywać Foksami.
Piotra Kality, który był jednym z Foksów, już w armii nie ma. Trafił do niej, bo jego ojciec był zawodowym wojskowym. Do Iraku, bo kuchnia w jego gierkowskim mieszkaniu od dwóch lat stała niewykończona. Z pensji starczało tylko na bieżące wydatki. Żonę przekonał, że Amerykanie zrobili już tam porządek, a on jedzie na gotowe.
Do Iraku pojechał w lutym 2004 r., z drugą zmianą. Dwuipółtysięczny polski kontyngent tworzą wtedy żołnierze 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, komandosi z 18 batalionu desantowo-szturmowego z Bielska-Białej i zbieranina z kilkunastu innych jednostek z całego kraju. Zadanie: ochrona prowincji Babil, Wasit i Karbala zamieszkanych przez 2,2 mln Irakijczyków.
Karbala to święte miasto szyitów i punkt o strategicznym znaczeniu na wojskowych mapach. Kto ją kontroluje, ten ma w rękach środkowy
Irak. Foksy zamieszkali w bazie Lima położonej na obrzeżach tego miasta.
Dwie cudzołożnice i pięć milionów szyitówCity Hall. Wszyscy żołnierze w Karbali nazywają tak dwupiętrowy gmach z cegły i kamienia, w którym mieści się siedziba władz prowincji, policji i areszt. Każdy, kto pierwszy raz odwiedza City Hall, podchodzi do klatki, w której pod gołym niebem, we własnych odchodach wegetują aresztanci. Bandyci, porywacze, rebelianci schwytani przez irackie wojsko.
- Kiedy przyjechaliśmy do City Hall, w klatce siedziały jeszcze dwie cudzołożnice - wspomina Fox 3 (obsługuje działko). - Głębokie średniowiecze. Dopiero wtedy zrozumiałem, gdzie jestem.
City Hall ochrania czterdziestu Polaków i tyluż Bułgarów. Bo to oni, decyzją amerykańskiego dowództwa operacji Iraqi Freedom (Iracka Wolność) kontrolują tę prowincję.
W Karbali na co dzień mieszka około 600 tysięcy ludzi. Po przyjeździe Polaków w lutym 2004 r. jest tak spokojnie, że wydarzeniem dnia staje się kradzież amerykańskiego hummera.
Wszystko się zmienia na początku kwietnia, kiedy do stolicy prowincji przybyło ponad pięć milionów pielgrzymów. Dziesiąty dzień Muharramu, pierwszego miesiąca kalendarza muzułmańskiego wypada w polską Wielkanoc. W islamie to święto Aszura, najważniejsza w roku religijna uroczystość szyitów. Opłakują wtedy męczeńską śmierć Husajna ibn Alego, wnuka Mahometa poległego w bitwie pod Karbalą z wojskami kalifa omajjadzkiego w 680 r. Przez 30 lat rządów Saddama Husajna to święto było zakazane.
- Nasze wzgórze przypominało wtedy gigantyczne mrowisko, do którego ciągną ze wszystkich stron mrówki - wspomina Fox 1 (przeżył dwa zamachy bombowe). - Trudno się przecisnąć przez tłum. Na ulicach setki kramów z jedzeniem, wodą, lekarstwami. Wszystko dla pielgrzymów. Zgodnie z muzułmańską tradycją trzeba ich przyjąć, nakarmić, napoić.
Właśnie wtedy w mieście ujawnia się uzbrojona milicja religijna. Organizuje ją szyita Muktada as Sadr, dowódca Armii Mahdiego wojującej z
USA i międzynarodową koalicją. Muktada do dziś kontroluje część Bagdadu zwaną Miastem Sadra.
Przed świętem Aszura ludzie as Sadra ostentacyjnie paradują z bronią, lekceważąc polskie patrole.