Wszystko zaczęło się w 1974 r. Ekipa Edwarda Gierka podpisała wtedy z ZSRR umowę o wymianie gruntów pod przedstawicielstwa handlowe. ZSRR dostał w dzierżawę w Warszawie dziewięć nieruchomości. Strona polska miała otrzymać analogiczne grunty w Moskwie. Nie otrzymała.
Rosjanie nie płacili czynszu - według szacunków urzędu wojewódzkiego tylko za lata 1990-98 Rosjanie winni są 7,2 mln dol. Co więcej, zaczęli podnajmować swoje nieruchomości. - Te działki powinny być wykorzystywane tylko na cele dyplomatyczne - mówi Piotr Paszkowski, rzecznik
MSZ.
Już w 1992 r. MSZ stwierdziło, że Rosjanie użytkują niektóre działki niezgodnie z umowami z lat 70., więc powinny one "pilnie być przejęte przez skarb państwa". W 1998 r. warszawski urząd rejonowy wystawił na przetarg pięć z nich. Urzędnicy argumentowali, że skoro
Rosja nie jest wpisana do ksiąg wieczystych, urząd może nimi dysponować.
Jak kilka lat temu ujawniła "Polityka", wszystkie przetargi powygrywały spółki powiązane ze zmarłym kilka lat temu biznesmenem Tadeuszem Rusieckim, który od lat 90. robił interesy z Rosjanami. Po latach władze starostwa powiatu warszawskiego (utworzonego na miejsce urzędu rejonowego) odkryły, że w dokumentach nie ma śladów po tym, że jakiś przetarg się odbył.
Fart, jedna ze spółek Rusieckiego, jest m.in. dzierżawcą działki przy ul. Sobieskiego 100 w sercu Warszawy. Za PRL mieszkali tu pracownicy rosyjskiej ambasady i przedstawicielstw handlowych. W tamtych czasach był to luksusowy kompleks. Warszawiacy mówili o tych blokach "Szpiegowo". Dziś są opuszczone i niszczeją.
Liczący ok. 6 tys. m kw. grunt jest dziś wart majątek. Dwa lata temu miasto sprzedało znajdującą się nieopodal zajezdnię przy ul. Chełmskiej po 7,2 tys. zł za m kw. Fart od ośmiu lat nawet nie płaci czynszu, zresztą bardzo niskiego.
- Dług spółki wynosi 184 tys. zł. W listopadzie wymówiliśmy dzierżawę i uruchomiliśmy procedurę egzekucji komorniczej. Jednak były dzierżawca odmówił przekazania działki - opowiada Robert Lotycz, dyrektor Biura Zarządu Mienia Skarbu Państwa w stołecznym ratuszu.
Urzędników, którzy pod koniec ub.r. próbowali wejść na teren nieruchomości, wyrzucili ochroniarze ambasady rosyjskiej. Ratusz poskarżył się MSZ i czeka na uregulowanie sprawy przez MSZ.
- Z naszych szacunków wynika, że Rosjanie użytkują na mocy umów z lat 70. działki o łącznej powierzchni 8,6 hektara, co nie jest równoważone ilością gruntów, jakimi dysponujemy w Moskwie - mówi Paszkowski. - Będzie to jedna z kwestii poruszanych podczas wizyty Siergieja Ławrowa.