Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
- W Ministerstwie Zdrowia jest wola, żeby taką "kastrację" wprowadzić przymusowo, ale na razie nie wiadomo, czy da się to zrobić w zgodzie z konstytucją i międzynarodowymi standardami. Rozmawiamy w tej sprawie z konstytucjonalistami - powiedział nam wczoraj Jakub Gołąb, rzecznik tego resortu.
To w Ministerstwie Zdrowia powstały założenia do projektu, który pozwoli zrealizować pomysł przymusowego leczenia przestępców seksualnych recydywistów. Zadaniem ministerstwa byłoby również stworzenie Ośrodka Seksuologii Sądowej zajmującego się diagnozowaniem i leczeniem przestępców seksualnych. Z kolei
Ministerstwo Sprawiedliwości miałoby przygotować zmianę kodeksu karnego i kodeksu karnego wykonawczego tak, aby było możliwe: • uzależnianie przedterminowego zwolnienia od poddania się terapii; • orzekanie przez sąd przymusowego leczenia (na tej samej zasadzie co alkoholików).
- Problemem jest to, czy w ramach takiego przymusowego leczenia można by stosować tzw. chemiczną kastrację. To właśnie konsultujemy z konstytucjonalistami - mówi Jakub Gołąb.
Minister sprawiedliwości
Zbigniew Ćwiąkalski powiedział wczoraj na konferencji prasowej, że przepisy międzynarodowe zakazują okaleczania ludzi, a kwestią dyskusyjną pozostaje, czy "chemiczna kastracja" jest okaleczaniem.
Zdaniem byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego i współtwórcy Konwencji Bioetycznej Rady Europy prof. Marka Safjana polska konstytucja i Konwencja Bioetyczna uniemożliwiają stosowania tego typu środków bez zgody pacjenta. - Jeżeli uznajemy, że w przypadku kastracji farmakologicznej chodzi o obronę społeczeństwa przed jednostką, to w ten sposób można rozpocząć dyskusję nad stosowaniem kary śmierci czy tortur. Wchodzimy na równię pochyłą - powiedział prof. Safjan.
Z kolei seksuolog prof. Lew Starowicz zaznacza, że "chemiczna kastracja" nie wygasza całkowicie popędu płciowego i musi być prowadzona równolegle z psychoterapią. Leczenie trwa minimum pięć lat, a w skrajnych przypadkach całe życie.