http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Adam Michnik: Polska zdała gruziński egzamin

Adam Michnik
2008-09-09, ostatnia aktualizacja 2008-09-10 01:05

Podczas wojny z Gruzją prezydent i rząd wspólnie zagrali "Mazurka Dąbrowskiego", z czego jestem ogromnie dumny - pisze redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik .

Adam Michnik
Fot. Tomasz Wawer / AG
Adam Michnik
Od wielu lat należę do środowiska polskich antysowieckich rusofilów. Po moich wizytach w Gruzji jestem zdecydowanym gruzinofilem. Dlatego ostatni konflikt na Kaukazie ma dla mnie wymiar tragiczny, bo życzę jak najlepiej demokratycznej Rosji i demokratycznej Gruzji. Tym razem doszło do konfliktu, w którym na bardzo nierozważne, ryzykanckie działania prezydenta Gruzji Kreml odpowiedział imperialną agresją. Bez żadnej wątpliwości klucza do zrozumienia tego konfliktu szukać należy w procesie politycznym, który zachodził w Rosji od wielu lat, a którego zwieńczeniem były wydarzenia w Gruzji.

Nowe myślenie o Rosji naznaczyła pierestrojka Michaiła Gorbaczowa. Po pierwsze, było to zerwanie z totalitarną polityką wewnętrzną, po drugie, zerwanie z doktryną Breżniewa, po trzecie, zerwanie z filozofią nienawiści do świata zachodniego. Nowe spojrzenie na Rosję wymagało od wielu z nas, wychowanych na myśleniu zakładającym ciągłość między tradycją carskiej autokracji a bolszewickiej dyktatury, intelektualnej odwagi i politycznej wyobraźni.

Byłem jednym z tych, którzy od czasów pierestrojki podzielali opinię, że Rosja idzie ku Europie, jej wartościom. Takie też było poczucie rosyjskich elit liberalnych.

I choć potem widziałem, że w Rosji zachodzą zjawiska niedobre (ponowna centralizacja władzy, ostrzelanie parlamentu w 1993 r., pierwsza wojna w Czeczenii), nadal trwałem w schemacie myślowym wytworzonym w epoce pierestrojki. Teraz to skończyło się.

Trudno znaleźć wydarzenie, które można uznać za początek tego negatywnego procesu. Przez długi czas można było mieć nadzieję, że są to potknięcia na dobrej drodze. Rozpędzony przez Jelcyna parlament był w istocie stalinowsko-czarnosecinny. Pierwszą wojnę w Czeczenii można było od biedy potraktować jako wojnę z separatyzmem. Nie był to jedyny taki przypadek we współczesnym świecie. Strona czeczeńska nie reprezentowała demokracji liberalnej czy parlamentarnej. Oczywiście, to nie usprawiedliwiało wojny, ale pozwalało żywić nadzieję, że to wypadki przy pracy.

Te złe wydarzenia przekształciły się jednak w proces zakończony praktyczną likwidacją opozycji, stłumieniem niezależnych mediów, praktyczną likwidacją wolnego rynku.

Obserwowaliśmy pełne odejście od prób tworzenia niezależnego sądownictwa, atak na powstające społeczeństwo obywatelskie, konsekwentne odbudowywanie antyzachodniej histerii, zwłaszcza antyamerykańskiej, oraz wywoływanie napięć w całej strefie postradzieckiej. Potem przyszło fałszowanie historii. To jeden ciąg zjawisk. Z perspektywy lepiej widać jego logikę.

W pułapce polityki imperialnej

Nie sposób nie wysnuć dziś wniosku, że pojedyncze negatywne wydarzenia przekształciły się w proces, gdy prezydentem Rosji został Władimir Putin.

Weźmy jego uderzenie w oligarchów. Gdyby traktować je z osobna, to nawet można mu sprzyjać. Bierezowski czy Gusiński aspirowali do takiej władzy, że państwo rosyjskie mogło się ich bać. Putin jednak uczynił atak na oligarchów jednym z elementów procesu demontażu demokracji w Rosji. Wielu moich rosyjskich przyjaciół ostrzegało mnie przed tym. Ja początkowo uważałem, że ktoś taki jak Putin jest potrzebny, by państwo się nie rozpadło, by zapobiec smucie.

Punktem zwrotnym w moim myśleniu o Rosji Putina była sprawa Chodorkowskiego [magnata naftowego, należący do niego koncern Jukos zniszczono, a jego samego wsadzono na 9 lat do więzienia za rzekome nieprawidłowości podatkowe]. Nie chcę oceniać Chodorkowskiego, ale gdy prześledzi się jego proces, to widać, że został przygotowany w stylu latynoamerykańskich dyktatur, a nie demokratycznego państwa prawa.

Nie ma żadnych wątpliwości, że to nie intryga jakiegoś podsystemu wokół Putina, decyzje zapadały na samym Kremlu.

Jeżeli chodzi o politykę zagraniczną, to kroplą, która przelała czarę, była wojna w Gruzji. Zbombardowanie gruzińskich miast przesądza sprawę. Gdyby Rosjanie ograniczyli się do wyparcia Gruzinów z Osetii Południowej i Abchazji, to można by dyskutować, kto ma w tym konflikcie rację. Ale rabowanie, gwałty, zabójstwa, atak na Poti i Gori zasługują na jednoznaczne potępienie. To wielka porażka rosyjskiej demokracji.

Ale nie sądzę, żeby była to porażka ostateczna. Nie jest prawdziwa teza wypowiadana w Polsce nieraz, że Rosja jest niejako genetycznie skazana na despotyzm. Fałsz tej tezy pokazała w pełni pierestrojka. Wartości wolnościowe mają istotną rolę w tradycji rosyjskiej. Wie to każdy, kto bliżej zna Rosjan.

Problem dzisiejszej Rosji polega na tym, że sama wpuściła się w pułapkę polityki imperialnej. Trzeba wielkiej odwagi, by się tej fali publicznie przeciwstawić. Ale nawet dzisiaj są w Rosji ludzie, którzy to robią - komentatorzy, obrońcy praw człowieka, politycy opozycji, niezależni dziennikarze, wydawcy, choćby publikujący w internecie. Wielokrotnie zamieszczaliśmy ich wypowiedzi na łamach "Gazety".

W zmienionej sytuacji te zaczątki społeczeństwa obywatelskiego mogą odegrać kolosalną rolę.

Potrzebny nowy plan Marshalla

Obowiązkiem ludzi myślących o przyszłości jest wypracowanie nowego myślenia o Rosji. Można przyjąć kapitulancką filozofię nowej Jałty (czyli zgody na podział świata na strefy wpływów) umocnioną przekonaniem, że mamy w Rosji poważne interesy. Można też przyjąć filozofię nowej zimnej wojny zakładającą zerwanie z Rosją, bojkot, sankcje.

Pierwsza filozofia jest być może realistyczna, druga szlachetna w intencjach i na papierze być może logiczna, ale całkowicie nierealna.

Dlatego trzeba wymyślić coś nowego. Tym czymś może być rozwinięcie projektu Partnerstwa Wschodniego UE zaproponowanego kilka miesięcy temu przez Polskę i Szwecję. Można spróbować przekształcić je w wielki pomysł ideologiczny, nowy plan Marshalla dla Gruzji, Ukrainy, Mołdawii, Armenii, Azerbejdżanu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':