http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zabieraj z przedszkola na czas albo płać

Grzegorz Blachowski, Łódź
2008-09-09, ostatnia aktualizacja 2008-09-09 10:01

Spóźnisz się po dziecko kwadrans - 20 zł, godzinę - już 40 zł. Takie kary czekają na rodziców w niektórych łódzkich przedszkolach.

Dzieci z przedszkola uczą się tekstu wierszy
Fot. Marek Hanyżewski / AG
Dzieci z przedszkola uczą się tekstu wierszy

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



A wszystko zapisane jest w statutach zatwierdzonych przez kuratorium.

Kamila, trzyletnia córka pani Natalii, właśnie poszła do przedszkola. Mama prowadza ją tam codziennie rano i jedzie do biura. Droga zajmuje jej godzinę. Pracę kończy o godz. 16, więc natychmiast wraca przez całe miasto na ul. Łączną. - Do godz. 17 muszę odebrać małą. Ale jeśli choć jeden autobus się spóźni, nie zdążę - żali się pani Natalia.

Kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego poszła do przedszkola zapytać, co ma robić w takiej sytuacji. - Tłumaczyłam, że długo pracuję i mogę się spóźniać. Odpowiedziano mi, że nie ma problemu. Będę tylko musiała zapłacić karę.

Dyrekcja przedszkola przy ul. Łącznej przyznaje, że w statucie jest zapis o karze dla spóźnialskich rodziców. - Za odebranie dziecka po godzinie 17 przedszkole może naliczać kary umowne, których wysokość ustalana jest corocznie przez radę pedagogiczną - mówi dyrektorka Danuta Stokowska.

Przy przedszkolnej szatni znajduje się specjalny zeszyt, w którym rodzice odnotowują spóźnienia i wpłaty. W zeszłym roku wpisów było zaledwie kilka. Jak twierdzi dyrektorka, to zasługa przepisu. - Rodzice dobrze wiedzą, jakie są zasady w przedszkolu i starają się ich nie łamać. Czasami, jeśli zwłoka jest uzasadniona, to darujemy. Ale jeśli ktoś spóźnia się notorycznie, to dlaczego ma zabierać czas nauczycielce, która nie dostaje za to dodatkowego wynagrodzenia? Poza tym, nauczycielka nigdy nie zostaje sama. Jest z nią jeszcze pracownik obsługi. I jemu już musimy zapłacić. Albo godziny oddać - tłumaczy dyrektorka. Według niej rodzice, którym nie odpowiada płacenie za spóźnienia, powinni wysyłać swoje dzieci do placówek czynnych dłużej. A jeśli nie, to mogą znaleźć inną pracę.

W przedszkolu nr 7 stawki są te same, ale tu problem jest z egzekwowaniem opłat. - Nie mamy komornika. A rodzice nie zawsze chcą płacić - przyznaje dyrektorka Halina Strzopa.

Ale to jeszcze nic. W statucie Przedszkola nr 176 przy ul. Blacharskiej jest zapis, że nawet po 15-minutowym spóźnieniu rodzic przedszkolaka może odebrać, ale już w pogotowiu opiekuńczym. W umowie między przedszkolem a rodzicami podane są nawet numery telefonów do tych placówek. - To mobilizuje rodziców do przychodzenia na czas - tłumaczyła Iwona Wysokińska-Woźniak, dyrektorka przedszkola, i dodaje, że mimo zapisu żadne z dzieci nigdy nie zostało przewiezione do pogotowia.

Urzędnicy w łódzkim urzędzie miasta wiedzą o zapisach w przedszkolnych statutach. - Ale co my możemy zrobić? O tym, co jest w statucie, decyduje sama placówka. Przedszkole walczy ze spóźnieniami rodziców, które naprawdę są ostatnio plagą - mówi Dorota Szafran, wiceszefowa wydziału edukacji.

Magistrat proponuje też inne rozwiązanie. - Jeśli zbierze się grupa rodziców, którzy później odbierają dzieci, wtedy przedłużymy czas pracy jednej grupy choćby o pół godziny - informuje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 66 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':