Skończyła się Moskwa, skończyło się chamstwo na drodze. Jewropa! - cmoka Kola Darinski, doktor biologii i właściciel niwy, którą dorabia do pensji, podrzucając pasażerów na łebka.
Za studolarową dniówkę wiezie nas z fotografem Robertem Kowalewskim do symbolu rosyjskiego bogactwa - na Rublowkę.
Tkwimy w korku na skrzyżowaniu w Barwisze. Leje. Z przodu hummer i zabryzgany po dach biały bentley. Z tyłu porsche cayenne, mercedesy, dżipy. W tej szlachetnej kompanii pełzniemy 20 kilometrów na godzinę. Nikt nie wyprzedza (jest zakaz), nie trąbi, nie robi obelżywych gestów. Gdy na poboczu majaczy przechodzień - limuzyny hamują, by go przepuścić. Jakby na każdym billboardzie wisiało hasło: "Wolność! Równość! Miłość bliźniego!".
Billboardy stoją co kilkadziesiąt metrów i informują o pierwszych potrzebach mieszkańców:
"Nianie z Filipin";
"Najlepsi stomatolodzy z Francji";
"Lifting bez zastrzyków";
"
Depresja bez tabletek";
"Detektyw całodobowo";
"Agencja Idealni Ludzie - VIP-obsługa domu".
W pejzażu za brudną szybą naszej niwy dominują VIP-płoty: trzy-, cztero- i pięciometrowe. Każdego rogu pilnuje kamera. Tu i ówdzie ogrodzenia VIP-domostw zwieńczają bele drutu kolczastego.
Człowiek za murem - Gdzie pani jest, nie widzę pani w żadnym monitorze! - zdenerwował się Wiaczesław Agadżanow, gdy po raz trzeci zadzwoniłam z komórki, że nie mogę znaleźć wejścia.
- Stoję na wprost kryształowych drzwi. Cerkiew mam po lewej, po prawej - marmurowe schody.
- Kryształowe drzwi? Mamy jakieś kryształowe drzwi? - zdziwienie w głosie gospodarza nie było udawane. Agadżanow wysłuchał czyjejś odpowiedzi i rzucił do słuchawki: - Aa, proszę tam zostać, zaraz kogoś po panią wyślę.
Biała willa na pograniczu Razdorów i Barwichy rozmiarami przypomina zamki nad Morzem Śródziemnym. W czworokąt murów wbudowano cerkiewkę.
Zaczęło się od podejrzliwych pytań: skąd znam jego telefon i po co chcę się spotkać. Skończyło się na obiedzie z bruderszaftem.
62-letni Sława Agadżanow, poliglota (zna włoski, portugalski, hiszpański, angielski), pół-Ormianin po ojcu, wysokim urzędniku partyjnym w ZSRR, osobiście oprowadził po pięciu kondygnacjach efektownej budowli ("jaki tam zamek, normalny dom!"). Mogłam pobrzdąkać na białym steinwayu i wyobrazić sobie, jakie toasty wznosi się w sali bankietowej na dwieście osób. Lubi Polskę. Pozdrawia Romana Stachonia z Katowic i jego córkę Gabę.
W młodości pracował jako dziennikarz agencji prasowej Nowosti. - Zawsze z cudzoziemcami - podkreśla. - Uczestniczyłem w publikacji wspomnień Breżniewa w Korei Południowej. Swoich pomysłów realizować nie mogłem, więc w roku 1988 założyłem własny biznes - agencję mody i pismo "Modus Vivendi".
Agencja i pismo już nie istnieją, ale został po nich dochodowy budynek w centrum Moskwy. Sława wydał także albumy fotografii "Pierwszy prezydent Rosji" [Agadżanow ma pamiątkową fotkę z Jelcynem] i "
Władimir Putin - drugi prezydent Rosji" [fotki jeszcze nie ma].