Potęga papierowego tygrysa
06.09.2008
, aktualizacja: 05.09.2008 18:02
Obrady Parlamentu Europejskiego, Bruksela, 3 września 2008 r. (Fot. Geert Vanden Wijngaert AP)
Amerykanie są z Marsa, ale Rosjanie też. Strach przed wyjściem na nieważnych słabeuszy określa podejście jednych i drugich do kryzysu gruzińskiego. W tej sytuacji to, co uważa się za słabość UE, jest jej główną siłą.
"Stój! Bo jak nie, to każemy ci stanąć jeszcze raz!". Tak myślą redaktorzy "Wall Street Journal" o deklaracji UE w sprawie przedłużającej się rosyjskiej okupacji Gruzji. Redaktorzy rosyjskich gazet podzielają ich uczucia. W Moskwie, jak w Waszyngtonie, przeważa opinia, że gruziński szczyt Unii pokazał, że UE jest słaba, podzielona, zagubiona i brak jej sił, by stawić czoło moskiewskiemu wyzwaniu. Według Waszyngtonu Europa ma z Rosją dwa problemy. Jeden to to, że odradzająca się potęga zagraża bezpieczeństwu Europy. A drugi - że Europa niechętnie stawia czoło temu zagrożeniu. Modne jest dziś mówienie, że wobec Rosji Unia Europejska jest tylko papierowym tygrysem.
Może i racja, ale zastanówmy się - czy naprawdę tak źle być papierowym tygrysem? Kupmy za rogiem DVD z jakimś bestsellerem dla dzieci, np. "Shrek III", a przekonamy się, że w dzisiejszym świecie papierowe tygrysy często skuteczniej osiągają cele od tygrysów prawdziwych, a nawet złych niedźwiedzi. Papierowe tygrysy są przyjacielskie, sprytne i nie trapią ich kompleksy - ani wyższości, ani niższości. W ponowoczesnej kulturze popularnej naszych czasów to one będą bohaterami dnia, uratują księżniczki i zostaną królami.
Wojna dyplomatyczna o Gruzję pokazała, że i Rosją, i Stanami Zjednoczonymi włada obsesja siły, co niebezpiecznie zawęża ich pole manewru. Amerykanie są z Marsa, ale Rosjanie też. Strach przed wyjściem na nieważnych słabeuszy określa podejście jednych i drugich do kryzysu gruzińskiego. Twarda rywalizacja dawnych zimnowojennych supermocarstw schodzi na poziom banalnej konfrontacji. Rosja odniosła sukces militarny, ale znalazła się w największej międzynarodowej izolacji od czasów wojny krymskiej. Eskalując napięcie w stosunkach z Moskwą, Waszyngton nie oddala, ale przybliża niebezpieczeństwo, że w przestrzeni poradzieckiej wrócą graniczne zasieki i strefy wpływów.
W tej sytuacji to, co uważa się za słabość UE, jest jej główną siłą. Rozprawiając o rozłamie, zagubieniu i słabości Unii, wielu obserwatorów traci z oczu strategiczny potencjał jej linii politycznej. Odpowiadając na zarzut, że brak twardych działań zamienił UE w papierowego tygrysa, prezydent Sarkozy słusznie przypomniał dziennikarzom, że "ten papierowy tygrys wynegocjował przerwanie ognia i doprowadził do częściowego wycofania rosyjskich wojsk oraz że tylko UE może zażegnać kryzys i pomóc Gruzji".
Wbrew ocenom krytyków szczyt UE udowodnił, że Bruksela nie straciła poczucia moralności, jest gotowa bronić jedynego w swym rodzaju europejskiego ładu, a także że potrafi być cierpliwa. Unia zgodnie uznała działania Rosji za "niewspółmierne" i "niedopuszczalne". Nie zamierza przymykać oczu na moskiewskie wyzwanie ani godzić się na powrót w Europie polityki sfer wpływów. Zaangażowała się w odbudowę Gruzji, powściągając tym samym ambicje Rosji chcącej zmiany ekipy w Tbilisi. Zaangażowanie UE idzie na przekór pragnieniom Moskwy, która chciałaby uznania rządu Saakaszwilego za przestępczą klikę i rości sobie wyłączne prawo do decydowania o przyszłości Gruzji. Decyzja o zamrożeniu negocjacji o partnerstwie strategicznym z Rosją nie jest czczą pogróżką. Powrót do rozmów uzależniono od tego, czy Moskwa spełni zobowiązania zawarte w porozumieniu o przerwaniu ognia, w którym pośredniczył Sarkozy. Unia nie zamierza przełknąć niesubordynacji. Mówiąc Rosji, że wybór należy do niej, Bruksela motywuje ją do roztropnego działania i do złagodzenia konfrontacyjnego kursu, wyznaczając czerwoną linię w stosunkach UE - Rosja. Także nienałożenie sankcji było dobrą strategicznie decyzją. Nie zmieniłyby one poczynań Rosji. Wszak opór wobec wszelkich nacisków zewnętrznych jest filarem nowej polityki zagranicznej Kremla. Sankcje nie cieszyły się sympatią europejskich kół biznesowych i zmniejszyłyby możliwości nacisku UE na Rosję. Zdaniem Brukseli polityka totalnej konfrontacji przysłużyłaby się jedynie Moskwie, która - inaczej niż parę lat temu - dąży do legitymizacji mocarstwowego statusu nie przez integrację, tylko konfrontację.
Nie ziściły się nadzieje Moskwy, która liczyła, że gruziński kryzys podzieli UE i pogłębi dystans między nią i USA. Zupełnie inaczej niż na szczycie nadzwyczajnym 2003 r. w sprawie wojny w Iraku, szczyt gruziński zademonstrował zdolność Unii Europejskiej do przezwyciężania podziałów. Sa trzy powody tej odzyskanej jedności UE. Po pierwsze, stosunki z Rosją mają kluczowe znaczenie dla samej egzystencji UE i żaden kraj członkowski nie zamierza dziś rozgrywać swoich "gierek". Po wtóre, do kryzysu gruzińskiego doszło w chwili, gdy opinia publiczna i elity rządzące Europy liczą na odnowienie stosunków transatlantyckich. W przyszłej administracji Obamy widzą szansę na wypracowanie wspólnej euroatlantyckiej polityki wobec Rosji. Wizja UE jako siły alternatywnej i przeciwwagi dla USA zeszła w głównym nurcie europejskiej polityki na margines. Europa martwi się dziś nie nadmierną, tylko niedostateczną siłą Ameryki. Trzecim wyjaśnieniem skłonności Europy do poszukiwania roboczego kompromisu w sprawie Rosji jest "czynnik Merkel". Różnice między Niemcami, Francją i Włochami z jednej strony, a niektórymi krajami Europy Wschodniej z drugiej co do tego, jak postępować z Rosją, utrzymują się, ale wschodnioeuropejscy politycy nie boją się już, że stara Europa przehandluje ich Moskwie. Wschodni Europejczycy ufają kanclerz Merkel tak, jak nie ufali Schröderowi ani Chiracowi. Potężny głos wschodniej Europejki Merkel zmienia konstelację sił w Unii, gdy mowa o kształtowaniu europejskiej polityki wobec Rosji.
Wojna rosyjsko-gruzińska pogrzebała pozimnowojenny ład w Europie. Jesteśmy dziś świadkami początków procesu strategicznej korekty, który może trwać następne dziesięciolecie. Teraz priorytetem stanie się ponowne ułożenie poprawnych stosunków pomiędzy XIX-wieczną z ducha, odradzającą się Rosją a Europą. Unia Europejska wie, że musi temu podołać.
Przełożył Sergiusz Kowalski
*Iwan Krastew - bułgarski politolog, szef sofijskiego Centrum Strategii Liberalnych (CLS), wykładowca na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie oraz w Instytucie Remarque'a na New York University
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX










