Powodem stały się jego prasowe wypowiedzi potępiające działania adwokatury. RPO zasugerował w "Rzeczpospolitej", że adwokaci są "poplecznikami przestępców uczestniczącymi w podziale zysków i łupów". Dał przykład Jacka Brydaka i Marcina Ziembińskiego, obrońców oskarżonych w aferze FOZZ, którzy swoim działaniami mieli nie dopuścić do wydania wyroku w sprawie afery.
- Rzecznik powinien stać na straży praw obywatelskich, a występuje przeciwko podstawowemu prawu człowieka, jakim jest prawo do obrony - mówi Piotr Sendecki, przewodniczący Komisji Praw Człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej i dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Lublinie.
Do tego stanowiska zamieszczonego na stronie Naczelnej Rady Adwokackiej przyłączają się teraz mecenasi z Krakowa i Poznania. Przy okazji robią Januszowi Kochanowskiemu swoisty rachunek sumienia: • miał nie reagować, gdy
Zbigniew Ziobro zarzucał lekarzowi Mirosławowi G. zabójstwo, i przy okazji naruszył zasadę domniemania niewinności; • pozostawał bierny, kiedy za rządów
PiS upubliczniano sceny zatrzymań podejrzanych, przez co byli oni jeszcze bardziej upokarzani; • milczał, gdy wprowadzano chybiony pomysł sądów 24-godzinnych oraz gdy prokuratorzy stosowali tzw. areszty wydobywcze.
Zdaniem przedstawicieli palestry RPO skupił się za to na podważaniu autorytetu Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i sądów powszechnych, wtedy kiedy orzekały niezgodnie z jego poglądami.
- Nie możemy milczeć, kiedy rzecznik wypowiada się w tak skandaliczny sposób - mówi mec. Sendecki. - Pewnie spotkają nas komentarze, że my się tylko bronimy i źle pojmujemy solidaryzm zawodowy. Każdego można znieważyć, nazywając wspólnikiem przestępców.
Janusz Kochanowski na razie nie komentuje ataku adwokatów. Jest na urlopie.