Jerzy Armata, Małgorzata I. Niemczyńska: W tym tygodniu mieliście rozpocząć budowę dekoracji. I co? Jacek Lipski: Już jest opóźniona. Jeśli zaraz nie zaczniemy, trudno będzie zdążyć z premierą na 1 września przyszłego roku - 70. rocznicę ataku na
Westerplatte.
Medialne doniesienia o atakach na scenariusz zawiesiły umowy koprodukcyjne? - Oczywiście. Przed chwilą dostałem wiadomość od TP SA, że wstrzymują na razie rozmowy o wejściu w ten projekt. Nie wycofują się, ale wolą poczekać, aż sprawa się wyjaśni. Miałem już też wpłacone pieniądze inwestorskie, które musiałem odesłać. Dystrybutor SPI również już nieco wyłożył, film miał mieć wysoki
budżet. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że to nie jest tylko problem: zrobimy ten film albo nie zrobimy. Jeśli realizacja nie dojdzie do skutku, trzeba będzie zwrócić mnóstwo pieniędzy. A ludzie już brali honoraria, kupowaliśmy materiały itd.
Minister kultury domaga się cofnięcia dotacji dla waszego filmu. - Informację, że dotacja Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej ma być cofnięta, przyjęliśmy ze zdziwieniem. Nie wyobrażam sobie jako producent sytuacji, w której w oparciu o legalne procedury decyzja wydana zgodnie z prawem mogłaby być cofnięta pod wpływem polityków bądź nagonki medialnej. Oznaczałoby to, iż każdy producent czy reżyser powinien się spodziewać, że jeśli któremuś z polityków lub dziennikarzy nie spodoba się scenariusz, to może on skutecznie uniemożliwić realizację filmu. Nosi to znamiona cenzury politycznej, i to jeszcze prewencyjnej.
Jak to się stało, że zdecydował się pan powierzyć tak wielkie przedsięwzięcie debiutującemu reżyserowi i scenarzyście Pawłowi Chochlewowi? - Odpowiem banalnie: "Tajemnica Westerplatte" to jeden z najlepszych scenariuszy, jakie w życiu widziałem. Świetne dialogi, bardzo charakterystyczne postacie. Je się po prostu zapamiętuje. Potwierdzają to także wewnętrzne recenzje krytyków.
Allan Starski, Jan Kaczmarek, Bogusław Linda - ich także skusił scenariusz? - Gdyby im się nie spodobał, nie byłoby mowy o współpracy. Wiedziałem, że jeśli dojdzie do realizacji, powinienem Pawła Chochlewa jako debiutanta obstawić ludźmi, którzy mają doświadczenie, wiedzę i artyzm. Dlatego też Janusz Morgenstern został opiekunem artystycznym projektu.
Miał już pan kiedyś problemy z władzą przy realizacji filmu. Był to „Nadzór” Wiesława Saniewskiego z 1983 roku. Jakieś analogie? - Nawet w tamtych czasach nie spotkałem się z takim zakłamaniem podawanych do publicznej wiadomości komunikatów. Z takim plugawieniem scenariusza przez polityków, którzy ewidentnie go nie znają. Mam już trochę lat, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Brzydzi mnie to wszystko.
Rozmawiali Jerzy Armata, Małgorzata I. Niemczyńska Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl