http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gejsze znad Wisły

Rozmowa z Renatą Gardian*, pedagogiem
2008-08-28, ostatnia aktualizacja 2011-06-10 12:37

Jedna z respondentek poznała sponsora, spacerując po Starówce. Zaprosił ją na kawę. Później - kiedy po pół roku studiowania w Warszawie wpadła w problemy finansowe - zaproponował jej wsparcie materialne... Tu nie chodziło tylko o pieniądze: czuła się samotna, on też był samotny. To był jej pierwszy mężczyzna w ogóle

Scena z filmu
Fot. FORUM FILM
Scena z filmu "Wyznania gejszy", główna bohaterka przeobraża się w gejszę
ZOBACZ TAKŻE
Adam Leszczyński: Napisała pani jedyną w Polsce książkę o związkach sponsorskich - takich, w których mężczyzna sponsoruje kobietę. Polscy socjologowie badają np. prostytucję uliczną, ale sponsoringiem nikt się nie zajął. Dlaczego?

Renata Gardian: Nikt nie chce o tym rozmawiać. Mężczyzna nie chce przyznać, że sponsoruje: może dlatego, że to mało męskie. Dziewczyna boi się, co powiedzą rodzina i znajomi. Wszystko odbywa się w konspiracji i otoczce zakłamania.

Szukałam najpierw przez internet. W sieci jest mnóstwo ogłoszeń dziewczyn poszukujących sponsora i specjalne strony, na których się ogłaszają. Najwięcej z Warszawy, ale też dużo z Krakowa i Wrocławia.

Zadzwoniłam do 150 dziewczyn. Zawsze odmawiały rozmowy. Wiele mówiło: "to pomyłka, nigdy nie dawałam takiego ogłoszenia". Inne - że mnie nie znają, że nie mają zaufania.

Przez dwa lata udało mi się namówić na rozmowę osiem dziewczyn. Dotarłam do nich przez łańcuszek ludzi - moi znajomi pytali swoich znajomych, a oni swoich, i tak w końcu dostawałam telefon.

Taka konspiracja?

- Dziewczyny mają znajomych, chodzą na imprezy. Nie chcą, żeby ktoś wiedział, że sypiają z kimś za pieniądze.

Potem umieściłam swój profil w internecie, by dotrzeć do potencjalnych sponsorów - sprawdzić, jacy mężczyźni są zainteresowani takim związkiem.

Zacznijmy od sponsorowanych. Jakie to były dziewczyny?

- Studentki, od 20 do 30 lat. Najstarsza z nich studiowała zaocznie.

Każdy z przypadków, który znam, jest nieco inny. Żadna nie planowała takiego związku. Decydował przypadek. Jedna spotkała przyszłego sponsora, kiedy czekała na autobus na przystanku przed Marriottem w Warszawie. Podszedł do niej starszy facet, zaczął rozmawiać. Pytał, co robi, czego się uczy.

Potem złożył jej propozycję i zostawił wizytówkę. Mówił: "Zastanów się i zadzwoń".

Ona twierdziła, że była zmieszana i na początku odrzucała myśl, by w coś takiego wejść. Sądziła, łudziła się, że może jednak nie chodzi o sponsoring, że taki facet to jej szansa...

Szansa? Na co?

- Mówił, że zapłaci za jej studia. Ona w tym momencie nie miała pieniędzy. Szansa? Oczywiście.

Po tygodniu zadzwoniła i dogadali się.

Nawiasem mówiąc, pierwsze spotkanie zwykle nie kończy się w łóżku. Ludzie poznają się, powoli dochodzą do porozumienia. Uzgadniają warunki.

Inna dziewczyna poznała sponsora na dyskotece. To też był starszy facet. Inaczej składają takie propozycje starsi mężczyźni, a inaczej młodsi. Dla młodszych to naturalne, że kontakt z drugą osobą nawiązuje się przez internet. Ci powyżej czterdziestki wolą podejść do dziewczyny, którą sobie upatrzą. Poza tym są bardziej podejrzliwi, boją się, że w internecie mogą być obrobione zdjęcia.

Trzeba mieć tupet, żeby podejść do dziewczyny na przystanku i zaproponować jej taki układ.

- Są pośrednicy. W klubie do dziewczyny podchodzi kelner i mówi: "Masz drinka od tego pana...". Granica pomiędzy podrywem a propozycją sponsoringu bywa wąska.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 141 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':