Adam Leszczyński: Napisała pani jedyną w Polsce książkę o związkach sponsorskich - takich, w których mężczyzna sponsoruje kobietę. Polscy socjologowie badają np. prostytucję uliczną, ale sponsoringiem nikt się nie zajął. Dlaczego? Renata Gardian: Nikt nie chce o tym rozmawiać. Mężczyzna nie chce przyznać, że sponsoruje: może dlatego, że to mało męskie. Dziewczyna boi się, co powiedzą rodzina i znajomi. Wszystko odbywa się w konspiracji i otoczce zakłamania.
Szukałam najpierw przez internet. W sieci jest mnóstwo ogłoszeń dziewczyn poszukujących sponsora i specjalne strony, na których się ogłaszają. Najwięcej z Warszawy, ale też dużo z Krakowa i Wrocławia.
Zadzwoniłam do 150 dziewczyn. Zawsze odmawiały rozmowy. Wiele mówiło: "to pomyłka, nigdy nie dawałam takiego ogłoszenia". Inne - że mnie nie znają, że nie mają zaufania.
Przez dwa lata udało mi się namówić na rozmowę osiem dziewczyn. Dotarłam do nich przez łańcuszek ludzi - moi znajomi pytali swoich znajomych, a oni swoich, i tak w końcu dostawałam telefon.
Taka konspiracja? - Dziewczyny mają znajomych, chodzą na imprezy. Nie chcą, żeby ktoś wiedział, że sypiają z kimś za pieniądze.
Potem umieściłam swój profil w internecie, by dotrzeć do potencjalnych sponsorów - sprawdzić, jacy mężczyźni są zainteresowani takim związkiem.
Zacznijmy od sponsorowanych. Jakie to były dziewczyny? - Studentki, od 20 do 30 lat. Najstarsza z nich studiowała zaocznie.
Każdy z przypadków, który znam, jest nieco inny. Żadna nie planowała takiego związku. Decydował przypadek. Jedna spotkała przyszłego sponsora, kiedy czekała na autobus na przystanku przed Marriottem w Warszawie. Podszedł do niej starszy facet, zaczął rozmawiać. Pytał, co robi, czego się uczy.
Potem złożył jej propozycję i zostawił wizytówkę. Mówił: "Zastanów się i zadzwoń".
Ona twierdziła, że była zmieszana i na początku odrzucała myśl, by w coś takiego wejść. Sądziła, łudziła się, że może jednak nie chodzi o sponsoring, że taki facet to jej szansa...
Szansa? Na co? - Mówił, że zapłaci za jej
studia. Ona w tym momencie nie miała pieniędzy. Szansa? Oczywiście.
Po tygodniu zadzwoniła i dogadali się.
Nawiasem mówiąc, pierwsze spotkanie zwykle nie kończy się w łóżku. Ludzie poznają się, powoli dochodzą do porozumienia. Uzgadniają warunki.
Inna dziewczyna poznała sponsora na dyskotece. To też był starszy facet. Inaczej składają takie propozycje starsi mężczyźni, a inaczej młodsi. Dla młodszych to naturalne, że kontakt z drugą osobą nawiązuje się przez internet. Ci powyżej czterdziestki wolą podejść do dziewczyny, którą sobie upatrzą. Poza tym są bardziej podejrzliwi, boją się, że w internecie mogą być obrobione zdjęcia.
Trzeba mieć tupet, żeby podejść do dziewczyny na przystanku i zaproponować jej taki układ. - Są pośrednicy. W klubie do dziewczyny podchodzi kelner i mówi: "Masz drinka od tego pana...". Granica pomiędzy podrywem a propozycją sponsoringu bywa wąska.