- Szukam pokoju w Warszawie. Za mniej niż 600 zł nie ma nic. O kawalerce mogę pomarzyć, bo to 1500 zł. Na pokój w miarę dobrym stanie czai się co najmniej kilku kontrkandydatów. Nawet na strych, w którym nie mogłam się wyprostować, są chętni - opowiada Kasia Kowal, studentka czwartego roku polonistyki.
Ceny wynajmu mieszkań w największych akademickich ośrodkach Polski zwariowały. Studenci szukają więc pokoi. W Krakowie to wydatek od 500 zł wzwyż. Jeśli w pokoju mieszkają dwie osoby, można się zmieścić w 400 zł. Podobne ceny dyktują właściciele
nieruchomości w Gdańsku, czy Wrocławiu. Poznań, jeśli ktoś ma szczęście, może być 100 zł tańszy, Warszawa za to droższa średnio o 200 zł.
A właściciele przebierają w chętnych. Robią castingi na lokatora. Rozmawiają z kilkunastoma osobami jednocześnie, podbijają ceny. - Jedna z właścicielek kazała mi przygotować
CV i list, w którym mam napisać, dlaczego to właśnie ja będę najlepszym lokatorem. Zamurowało mnie - opowiada Kasia. - Druga, kiedy tylko wykręciłam numer zapytała, czy mam chłopaka, bo jak tak, to ona sobie nie życzy.
Przejrzeliśmy ogłoszenia. Okazało się, ze student może zamieszkać nie tylko w pokoju.
- Skoro o zwykły pokój za 600 zł studenci się zabijają, to dlaczego mam im nie wynająć przybudówki w ogrodzie? - pyta nas właścicielka szopy w Krakowie. - Warunki może i gorsze, ale jest taniej. Każdy widzi, co bierze - dodaje.
Drewniana szopa z kilkoma pokojami i jedną łazienką w ogłoszeniu prezentowana jest jako "pokoje przy domu jednorodzinnym z osobnym wejściem". - Ścianę od okien dzieliły kilkumilimetrowe szczeliny, a na cztery pokoje była jedna wanna i umywalka: na korytarzu, za foliową kotarką - mówi Elżbieta, studentka UJ. Cena miejsca w szopie - 450 zł od osoby.
W Krakowie rok temu rektorzy 11 uczelni zaapelowali do mieszkańców: "Przyjmujcie młodych ludzi na kwatery po godziwych cenach". Rektorzy zarzucili właścicielom stancji "śrubowanie cen ponad racjonalną miarę". "Nieuzasadniony, dramatyczny wzrost cen wynajmu godzi w wielowiekową przyjaźń między krakowianami a studentami, w ugruntowaną opinię Krakowa jako miasta przyjaznego młodym ludziom i szkołom wyższym" - napisali we wrześniu 2007 rektorzy.
Rok po apelu jest jeszcze gorzej: ceny wzrosły średnio o 100 zł, studentów przybywa, w krakowskie akademiki zaoferują od października blisko 700 miejsc mniej - z powodu remontów.
Stąd najdziwniejsze oferty mieszkań znaleźć można właśnie w Krakowie. Przykład: "Super okazja! Wynajmę duży garaż dla 3 studentów w centrum, 300 zł od osoby. Na nowym strzeżonym osiedlu, powierzchnia ok. 16 m2, brama na pilota. Jest umywalka, mogę wstawić dwa, trzy łóżka, lub materace, pozostałe meble we własnym zakresie, kaucja 500 zł".
- Przynajmniej właściciel powiedział wprost, co ma do zaoferowania - komentuje Adam Pieczyński, student informatyki z Gdańska. - Ja znalazłem w sieci doskonałą ofertę, w centrum miasta, blisko przystanku, duży pokój, z łóżkiem, lodówką i elektryczną kuchenką. Tylko cena wydała mi się podejrzanie niska - 350 zł za głowę - opowiada. Z nadzieją, że trafił na świetną okazję, umówił się z właścicielem. Ten spotkał się z nim w swoim mieszkaniu, a później zaprowadził do piwnicy. - Poza zapachem pleśni i wilgoci nie było tak źle, ale zrezygnowałem - wspomina Adam.
Anna Kowalska, studentka dziennikarstwa na UJ już cieszy się znalezionym mieszkaniem. - Z dwoma kuzynkami miałyśmy szczęście. Wynajęłyśmy dwupokojowe mieszkanie od ręki za 1500 zł plus opłaty - opowiada. - Teraz właścicielka zażądała kilkaset złotych więcej, ponieważ, jak powiedziała, wcześniej się pomyliła. Po negocjacjach stanęło na tym, że na razie płacimy 1500, a od grudnia cena wzrasta o 200 zł - mówi Anna.