http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Osetyjscy uchodźcy: dlaczego wy na Zachodzie nas nie rozumiecie?

Tomasz Bielecki, Ałagir pod Władykaukazem
2008-08-14, ostatnia aktualizacja 2008-08-13 16:55

Osetyjczycy oskarżają Zachód, że nie chce słuchać opowieści o ich krzywdach. - Potrzebna jest wam wielka wojna w Europie, bo zapomnieliście, co to znaczy. Wtedy przestalibyście mieszać na Kaukazie - mówi 63-letni Rusłan Kiesajew, który wyprowadził się z Południowej Osetii już na początku lat 90.

SERWISY
Przeciw tym okrutnym słowom Rusłana Kiesajewa gwałtownie protestują kobiety z ośrodka dla uchodźców w szkole podstawowej w Ałagirze pod Władykaukazem.

Ciężarna Ajda Tiediewa, która uciekła z Cchinwali z trojgiem małych dzieci, właśnie pochowała ojca ranionego drugiego dnia wojny. Wyszedł z piwnicy, gdzie się kryli, żeby szukać świeżej wody dla wnucząt. Trafił go odłamek, krwawił przez sześć godzin i umarł. Nie zauważyła, kiedy dokładnie, bo trwał kolejny atak.

W nocy z wtorku na środę krewni przewieźli jego rozkładające się ciało do Rosji, aby wreszcie sprawić mu pogrzeb. - Nikomu tego nie życzę. Nikomu i za żadne winy. Bóg by mnie przeklął, gdybym dla kogokolwiek chciała wojny - mówi Tiediewa.

Dostała już wieści, że żyje jej brat, który został po drugiej stronie granicy, aby walczyć z Gruzinami, ale nadal nie wie, co stało się z ojcem jej dzieci. - Nie mam siły rozpaczać. Ktoś musi się o nie zatroszczyć - tłumaczy spokojnym głosem. Jeszcze nie wie, czy chce wracać, bo życie w Południowej Osetii zmusiłoby ją - jak tłumaczy - do wychowywania dwóch synków na żołnierzy.

- Jako Osetyjka nie powinnam porzucać ziemi przodków. Jako żonie nie wolno mi wyjeżdżać z kraju, za który być może zginął mój mąż. Ale jako matka już chyba nie chcę, aby tam dorastały moje dzieci - twierdzi Ajda Tiediewa.

Choć uchodźcy są na razie zbyt zbolali, by mieć siłę na gniew czy zaciekłość, to ich krewniacy, sąsiedzi i znajomi, którzy już od wielu lat mieszkają po rosyjskiej stronie granicy, coraz głośniej oskarżają Zachód o współzorganizowanie wojny na Kaukazie. - Polak? Czemu jesteście przeciw nam, a wierzycie Gruzinom? Wycierpieliście tyle od Hitlera, to dlaczego milczycie teraz o naszych krzywdach? - pyta 55-letni kuzyn uchodźczyni Katii Margiejewej, który uciekł z Cchinwali już podczas poprzedniej wojny, na początku lat 90.

Prawie we wszystkich domach Władykaukazu i okolic od tygodnia nie wyłącza się telewizorów nastawionych na kanał informacyjny Wiesti-24. Co najmniej jeden telewizor stoi też w każdym ośrodku dla uchodźców. To właśnie rosyjska telewizja przedstawia wojnę o Południową Osetię jako otwarty konflikt między Moskwą i Waszyngtonem, którego pachołkiem jest Micheil Saakaszwili. Reporterzy powtarzają plotki o "czarnoskórych Gruzinach" poległych w walkach, co miałoby być dowodem na bezpośredni udział wojskowych doradców USA w operacji wojskowej.

Czarnym bohaterem rosyjskich mediów jest też ukraiński prezydent Wiktor Juszczenko, któremu wypomina się antyrosyjskie "konszachty" z Saakaszwilim. Wiesti-24 oraz inne kanały TV już dziesiątki razy pokazywały chrzest syna Micheila Saakaszwilego, którego ojcem chrzestnym był Juszczenko. - Obaj chcą do NATO. Obaj mają tych samych amerykańskich sponsorów - informują telewizyjni komentatorzy.

Antyzachodnie, a głównie antyamerykańskie przekazy są tu odbierane entuzjastycznie. - Jeśli Ameryka jeszcze raz wywoła wojnę, to ani matka, ani żona nie powstrzyma mnie już od pójścia na wojnę - zapewnia 23-letni taksówkarz Alik Tułajew.

Kto naprawdę sprowokował wojnę? - Nie znamy się na polityce. Wiemy tylko, że giną nasze dzieci. Mogło być inaczej - odpowiadają kobiety z ośrodka w Ałagirze.

Ema Tadtajewa z wioski Kwajsa wspomina, że w dzieciństwie żyła w zgodzie z małymi Gruzinami z sąsiedniego przysiółka w Południowej Osetii. - Wielkiej miłości nigdy nie było, ale matkom po obu stronach chyba nie przychodziło do głowy, że wychowują synów, którzy będą się zabijać. Którzy z bronią zaatakują kobiety i dzieci - mówi Tadtajewa.

Potem przyszły gruzińsko-osetyjskie walki w latach 90. oraz - co Tadtajewa wspomina nawet gorzej - wprowadzenie kontroli wojskowych między osetyjskimi i gruzińskimi wsiami w Południowej Osetii.

- Z czasem nawet z kuzynką, która wyszła za Gruzina, czułam się jakoś obco. To te granice między wsiami nas podzieliły. A obcych może łatwiej zabijać? - mówi Tadtajewa.

Nawet część Osetyjczyków, którzy uciekali w ostatnich dniach z Cchinwali, nie wini wszystkich Gruzinów, lecz "szalonego Saakaszwilego zmawiającego się z Amerykanami".

- Do dziś nie potrafię uwierzyć, że to gruzińscy żołnierze zabijali. Może Saakaszwili posłał jakichś najemników? - mówi Raja Chubujewa, która przed dziesięcioma laty przeprowadziła się spod Cchinwali do północnoosetyjskiego Ałagiru i teraz w ośrodku dla uchodźców odwiedza swoją daleką kuzynkę. - A kto dał mu na najemników? Amerykanie. Wszyscy tak mówią - zapewnia jej mąż, nie odrywając oczu od telewizora.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne