Zamieszki miały miejsce w środę i czwartek w kilku miastach południowo-zachodniej Francji, m.in. w Montpellier. Początkowo spokojny protest 12 tys. producentów win z regionu Langwedocji-Roussillon szybko przekształcił się w regularne zamieszki.
Manifestujący obrzucili kamieniami pilnujących porządku policjantów. Ci odpowiedzieli gazem łzawiącym.
Według lokalnych władz w znajdującym się obok Montpellier Montagnac zamaskowani i wymachujący kijami bejsbolowymi winiarze zaatakowali żandarmów i podpalili dwa samochody.
- To było usiłowanie zabójstwa - skomentowała te zdarzenia minister spraw wewnętrznych Michele Alliot-Marie. - Nie można wyrażać swej desperacji, narażając życie własne i policjantów - dodała.
W Montpellier producenci win wybili szyby w budynku sądu. W innych miejscowościach zdemolowali cztery oddziały banków i splądrowali stoiska z winem w trzech supermarketach.
Szefowa MSW zapowiada, że policja wyciągnie prawne konsekwencje w stosunku do odpowiedzialnych za zamieszki. - To, że nie było żadnych zatrzymań, nie oznacza, że nie będzie śledztwa. Nie ma mowy o bezkarności - ostrzegła Alliot-Marie.
Stały wzrost cen paliwa i nawozów spowodował, że wielu francuskich producentów win znalazło się w dramatycznej sytuacji. Według przewodniczącego związku producentów z regionu Aude 98 proc. tamtejszych gospodarstw jest w poważnych finansowych tarapatach.
Winiarze domagają się dopłat do oleju napędowego, moratorium na spłaty długów wobec banków i rolniczych ubezpieczeń społecznych oraz zwolnienia ich firm z niektórych podatków. W poniedziałek producentów przyjmie w Paryżu minister rolnictwa.
Źródło: Gazeta Wyborcza