We wtorek w gdańskim wydaniu „Gazety”
opisałem zachowanie kontrolerów Renomy wobec jadącej bez biletu pasażerki.
Zacząłem obserwować incydent, gdy usłyszałem podniesiony męski głos. - Ty wariatko, ty małpo, co ty wyrabiasz, nienormalna krowo? - krzyczał młody, postawny mężczyzna, jeden z trójki kontrolerów.
Dziewczyna stała spokojnie. Nie reagowała, gdy wrzeszczał: - Dzwonię na policję i, kurwa, zobaczysz!
Na przystanku wypchnęli ją z tramwaju. Zaczęła uciekać. Ale dopadli ją. Powalili na ziemię. Gdy się podniosła, miała poobdzieraną skórę na rękach, powyginane okulary, zadrapania na skroni. Na zmianę płakała, wyła i błagała, by dali jej spokój.
Kilka osób - w tym ja - próbowało jej bronić. Żądaliśmy od osiłków, by ją puścili i przestali maltretować. - Idź stąd, bo cię zajebię - usłyszałem.
Sytuację uratowało dopiero przybycie policji, która wezwała karetkę, bo okazało się, że kobieta potrzebuje pomocy lekarza.
Na moje żądanie policjanci zebrali personalia świadków - podobnie jak ja oburzonych sytuacją. Obecność policjantów nie powstrzymała kontrolera od dalszego lżenia pasażerki. Funkcjonariusz kilkakrotnie upominał go, żeby nie nazywał kobiety "wariatką". Patrol zabrał pracowników Renomy na posterunek. Żaden kontroler nie miał jakichkolwiek śladów szarpaniny. Dysponujemy zdjęciem, które to potwierdza.
Agresywny osiłek to "nienaganny pracownik"Tego dnia sprawa wydawała się jasna. W tramwaju i na przystanku był monitoring, byli świadkowie, część zajścia widzieli także policjanci. Pisząc artykuł, byłem pewien, że nic nie uchroni kontrolerów przed karą. Pomyliłem się.
W środę Renoma przeszła do ofensywy. Po konsultacji z firmą wiceprezydent Gdańska Maciej Lisicki ogłosił, że sytuacja wyglądała inaczej, niż ją opisałem. To pasażerka była agresywna, a nie ubrany w zieloną koszulkę "nienaganny pracownik".
Przedstawił on swojej dyrekcji i miastu obdukcję, z której wynika, że jest posiniaczony i podrapany "jakby go tygrys pazurami chlasnął". Wiceprezydent dodał też, że "gdyby ta pani miała bilet, to problemu by nie było". Przy okazji wyszło na jaw, że nowa kamera zainstalowana w tramwaju "się zepsuła" i nie ma nagrania z zajścia.
Dzień później wiceprezydent Lisicki zreflektował się. Przeprosił za swoje słowa o braku biletu i przyznał, że każdy zasługuje na godne traktowanie. A wieczorem Antoni Szczyt, wiceszef wydziału komunalnego urzędu miasta, wystąpił w TVP Gdańsk i również przeprosił poszkodowaną pasażerkę. W tym samym programie wypowiedział się jednak także wicedyrektor Renomy Sławomir Pujszo. Stwierdził, że kontrolerzy są niewinni, kobieta jest notoryczną gapowiczką, a "Gazeta" kłamie. I cytował z kartki fragmenty zeznań kobiety złożonych policjantom - kobieta powiedziała im, że "najprawdopodobniej" została powalona przez kontrolera. Zatem zeznania nie są jednoznaczne.
Policja szuka przeciekuWczoraj zapytaliśmy rzecznika gdańskiej policji Adama Reszczyńskiego, jakim cudem te materiały trafiły w ręce Renomy.
Policjant przyznał, że to dziwne. Na tym etapie postępowania objęte są tajemnicą. Po godzinie zatelefonował do nas: - Poinformowałem o tym przełożonych. Wszczęto postępowanie wyjaśniające, czy doszło do złamania prawa.
Rodzina poszkodowanej poprosiła, żebyśmy ujawnili, że jest ona osobą niepełnosprawną z bardzo wysokim uszczerbkiem na zdrowiu. Cudem przeżyła wypadek samochodowy, w którym odniosła poważne obrażenia głowy. Przez długi czas była w śpiączce. Do dzisiaj przechodzi rehabilitację. Po poniedziałkowym zajściu jest poobijana, na obu rękach ma zadrapania i siniaki. Ma też siniaka na skroni i podbite oko. Skarży się na bóle głowy, ma kłopoty z chodzeniem.
Kobiety nie stać na pomoc prawną. Ale jej sprawą bezpłatnie zajął się mecenas Grzegorz Ksepko z sopockiej Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Głuchowski Jedliński Rodziewicz Zwara i Partnerzy.
Gdańsk to tylko jedno z miast, w których Renoma zajmuje się kontrolą biletów. Działa także w Warszawie i Bydgoszczy.