Uroczyste otwarcie festiwalu: tłumy nowojorczyków wypełniają księgarnię powerHouse Arena w artystycznej części Brooklynu. Azjatyckie specjały, najświeższe albumy. Za chwilę pod Manhattan Bridge zapali się samochód. Zgromadzi się wokół niego wielu gości festiwalu. Wszyscy będą fotografować buchający z silnika ogień aparatami w telefonach.
Ta scena to metafora stanu dzisiejszej fotografii - każde wydarzenie jest utrwalane na setkach zdjęć przez przypadkowych przechodniów. Płonący wehikuł, który przerażał i zarazem wprawiał w zachwyt, mógłby stać się tematem każdej z czterech ekspozycji festiwalu.
Ich kuratorzy brali pod uwagę fotografię, która traktuje rzeczywistość w sposób konceptualny. Taki, w którym idea i zamysł artystyczny biorą górę nad tradycyjną narracją fotoreportażową. Tej na festiwalu zabrakło. Co dziwi o tyle, że współorganizatorem była jedna z najbardziej prestiżowych agencji fotoreporterów na świecie - VII.
Dzień przed otwarciem spotykam się z Martinem Parrem, kuratorem i jednym z najlepiej rozpoznawalnych dziś fotografów. Jego dowcipne ujęcie uroków i brzydoty społeczeństwa konsumpcyjnego jest dziś najchętniej naśladowanym stylem.
Parr oprowadza mnie po galeriach. "Nowe typologie" - to wystawa prac ośmiu fotografów z różnych krajów, których łączy wybór podobnej formy. Typologia - studium typów - to jeden z najpowszechniejszych trendów we współczesnej fotografii dokumentalnej. Zamiast tradycyjnej narracji mamy tu powtórzenia podobnych motywów, niemal kolekcjonerskie zafascynowanie obiektem. - Tradycyjny fotoreportaż z ludzkimi emocjami wyszedł z mody - mówi Parr. - Suchy, monotonny język typologii dużo lepiej porządkuje i tłumaczy chaotyczną rzeczywistość zglobalizowanego świata.
Holender Jan Banning stworzył serię portretów pracowników biurowych z całego świata w ich naturalnym środowisku, czyli za biurkiem. Różnorodność obiektów, które mają wokół siebie, wyraz twarzy, ubiór mówią wiele o mentalności i sposobie funkcjonowania społeczeństwa.
Ananke Asseff również szukała wspólnego mianownika do sportretowania klasy średniej w Argentynie. Kryzys gospodarczy, który dotknął ten kraj kilka lat temu, wpędził majętną część społeczeństwa w lęk. Wielu ma dziś broń. Na zdjęciach Asseff stateczni mieszkańcy Buenos Aires trzymają w ręku pistolety. Wyglądają dziwnie. Wielu, jak mówi autorka projektu, nie potrafi się nimi posługiwać.
Na tej samej wystawie zobaczyłam fotografie podwozia samolotów startujących z lotniska w Los Angeles autorstwa Amerykanina Jeffreya Milsteina, pilota i architekta. Gigantyczne powiększenia uchwyconych w tej samej pozycji błyszczących samolotów zdobionych na różnorakie sposoby wyglądają niczym okazy mechanicznych motyli przyszpilonych do białej ściany galerii.
"Chcemy wasze zdjęcia z festiwalu! Załadujcie wasze fotki na Flickr.com. Niech wszyscy je zobaczą" - ogłaszają na stronie internetowej www.newyorkphotofestival.com organizatorzy.
Wchodzę na stronę najpopularniejszego serwisu internetowego do gromadzenia i udostępniania zdjęć, wpisuję do wyszukiwarki słowa kluczowe dotyczące festiwalu. Wynik: kilkadziesiąt zdjęć pokazujących wnętrza galerii i panelistów podczas sympozjum. Banalne, kiepskie technicznie. Flickr to przepastny magazyn nudnych, niepotrzebnych zdjęć.
Jednak amatorskie zdjęcia zalewające internet traktowane jako zjawisko socjologiczne, źródło artystycznych inspiracji, przetworzeń i kreacji - to jeden z najbardziej pasjonujących wątków festiwalu.
"Nie róbmy więcej zdjęć, dopóki nie zużyjemy tych, które już powstały" - mówił Niemiec Joachim Schmid, którego prace znalazły się na wystawie "Wszechobecne obrazy". Schmid nie jest fotografem. Przetwarza istniejące fotografie z albumów rodzinnych, folderów reklamowych i gazet. Zestawia je, przetwarza, umieszcza w nowym kontekście. Pocięte przez niszczarkę zdjęcia sklejone w abstrakcyjny kolaż barw i fragmentów liter. Podczas wykładu Schmid prezentował zdjęcia, które wyłowił z Flickra. Same stopy - jak w kalejdoskopie zmieniały się kolory lakierów do paznokci, tatuaży, skarpetek i łańcuszków na kostkach.
Również Amerykanka Penelope Umbrico czerpie z internetu. Jej kolaż składa się z ponad 2 tys. zdjęć zachodzącego słońca. Wszystkie fotografie anonimowych amatorów Umbrico ściągnęła z Flickra. - Niesamowite, jak szybko przybywa tych zdjęć. Jest ich już około 3,5 mln. Co kwadrans o sto więcej.
Na wystawie, której kuratorką była Kathy Ryan, fotoedytorka "The New York Times Magazine", m.in. cykl "Autopsja" Raphaela Dallaporty przedstawiający organy ciała sfotografowane na czarnym tle. Przy zdjęciach informacja o osobach, do których należały. "36-letnia narkomanka. Znaleziona martwa na łóżku przez przyjaciół" - to opis do fotografii pokazującej mózg.
Ryan pokazała też słynne zdjęcia Rogera Ballena - portrety ludzi i zwierząt na tle obdartych, zabazgranych ścian w tajemniczym domu gdzieś w Afryce Południowej. Popularnością cieszyła się wystawa zdjęć z cyklu "Vinter" Larsa Tunbjörka, opowieści o depresyjnych, pozbawionych dziennego światła zimowych miesiącach - zmorze Skandynawów. Dlaczego fotoedytorka jednego z najbardziej prestiżowych magazynów na świecie nie pokazała tradycyjnego fotoreportażu? - Organizatorzy dali kuratorom wolną rękę - odpowiada Ryan. - Fotografia prasowa to mój chleb powszedni. Tutaj chciałam pokazać bardziej abstrakcyjną, poetycką stronę tej sztuki.
Jedyna wystawa, na której można było posmakować fotoreportażu, znalazła się poza głównym programem festiwalu, w ciemnej galerii zalanej wodą, z kładkami dla widzów. Z rzutników puszczono w zupełnej ciszy znakomite fotografie prasowe z ostatnich 20 lat. I ta nieco offowa prezentacja była niczym oaza prawdziwego życia. Pełne emocji historie fotoreporterów zbliżały do rzeczywistości.
W czasie festiwalu odbywało się również seminarium agencji VII. Owacjami przyjęto prezentację Jamesa Nachtweya, współzałożyciela VII, największego żyjącego fotografa wojennego. Jak zwykle w nieskazitelnie białej koszuli, o której zwykło się mówić, że jest w czasie wojny jak biała flaga, Nachtwey mówił pompatycznie o misji fotografa jako świadka wydarzeń. Przerażające obrazy głodu, okrucieństwa, cierpienia ofiar - nad zdjęciami Nachtweya nie trzeba się długo zastanawiać. Wzruszają, przerażają, zachwycają. Czy ich czas minął?
Młody fotograf wojenny Ashley Gilbertson opowiada mi o swoim nowym pomyśle. - Było już tyle zdjęć z Iraku, że trudno jest zrobić coś świeżego. Mój pomysł na fotoreportaż to seria zdjęć domowych łóżek żołnierzy poległych w Iraku. Już zrobiłem jedno - widać na nim kolekcję plastikowych dinozaurów na nocnym stoliku. Wcale nie trzeba jechać do Iraku, żeby pokazać, jak bezsensowna jest ta wojna - mówi.
Źródło: Gazeta Wyborcza