http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie każdy wahabita jest terrorystą

Agnieszka Skieterska, Sarajewo
2008-04-24, ostatnia aktualizacja 2008-04-24 22:21

Co musi się wydarzyć w życiu człowieka, który nagle w środku Europy zaczyna żyć według surowych reguł szariatu? To pytanie ważne nie tylko dla Bośni, ale dla całego kontynentu

Syryjczyk Abu Hamza walczył w wojnie w Bośni. Tu znalazł żonę,wdowę po zamordowanym imamie z trójką dzieci. Kolejnych troje urodziła ona już Hamzie. Dziś Hamza jest liderem mudżahedinów - cudzoziemskich bojowników, którzy walczyli w wojnie w Bośni. Na zjęciu: Abu Hamza wraz ze swoimi dziećmi i pasierbami
FOT. AGNIESZKA SKIETERSKA
Syryjczyk Abu Hamza walczył w wojnie w Bośni. Tu znalazł żonę,wdowę po...
Syryjczyk Abu Hamza stracił niedawno obywatelstwo Bośni i Hercegowiny, bo "zagrażał bezpieczeństwu kraju". Gdy w kapciach i czarnej sukmanie do kostek wita mnie w swym domu w Sarajewie, nie wygląda na groźnego. Serdecznie przytula swoje dzieci. Ale z racji wyznania i przeszłości wojennej wielu Serbów i Chorwatów uważa go za terrorystę.

Do Jugosławii przyjechał w 1983 r. Studiował medycynę w Belgradzie. Potem zamieszkał w chorwackiej Rijece. Jego życie zmieniło się we wrześniu 1992 r.

- W Rijece spotkałem uchodźcę z Bośni, ojca z trójką dzieci. Jego 13-letnia córka nie mówiła. Spytałem, czy tak było zawsze. Odpowiedział: nie, zamilkła kilka dni temu, gdy jej matka została zgwałcona i zabita na jej oczach. Chwilę później żołnierze zgwałcili też dziewczynkę - opowiada 44-letni Imad al Husini, którego w Bośni wszyscy nazywają Abu Hamzą. - Wtedy rzuciłem wszystko i pojechałem walczyć do Bośni. Zrobiłem to z przyczyn religijnych, aby bronić Muzułmanów.

Dziś jest liderem mudżahedinów - bojowników, którzy w trakcie wojny 1992-95 przybyli do Bośni głównie z krajów arabskich, by pomóc tutejszym Muzułmanom. Jest również najbardziej znanym wahabitą, jak określa się tu wyznawców sunnickiej wersji fundamentalistycznego islamu, którzy za jedyne źródło praw uznają Koran i oparty na nim surowy szariat.

W Bośni znalazł żonę - wdowę po imamie zamordowanym przez Serbów w obozie w Omarskiej. To właśnie zdjęcia wygłodzonych więźniów za drutami kolczastymi tego obozu i informacje o wyjątkowo brutalnych torturach, jakie tam stosowano, wstrząsnęły światem. Te fotografie przypominały Auschwitz, choć zostały zrobione w latach 90. Żona Syryjczyka z imamem miała już trójkę dzieci. Kolejnych troje urodziła Hamzie.

Teraz grozi mu deportacja z nowej ojczyzny. Rozwścieczony Abu Hamza oznajmił, że sprowadzi do Bośni 5 tys. mudżahedinów i urządzi "wesele". Nie chce tłumaczyć, co miał na myśli, ale władze w Sarajewie uważają, że groził państwu.

Brodacze w szarawarach

Nie każdy wahabita to terrorysta, ale każdy terrorysta to wahabita - ten slogan powtarzają w Bośni specjaliści od terroryzmu. W ostatnich latach zdarzało się znajdować w tym kraju pasy samobójcze wypełnione ładunkami wybuchowymi i filmy wzywające do świętej wojny. Prasa pisała o obozach treningowych dla terrorystów. Na początku kwietnia bośniacka policja aresztowała pięć osób podejrzanych o przygotowywanie ataku bombowego. W ich domach znaleziono miny przeciwczołgowe i instrukcje dotyczące konstrukcji ładunków wybuchowych.

Po takich informacjach, którymi żyją bałkańskie media, bośniaccy prawosławni i katolicy zaczynają podejrzliwie patrzeć na każdego, kto wchodzi do meczetu. Tyle że w tej części Bałkanów takie myślenie nie ma sensu. Bośnia przez 500 lat była częścią Imperium Osmańskiego, nawet najstarsza wzmianka o jej stolicy - Sarajewie - zachowała się w języku arabskim.

Dziś jednak bośniacki islam, który wyznaje ok. 40 proc. ludności tego kraju, zmienia się. Także za sprawą wahabitów. Na ulicach Sarajewa spotkać można brodaczy w szarawarach i kobiety zasłaniające twarz burką, czego wcześniej nie widywało się w wieloetnicznym mieście.

Bałkany się islamizują! - grzmią eksperci. Wahabitami szczególnie chętnie straszą Serbowie. Patrząc choćby na Bośnię, Macedonię czy Kosowo - mają rację. Niewielu zastanawia się jednak nad przyczynami tego zjawiska. Co musi się wydarzyć w życiu człowieka, który nagle w środku Europy zaczyna żyć według surowych reguł szariatu, a żonie nakazuje nosić powłóczyste szaty, czasem też zasłaniać twarz? Czemu zamiast potańcówek wybiera studiowanie Koranu w meczecie? Dziś, gdy ekspansji radykałów w Bośni boją się nawet umiarkowani Muzułmanie, którzy coraz częściej muszą walczyć z wahabitami o kontrolę nad meczetami, odpowiedzi na te pytania stają się ważne dla całej Europy.

Darmowa zupa wzmacnia wiarę

Nie ma dowodów, że w Bośni działają obozy dla terrorystów. Policja nie potwierdza tego, ale też nie zaprzecza, zasłaniając się tajemnicą operacyjną. Kraje arabskie zupełnie legalnie sponsorują natomiast inne obozy - wakacyjne dla dzieci. Często organizują je wahabici. Działają według sprawdzonej metody - wszędzie tam, gdzie nie starcza pieniędzy zachodnich, edukują dzieci, otwierają stołówki i darmowe kawiarenki internetowe, organizują zajęcia sportowe. Wznoszą meczety. Zyskują zwolenników i autorytet, budując przy tym swoją strukturę, niezależną od oficjalnych, umiarkowanych przywódców religijnych.

W niespełna czteromilionowej Bośni działa blisko 150 muzułmańskich organizacji pozarządowych, które skupiają swą działalność głównie na młodym pokoleniu. Wiele z nich jest finansowanych przez kraje arabskie. Co jakiś czas rząd federalny Bośni delegalizuje kilka z nich. Nie podaje przyczyn, bo są tajne.

- Kiedyś ludzie byli przede wszystkim Jugosłowianami, a dopiero w drugiej kolejności Muzułmanami, Serbami czy Chorwatami. Teraz narodowość i religia są na pierwszym planie - tłumaczy Juan Antunez, znawca islamu i analityk stacjonujących w Bośni europejskich sił wojskowych EUFOR.

W latach wojny Chorwatów wspierał Zagrzeb, Serbów - Belgrad. Wyznawcy islamu nie mieli protektorów. Ich szeregi zaczęli zasilać ochotnicy z krajów islamu: Syrii, Jemenu, Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Afganistanu, północnej Afryki. Przyjeżdżali na świętą wojnę, by bronić religii i "braci". Czasem, by uciec przed sądami i wyrokami w swojej ojczyźnie. Walczyli w specjalnym oddziale "El Mudżahedin", który Serbowie i Chorwaci oskarżają o liczne zbrodnie. Muzułmańskich bojowników w Bośni szkolili afgańscy talibowie.

- Na początku było nas 80-90, pod koniec wojny, w 1995 r. - 1,5 tys. Bośniaków i obcokrajowców - mówi o swoim oddziale Abu Hamza. - Od 1992 r. przez nasz oddział przewinęło się blisko 600 osób z innych krajów.

Według różnych szacunków w Bośni walczyło nawet do 6 tys. mudżahedinów. Po zakończeniu walk zostali w nowym kraju. Około 1,5 tys. osób otrzymało obywatelstwo Bośni. Dostawał je każdy, kto zadeklarował, że będzie lojalny wobec państwa, albo - jak Abu Hamza - walczył w armii bośniackiej.

Wahabita w naszej wsi

Po wojnie w Bośni pojawiło się nowe zjawisko - wioski wahabitów. Przybysze z krajów arabskich, którzy nie chcieli lub nie mogli wrócić do swych ojczyzn, musieli gdzieś zamieszkać.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Chcesz iść na mecz? Idź do kina

Łatwiej chyba polecieć na Marsa niż dostać się na mecz naszej reprezentacji

Michał Boni U Agnieszki Kublik: Rząd dostał lekcję

- Proszę mi pokazać innego premiera, polskiego czy ze świata, który potrafił w tak trudnej sytuacji powiedzieć 'przepraszam' i zacząć tę trudną debatę

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W piątek z ''Gazetą'':

  • Gazeta Telewizyjna