Tegoroczna sztafeta z ogniem olimpijskim przez Londyn, Paryż i Los Angeles musiała biec w otoczeniu protestującego tłumu, chroniona przez policję. Ale w Chinach - dokąd trafi w maju - witana będzie z prawdziwym entuzjazmem.
Trasa olimpijskiej pochodni przebiega przez Tybet i jego stolicę Lhasę. Organizacje tybetańskie i broniące praw człowieka apelują do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o zmianę tej trasy. Bo w tym samym czasie w chińskich aresztach w Tybecie oczekiwać będą na procesy tysiące uwięzionych w związku z - w większości pokojowymi - wystąpieniami. Taki sam apel wystosowała "Gazeta" i jej czytelnicy (apel można podpisać i wysłać ze strony www.gazetawyborcza.pl).
Główny sponsor olimpijskiej sztafety - koreański koncern Samsung - który tak reklamuje swoje logo - informuje na polskiej stronie internetowej, że w ciągu dziesięciu lat sponsorowania igrzysk olimpijskich "wartość marki Samsung wzrosła ponadpięciokrotnie". A z okazji igrzysk w Pekinie firma zamierza wypuścić trzy "olimpijskie" modele telefonów komórkowych.
Czy w związku z wydarzeniami w Tybecie Samsung przyłączy się do apelu o zmianę trasy? Nic na to nie wskazuje.
"Wyrażamy nadzieję, iż sytuacja w Tybecie zostanie rozwiązana bez dalszych aktów przemocy. Jako sponsor olimpijski w ramach Igrzysk Olimpijskich Pekin 2008 koncentrujemy się w dalszym ciągu na zapewnianiu istotnych zasobów dla potrzeb olimpijczyków i samych igrzysk" - taką oficjalną odpowiedź centrali koncernu uzyskaliśmy. Nie dostaliśmy odpowiedzi na kolejne pytania, m.in.: na czym koncern opiera nadzieję na pokojowe rozwiązanie, skoro z Tybetu świadczą o czymś przeciwnym; czy odżegnuje się od moralnej odpowiedzialności za wykorzystywanie sztafety przez chińskie władze do politycznej propagandy?
W sztafecie po Chinach biec mają Polacy, których wytypował Samsung: aktor Paweł Małaszyński i piosenkarka Reni Jusis. Propozycję uczestnictwa dostali jeszcze w zeszłym roku. Samsung sponsorował też konkurs, w wyniku którego wyłoniono dwóch dalszych uczestników sztafety.
Czy w obecnej sytuacji Małaszyński i Jusis chcą nadal biec w sztafecie? Piosenkarka - i jej agentka - unika kontaktów z mediami w tej sprawie (koncern Samsung w zeszłym roku był patronem jej trasy koncertowej po Polsce).
A Paweł Małaszyński mówi "Gazecie": - Przyłączam się do apelu, żeby sztafeta nie szła przez Tybet. Wiem o cierpieniach tego narodu i nie popieram tego, co Chiny robią w Tybecie. Co do mojego uczestnictwa w sztafecie - jeszcze nie zdecydowałem. Będę się przyglądał rozwojowi sytuacji. Ale czuję się okropnie. To miało być wspaniałe przeżycie - powiedział "Gazecie".
***
Więcej o Tybecie w specjalnym raporcie GW oraz na blogu Tybet Watch