Wczoraj taką wiadomość podał na blogu - powołując się na "dobre kościelne źródło" - publicysta "Polityki" Adam Szostkiewicz. Autor podkreśla, że byłby to koniec Gdańska jako ośrodka kościelnego o charakterze ekumenicznym, krytycznego w stosunku do ksenofobii "Radia Maryja". Abp Głódź jest bowiem znany z życzliwości dla toruńskiej rozgłośni i jej dyrektora o. Tadeusza Rydzyka.
W gdańskiej kurii od dwóch dni informacja o arcybiskupie Głódziu jako nowym ordynariuszu jest uważana za pewnik. Abp Gocłowski odmawia jednak komentarzy na ten temat.
Informacje potwierdza tez dziennikarz TVN Jacek Pałasiński. - Moje watykańskie źródła podają, że decyzja zapadła już w ubiegłym tygodniu pod wpływem nacisków Episkopatu Polski - mówi Pałasiński. - W Watykanie zdają sobie sprawę z jakościowej różnicy między Gocłowskim i Głódziem, dlatego są zdziwieni forsowaniem tej kandydatury. Od dwóch dni odbieram wprawdzie sygnały, że możliwa jest jeszcze niespodzianka. Zobaczymy, czy Stolica Apostolska zdecyduje się pójść na udry z Episkopatem Polski.
Abp Gocłowski swoją misję kończy 17 kwietnia br. - na ćwierćwiecze przyjęcia sakry biskupiej. Uroczystości pożegnalne odbędą się dwa dni później. I najpóźniej wtedy Kościół ujawni nazwisko jego następcy.
Z perspektywy przyjścia do Gdańska abp. Głódzia cieszy się ks. Henryk Jankowski, który za antysemickie wypowiedzi i uprawianie polityki z ambony został ukarany przez abp. Gocłowskiego odsunięciem od kierowania gdańską parafią św. Brygidy.
- Jeśli Głódź tu przyjdzie, zrobi z tą diecezją porządek po Gocłowskim - mówi ks. Jankowski. - Dobrze, bardzo dobrze.
Źródło: Gazeta Wyborcza