Prof. Zyta Gilowska, którą PiS się wielokrotnie chlubił, na pierwszym posiedzeniu Sejmu wstała razem z większością sali, witając Lecha Wałęsę. Cała Polska mogła obejrzeć, jak ją za to strofuje Jarosław Kaczyński. Wałęsa? "Nie darzę go tak wielkim szacunkiem, żeby wstawać, gdy mu biją brawo" - wyjaśniał swoją siedzącą pozycję w "Fakcie".
A co do Gilowskiej. Uległa "owczemu pędowi" i dlatego przywoływał ją do porządku. Intelektualiści PiS winni się też zastanowić, gdzie się wychowali. Jeśli na podwórku - powinni przystąpić do korpusu intelektualistów jakiejś innej partii. - Nie nadaję się na Tuska. Nie wychowałem się na podwórku, ale trochę w lepszych miejscach - zapewniał niedawno prezes PiS.
Nie znaczy to, że prezes Kaczyński nie ma szacunku dla ludzi. Przeciwnie - nieskończoną liczbę razy powtarzał on tezę o nierównomiernej w Polsce redystrybucji godności. O tym, że o jednych można powiedzieć wszystko, co złe, a o drugich - nic. No i prezes z tym walczy.
Jak tylko jego partia doszła do władzy, nazwał b. prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Zolla "tchórzem" i "obrzydliwym oportunistą". Bo takim staje się każdy, kto krytykuje PiS. A kto krytykuje Zbigniewa Ziobrę, zaciąga się do "frontu obrony przestępców". A kto się z PiS nie zgadza, stoi tam, gdzie kiedyś stało ZOMO.
Intelektualista PiS powinien też wziąć pod uwagę, że każde odchylenie od linii PiS, czyli od myśli prezesa, jest karygodne. Jaka jest jednak aktualna linia PiS? Aby taką wiedzę zdobyć, intelektualista powinien słuchać Radia Maryja, oglądać Telewizję Trwam, czytać "Nasz Dziennik" i "Naszą Polskę". To jedyne media chwalone przez prezesa i PiS. Może jeszcze radio i telewizja publiczne nie są piętnowane, lecz tylko trochę krytykowane.
Ale TVN czy Polsat to samo zło. Ich właściciele to oligarchowie i "to nie są postaci z albumu chwały". Radia są niemieckie, a słowo "niemiecki" u prezesa PiS to inwektywa. Nawet "Fakt" i "Dziennik" okazały się ostatnio niemieckie. Do tej pory mu nie przeszkadzało niemieckie pochodzenie Springera. Dopóki uważał, że "Dziennik" i "Fakt" popierają PiS.
To, że "Gazety" intelektualista PiS nie bierze do ręki, jest oczywiste. Zdaniem prezesa PiS "Gazeta" jest organem KPP przypominającym stalinowską "Trybunę Ludu" i pozostającym w koalicji z mordercami ks. Popiełuszki.
I jeszcze jedno: choć prezes oczekuje od intelektualistów walenia głową w mur, to nawet codzienne, udokumentowane walenie w mur nie gwarantuje intelektualiście powodzenia. W każdej chwili bowiem Jarosław Kaczyński może uznać, że danego intelektualistę nasłał mu układ. Albo że cały kongres to robota układu.
Źródło: Gazeta Wyborcza