Andrzej Dera, Krzysztof Jurgiel, Bogusław Kowalski, Antoni Macierewicz, Gabriela Masłowska, Anna Sobecka, Jan Szyszko... 55 ze 159 posłów PiS było wczoraj przeciw temu, aby ratyfikacja traktatu lizbońskiego odbyła się w parlamencie. Chcieli referendum. 89 posłów PiS, w tym liderzy, było za pierwszym rozwiązaniem. Jest ono dla traktatu mniej ryzykowne, bo w Sejmie jest dwie trzecie głosów potrzebnych do ratyfikacji. Nawet bez PiS-owskich eurosceptyków.
Pozostaje jednak pytanie, czy partia Jarosława Kaczyńskiego wyjdzie z tej debaty cało? Trudno bowiem oczekiwać, aby obecna w niej prawica narodowa czy posłowie radiomaryjni traktat polubili. W minionej kadencji Sejmu, podczas podobnego sporu "o pryncypia", czyli o aborcję, z PiS odeszła grupa posłów związanych z Markiem Jurkiem.
Według naszych informacji Kaczyński i szef klubu Przemysław Gosiewski zrobili wiele, by powtórki z aborcji nie było. - Próbują uniknąć tamtych błędów - mówi poseł PiS. - Nie stawiają przeciwników pod ścianą. Nie ogłosili dyscypliny głosowania. Dali się wygadać. Debacie o traktacie poświęcono dwa posiedzenia klubu - trwała "do wyczerpania listy mówców".
Politycy z PiS-owskiego świecznika, tacy jak Gosiewski i wiceprezes partii Adam Lipiński, powtarzali, że "są za drogą parlamentarną". Ale zaraz dodawali: - Jeśli ktoś woli referendum, to proszę bardzo, może głosować za referendum.
Obie strony wyłożyły racje. Posłowie narodowi i radiomaryjni (np. Masłowska, Macierewicz) ostrzegali, że traktat lizboński to "de facto europejska konstytucja" stanowiąca "ostatnie akordy w budowaniu jednolitego państwa unijnego". Referendum jest zaś ostatnią szansą na zablokowanie tego procesu.
Gosiewski z Lipińskim też ostrzegali. Ale przed referendum: - Dzięki niemu mogą ponownie urosnąć ruchy radykalne. Do polityki wrócą Giertych i LPR.
Czy taka taktyka liderów okazała się skuteczna?
Opinie w PiS są sprzeczne. - Moim zdaniem tak - mówi poseł nr 1. - Podczas posiedzeń klubu zwolenników referendum oklaskiwało jakieś 80 osób. A więc ok. 30 zmieniło zdanie. Sukcesem jest i to, że udało się uniknąć atmosfery wzajemnych pretensji. Podczas debaty aborcyjnej pretensji było mnóstwo.
Poseł nr 2 opisuje sytuację mniej różowo.
- Przyznam - mówi - że chyba nikt się nie spodziewał, iż tak liczna grupa posłów zagłosuje przeciwko parlamentarnemu trybowi ratyfikacji traktatu. Wcześniej mówiło się o maksimum 20 osobach - stronnikach Radia Maryja i przeciwnikach traktatu. Okazało się jednak, że to jedna trzecia klubu. Prezes Kaczyński otrzymał jasny znak: z tym środowiskiem musi się bardzo liczyć.
Jak więc będzie podczas ratyfikacji traktatu? Poseł nr 1 twierdzi, że "55" nie jest monolitem. Głosowała za referendum z różnych powodów: - Jedni są przeciw traktatowi, inni uważają, że referendum to okazja do debaty o Unii. Ci drudzy zawieszą teraz rękawice na kołku.
Te różnice widać także w wypowiedziach posłów z "55" dla mediów.
Masłowska zapowiada, że będzie przeciw ratyfikacji. Zbigniew Girzyński unika deklaracji.
Związany z Radiem Maryja "Nasz Dziennik" apeluje do posłów: "Zablokujcie ten traktat".
pw
Tak decydował wczoraj Sejm. Przeciwko takiemu rozwiązaniu głosowała niemal jedna trzecia klubu PiS.
Premier Donald Tusk, wychodząc z Sejmu, powiedział, że dobrze się stało, iż Sejm zdecydował o parlamentarnym trybie ratyfikacji traktatu lizbońskiego. - Uważam, że wszyscy głosujący wiedzą, że Polacy są za dalszą integracją z unią - mówił premier. Jego zdaniem Polacy chcą szybkiej ratyfikacji traktatu. Jedynym, co może wzbudzać obawy, gdyby traktat był ratyfikowany na drodze referendum, byłaby frekwencja. W Polsce, aby referendum było ważne, wymagana jest 50-procentowa frekwencja.
Przeciwko ratyfikacji traktatu albo za przyjęciem go w referendum opowiadała się grupa eurosceptyków związanych m.in. z Radiem Maryja, dawnym LPR. Za referendum jest również rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski. Jednak podczas głosowania na 419 posłów tylko 55 zagłosowało przeciw (siedmiu wstrzymało się od głosu).
Pewnym zaskoczeniem jest liczebność głosujących "przeciw" członków PiS, choć Jarosław Kaczyński przedstawia traktat lizboński jako jeden z największych sukcesów prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prace nad ustawą upoważniającą prezydenta do ratyfikacji traktatu rozpoczną się na następnym posiedzeniu Sejmu (w połowie marca).
Źródło: Gazeta Wyborcza