PiS zamówił więc badania, na podstawie których specjaliści od wizerunku PiS Adam Bielan i Mariusz Kamiński planują kampanię o odzyskanie wyborców. Na weekend, w który przypada sto dni rządu, PiS zapowiada fajerwerki w telewizji. Na razie pokazał (najpierw "Dziennikowi") spot-kreskówkę, w którym Donald Tusk występuje jako czarny charakter w bajce o Czerwonym Kapturku. Jarosław Kaczyński śmiał się wczoraj, że w tej bajce chętnie byłby gajowym.
Wojciech Szacki: PiS jest bardzo aktywne. Sławomir Nowak z PO kpi nawet, że dopadła was biegunka konferencyjna, ale wasze notowania są takie sobie. Przewaga Platformy jest ogromna...
Adam Bielan, rzecznik PiS: Sprawdzaliśmy poparcie dla innych partii rządzących. PiS utrzymywał je najdłużej i poniżej poziomu z wyborów 2005 r. spadł 13 miesięcy po wyborach. Dlatego przypuszczam, że PO jeszcze przez parę miesięcy, być może do końca roku, nie spadnie poniżej czterdziestu paru procent w sondażach.
Skąd taki pesymizm w ustach rzecznika PiS?
- Robiliśmy badania fokusowe. Wyborcom Platformy z 2007 r. przedstawiliśmy argumenty przeciw ich partii: że rząd jest leniwy, że obietnice wyborcze są niespełnione. I oni byli na te argumenty głusi, wręcz utwierdzali się w poparciu dla PO.
Ale dziś to nie jest nasze główne zmartwienie. Platforma zacznie w końcu ponosić koszty rządzenia. Naszym zmartwieniem są wyborcy, których straciliśmy już po wyborach. To nienaturalne, bo np. po przegranych wyborach w 2005 r. PO zyskiwała. A my z 32 proc. spadliśmy do blisko 23 proc. I PiS musi do tych 32 proc. wrócić.
Czemu to takie ważne, skoro do wyborów jeszcze sporo czasu?
- Niższe notowania robią w partii złą atmosferę. Mogą skusić kogoś do wystawienia konkurencyjnych prawicowych list do Parlamentu Europejskiego. Pojawiały się już plotki, że powstanie partia związana z o. Tadeuszem Rydzykiem, albo że partię założą uciekinierzy z PiS: Kazimierz Ujazdowski z Pawłem Zalewskim. Wyższe notowania PiS byłyby dla nich utrudnieniem. Popularność w sondażach i realna szansa powrotu do władzy ułatwia też współpracę z innymi, niepartyjnymi organizacjami, choćby związkami zawodowymi.
Jakich wyborców straciliście?
- Zbadaliśmy to dość dokładnie, zamówiliśmy szczegółowe analizy socjologiczne. Większe niż przeciętne spadki zanotowaliśmy wśród wyborców o poglądach prawicowych, mieszkających na wsiach i w małych miasteczkach, słabiej wykształconych. Ich stosunkowo łatwo skłonić do zmiany poglądów. Teraz poddali się propagandzie Tuska, ewentualnie zasilili szeregi niezdecydowanych.
Jak chcecie przyciągnąć ich z powrotem?
- PiS musi ujednolicić przekaz. Mówiąc po ludzku - skupić się na kilku najważniejszych sprawach. Na razie panuje powyborcze rozprzężenie, z którego szydzi Nowak. Jednak powoli wyłaniają się już z tego fundamenty przyszłych kampanii. Będą to np. podwyżki dla budżetówki, które są za małe; autostrady, których nie przybywa i środki unijne, które - jak się spodziewamy - będą słabiej wykorzystywane. Skoncentrujemy się też na edukacji i służbie zdrowia.
Słabe to fundamenty. Autostrad sami nie zbudowaliście za wiele, a edukację oddaliście Giertychowi...
- Musimy chwycić byka za rogi. To są sprawy, którymi żyją zwykli ludzie.
Macie jakiś harmonogram odzyskiwania poparcia?
- Zaczynamy od walki o naszych dawnych wyborców, w drugiej kolejności o resztki po LPR i Samoobronie. Potem - o miękki elektorat Platformy, tych, którzy głosowali na nią bez przekonania. Na przełomie 2008 i 2009 r. powalczymy o twardszy elektorat PO, który dziś jest dla nas jeszcze niedostępny.
A czemu - jak nie walce o wykształciuchów - ma służyć spotkanie z propisowskimi intelektualistami na początku marca?
- Służy temu samemu co konwencje partyjne. Ludzie muszą czasem zobaczyć się w grupie, przekonać się, że inni myślą podobnie. W przypadku intelektualistów dochodzi jeszcze jeden motyw. Ludzie sugerują się czasem poglądami autorytetów, a PiS ma łatkę partii, której autorytety nie lubią. Chcemy więc pokazać, że to nieprawda. Chcemy przekonać wszystkich, że głosowanie na PiS to nie obciach.
Piękna teoria. A potem prezes Kaczyński na konferencji mówi, że nie będzie rozmawiał z RMF FM, bo to niemieckie radio. Wiceszefem partii za Kazimierza Ujazdowskiego zostaje Marek Kuchciński. To odstręcza wykształconych. Czy prezes potrafi dostosować swój język do wyników badań?
- [długa cisza]. Jarosław Kaczyński nie nagina poglądów do wyników badań. Mówi barwnym językiem, który budzi kontrowersje. Jednak ten sam Jarosław Kaczyński wygrywał już wybory. Próby całkowitej zmiany jego wizerunku przyniosłyby efekty odwrotne od zamierzonych.
Na koniec pytanie półżartem: czemu zdradza pan takie tajniki pisowskiej kuchni "Gazecie"?
- Odpowiem nie wprost: mija sto dni rządu, mija też sto dni PiS jako opozycji. To wystarczający okres, aby szukać nowej formuły.
Źródło: Gazeta Wyborcza