Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga zadecydowała wczoraj, że zajmie się sprawą zagłuszania rozmów telefonicznych pielęgniarek, które w zeszłym roku okupowały kancelarię premiera. Zawiadomienie skierował szef MSWiA Grzegorz Schetyna.
Kierujący BOR gen. Marian Janicki ujawnił niedawno, że Biuro stosowało przez kilka dni urządzenia blokujące rozmowy z telefonów komórkowych pielęgniarek. Aparatura umieszczona była według notatki Janickiego w pomieszczeniach przylegających do tych, które okupowały cztery pielęgniarki. Kobiety od początku podejrzewały, że ich telefony są zagłuszane, ale ówczesny rząd temu zaprzeczał.
Dopiero b. szef MSWiA Janusz Kaczmarek w wydanym ostatnio wywiadzie rzece potwierdził fakt zagłuszania, dodając, że użyto do tego sprzętu z ABW.
Wczoraj Radio RMF podało, że zgodę na zagłuszanie podpisał premier Jarosław Kaczyński. Nosi ona jednak datę 26 czerwca, czyli dnia, kiedy pielęgniarki wyszły z kancelarii. - Najwyraźniej w ten sposób próbowano zalegalizować te działania - mówi nam anonimowy oficer BOR, dodając, że dokument z podpisem b. premiera razem z zawiadomieniem Schetyny o podejrzeniu popełnienia przestępstwa trafił do prokuratury, która bada, czy zagłuszanie było legalne.
Kaczyński wczoraj odmówił komentarza. Zaatakował za to RMF: - Ja bym bardzo prosił radia, w szczególności niemieckie, by nie prowadziły kampanii zmierzającej do tego, aby odwracać uwagę od ważnych spraw, a zajmować się jakimiś bzdurami, zupełnie drobnymi wydarzeniami. To powinno dotyczyć wszystkich mediów, ale media niemieckie powinny być tutaj szczególnie ostrożne, bo zawsze mogą być posądzone o wtrącanie się do polskich spraw wewnętrznych - powiedział b. premier.
O śledztwie w sprawie zagłuszania Kaczyński wyraził się, że jest ono "nadużyciem samym w sobie".
Źródło: Gazeta Wyborcza