Sikorski wyszedł ze spotkania ministrów spraw zagranicznych UE, gdy toczyła się niezwykle istotna dyskusja o statusie Kosowa i umowie stowarzyszeniowej Unii z Serbią. Mówił, że dyskusja ta była jedną z najbardziej burzliwych, jakie pamięta. Nie zdążył przedstawić polskiego stanowiska. Jego wyjście wywołało konsternację. Szef MSZ poleciał do Warszawy, bo "chce w ten sposób pokazać, jak bardzo szanuje prezydenta".
- Jeśli ktoś nie chce pomagać, to przynajmniej niech nie przeszkadza - skomentował sytuację zdenerwowany premier, który rozmawiał ze strajkującymi celnikami. To kolejny w ostatnich dniach konflikt rządu z prezydentem, dopiero co jego urzędnicy oskarżali MON, że na czas nie poinformował prezydenta o katastrofie samolotu CASA.
Według Sikorskiego prezydent chciał z nim rozmawiać po swojej telefonicznej rozmowie z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką. Na rozmowę z Sikorskim przez telefon Kaczyński się nie zgodził, nawet z użyciem bezpiecznej linii ambasady w Brukseli. Nie przystał też na propozycję przesłania depeszy z zapisem rozmowy z Juszczenką. Nie chciał również rozmawiać z wiceministrem spraw zagranicznych odpowiedzialnym za sprawy konsularne.
Konieczna była zdaniem prezydenta rozmowa w cztery oczy z szefem MSZ. Sikorski mówił w Brukseli, że nie ma pojęcia, jakie tematy będą poruszać. Domyślał się, że "chodzi o sprawę granicy". Od tygodnia z powodu włoskiego strajku celników zablokowane są przejścia graniczne na wschodzie. Po wejściu do Schengen okazało się również, że Ukraińcy mają trudności z uzyskaniem polskich wiz.
Sytuacja jest tym dziwniejsza, że dziś minister Sikorski ma wyjechać na Ukrainę, gdzie spotka się z prezydentem Juszczenką oraz szefem MSZ Wołodymirem Ohryzką. Omawiane mają być m.in. kwestie graniczne i energetyczne.
Wczoraj nie udało nam się uzyskać z Kancelarii Prezydenta informacji, dlaczego prezydent zdecydował się na wezwanie szefa MSZ. W komunikacie Kancelarii kluczowe wydaje się zdanie o konieczności spotkania w związku ze "zorganizowaną w trybie nadzwyczajnym" wizytą na Ukrainie.
- Ta wizyta była planowana od dłuższego czasu, jej zapowiedź znajduje się na stronach MSZ. Prezydent był o niej informowany w normalnym trybie - mówił nam wczoraj rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.
Decyzja prezydenta komplikuje kalendarz podróży szefa MSZ. Polska delegacja miała odlatywać z Warszawy w poniedziałek o godzinie 17. Sikorski miał do Kijowa dolecieć prosto z Brukseli. Na nagłe spotkanie z prezydentem poleciał lotem rejsowym przez Hamburg, żeby zjawić się w Warszawie ok. 20, bezpośredni samolot LOT-u ląduje o 21.30. Najprawdopodobniej Sikorski odleci do Kijowa we wtorek rano. Według programu wizyta rozpoczyna się o 9.
- Jestem przekonany, że sprawy, z jakimi prezydent chce zapoznać ministra Sikorskiego, są tak istotne, że uzasadniają tryb wezwania go do Warszawy - powiedział nam wczoraj rzecznik MSZ. - O wizycie w Kijowie można było spokojnie porozmawiać choćby w ubiegłym tygodniu.
Dyplomaci, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że nie pamiętają, aby ostatnio w takim trybie był wzywany do kraju szef dyplomacji.
W chwili zamykania numeru szef MSZ i prezydent jeszcze się nie spotkali.
Źródło: Gazeta Wyborcza