Kto w Sejmie VI kadencji ma największy majątek? Najmniejsze mieszkanie? Najwięcej dolarów i euro? Najtańszy samochód? Najwięcej hektarów? Wczytaliśmy się w poselskie oświadczenia majątkowe, kursy walut, akcji, cenę ziemi - przeliczyliśmy po cenach z końca ubiegłego roku.
Majątek posłów wyliczaliśmy indywidualnie. Jeżeli poseł wycenił mieszkanie na 400 tys. zł, a jest jego współwłaścicielem, to do jego majątku dodaliśmy 200 tys. zł. Jeżeli poseł ma do spłaty 100 tys. zł, a kredyt brał wspólnie z żoną, to jego konto obciążyliśmy kwotą 50 tys. zł.
Przedstawiamy medalistów każdej klasyfikacji i rozmowę ze zwycięzcą.
Najbogatszy poseł
1. Koźlakiewicz Mirosław, PO, przedsiębiorca z branży spożywczej spod Płocka - 33 947 608 zł
2. Mojzesowicz Wojciech, PiS, rolnik z Gogolina, jesienią 2007 roku minister rolnictwa - 25 220 000 zł
3. Kaczor Roman, PO, przedsiębiorca z branży paliwowej z Oławy - 19 968 000 zł
Panie pośle, co pan sobie ostatnio kupił?
Mirosław Koźlakiewicz: Buty. Za 280 zł, w galerii handlowej. Bo poprzednie miałem półtora roku i już były podzelowane.
Oddaje pan buty do podzelowania?!
- Żona odnosi do szewca. Jak się podzeluje, na dłużej starczają.
Jak się pan nauczył takiej oszczędności?
- Od ciotecznej babki, która u nas mieszkała. Miała amerykańską emeryturę, więc w domu się powodziło. Bo te 400 czy 500 dolarów to była równowartość półtorarocznych zarobków w PRL. Bogata, ubrana jak z innego świata, a jednocześnie niebywale oszczędna. Np. obiad, wszystko, co było postawione na stole, musiało być zjedzone. A jak nie, to nie wolno wziąć sobie choćby kromki chleba aż do kolacji.
Ciotka nauczyła mnie też szacunku do historii, pokazywała stare dwory. Nauczyła mnie patriotyzmu. Ona wyjechała z Polski, kiedy miała 15 lat, a potem wróciła w czasie wojny...
Do Polski w czasie wojny?
- Tak, bo moja babka siedziała w obozie, a dziadek musiał ukrywać się w lesie. Więc przyjechała, żeby zaopiekować się piątką ich dzieci, w tym moim ojcem. Dziadkowie wojnę przeżyli, ciotkę wypuścili do Stanów na zasadach wymiany obywateli, prowadziła tam sklepik spożywczy. Wróciła do nas w 1963 roku i dożywała swoich dni w naszym domu.
Jaki to dom? Dwór?
- Domek dworkowaty z czerwonej cegły wybudowany przez mojego pradziadka. Nie mam pałaców. To kawał historii mojej rodziny, chcę to przekazać dzieciom. A nie tylko pieniądze.
Jak pan się dorobił?
- Mam smykałkę ekonomiczną. W 1982 roku ukończyłem Akademię Ekonomiczną w Krakowie, dostałem propozycję pracy w banku w Ciechanowie. Ale wiedziałem, że jeśli będę chciał awansować, to będę musiał wstąpić do wiadomej organizacji. Więc przez dwa lata studiowałem jeszcze filozofię. Ale brat mnie namówił, żeby się zająć gospodarstwem. Zrobiłem prawo jazdy na samochód ciężarowy z przyczepą, woziłem węgiel, paszę.
Źródło: Duży Format