Dla dyrektorów szpitali to żądanie nie do przyjęcia, zwłaszcza że większość nie dogadała się jeszcze wcale z lekarzami. Dlatego na 100 śląskich szpitali porozumienia o podwyżkach dla pielęgniarek na razie podpisano zaledwie w 13 (wczoraj udało się to m.in. w małym szpitalu w Bystrej podstawowe pensje pielęgniarek wzrosną o 550 zł).
W innych szpitalach trwają spory zbiorowe. Tam gdzie się skończyły, pielęgniarki przystąpiły wczoraj do strajku ostrzegawczego - na dwie godziny odeszły od pacjentów. - Strajk objął na Śląsku 26 szpitali, w kilka wielkich, więc szacuję, że strajkowało nas jakieś 10 tysięcy - mówi Borchulska.
Podwyżki to nie wszystko. Siostry chcą też lepszych warunków w pracy. Chodzi m.in. o limity zatrudnienia: są szpitale, gdzie jedna pielęgniarka musi na dyżurze zajmować się 15-30 chorymi. - Będziemy sobie robić badania kręgosłupa i żylaków, żeby pokazać, jak tracimy siły - mówiły wczoraj podczas strajku w Szpitalu św. Barbary w Sosnowcu.
Problem w tym, że nawet jeśli dyrektorzy szpitali chcieliby zatrudnić nowe pielęgniarki, to nie ma gdzie ich znaleźć. W zeszłym roku wiek emerytalny osiągnęło na Śląsku 2,7 tys. pielęgniarek, a po prawo wykonywania zawodu zgłosiło się do Okręgowej Izby Pielęgniarskiej tylko siedem.
• Strajk obył się też wczoraj w 54 szpitalach Wielkopolski, czterech na Opolszczyźnie, trzech w Lubuskiem, jednym w Warszawie. Demonstracje i protesty odbyły się m.in. na Podkarpaciu, Warmii i Mazurach
Źródło: Gazeta Wyborcza