W sobotę fragmenty stenogramu tego posiedzenia ujawnił "Dziennik", komentując, że zaskakujący jest "poziom wzajemnych emocji i niezdolność do merytorycznej dyskusji". Rząd uznał, że skróty z 48-minutowego nagrania są dla niego niekorzystne i wieczorem na swoich stronach opublikował całość.
- Zrobiliśmy to, żeby uniknąć nieporozumień, bo w "Dzienniku" ukazała się wersja okrojona, po znacznych skrótach - wyjaśnia Agnieszka Liszka, rzecznik rządu.
Liszka podkreśla, że stenogram nie wyciekł z kancelarii premiera. Powstał w Kancelarii Prezydenta, gdzie odbywała się Rada. Rząd dostał stenogram w czwartek po południu - były to dwa egzemplarze na piśmie i nagranie posiedzenia Rady.
Politycy PO twierdzą, że fragmenty opublikowane przez "Dziennik" zostały "spreparowane" tak, by przedstawić rząd w niekorzystnym świetle. - Dlatego moim zdaniem stenogram przeciekł z Kancelarii Prezydenta - mówił wczoraj w radiu ZET Jarosław Gowin (PO).
Jakie fragmenty nie znalazły się w "Dzienniku"? Np. kilka wypowiedzi minister zdrowia Ewy Kopacz czy zwroty grzecznościowe premiera Donalda Tuska wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To, co opublikował "Dziennik", mogło świadczyć o tym, że Kopacz mówiła tylko bardzo ogólnie o projektach reformy służby zdrowia i że prezydent miał rację, zwracając jej uwagę, że rząd przyszedł nieprzygotowany na posiedzenie Rady. Oraz że premier zwracał się do głowy państwa bez należytego szacunku.
Michał Karnowski z "Dziennika" tłumaczył wczoraj w TVN 24, że skrótu dokonano w redakcji. - Stenogram to gigantyczny dokument, w tym naszym opisie w najciekawszych fragmentach oddany jest ciąg logiczny tego starcia - wyjaśniał Karnowski - Są pytania prezydenta bardzo skrócone, są odpowiedzi pana premiera również skrócone. Moim zdaniem obie strony nie wyglądają tam najlepiej, ale zarzut manipulacji jest absolutnie nietrafiony.
"Dziennika" bronili wczoraj prezydenccy ministrowie. Michał Kamiński mówił w radiu ZET, że nie widzi "elementów manipulacji", zaprzeczał, by stenogram został zredagowany w Kancelarii Prezydenta, a sam przeciek z posiedzenia Rady w ogóle go nie bulwersował. Również Robert Draba podkreślał, że choć stenogramy nie powinny wyciekać, "to nie stało się nic złego, że zostały ujawnione". - Ze stenogramu wynika, że rząd nie był przygotowany do posiedzenia. Bardzo dobrze, że możemy o tym porozmawiać przy odsłoniętej kurtynie - mówił Draba.
Rzeczniczka rządu przypomniała w sobotę, że to właśnie gabinet Tuska chciał, by dziennikarze byli obecni podczas całego posiedzenia Rady Gabinetowej. Ale na to nie zgodziła się Kancelaria Prezydenta.
- To była atrapa Rady Gabinetowej - mówił w radiu ZET szef LiD Wojciech Olejniczak - została zwołana tylko po to, by mógł nastąpić przeciek do mediów i by udowodnić nieprzygotowanie strony rządowej.
Zresztą właśnie brak planu naprawy służby zdrowia zarzucał rządowi Tuska b. premier Jarosław Kaczyński tuż po zakończeniu obrad Rady Gabinetowej. Tusk zaś twierdził, że Rada była stratą czasu, bo prezydent nie miał cierpliwości, by wysłuchać ministra zdrowia.
Źródło: Gazeta Wyborcza