http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Państwo w pozycji strusia

Mirosław Czech
2008-01-02, ostatnia aktualizacja 2007-12-30 16:38

Władze robią wszystko, by uniknąć zajęcia jakiegokolwiek stanowiska w kwestiach spornych z Episkopatem. Ta abdykacja władzy to zła wiadomość



W sprawach światopoglądowych rząd Donalda Tuska chciałby mieć święty spokój. Episkopat zaś domaga się od polityków i władzy państwowej respektowania swojego nauczania i wskazówek politycznych - w sprawie wliczania stopnia z religii do średniej ocen, wprowadzenia religii jako przedmiotu nadobowiązkowego na maturze, sprzeciwu wobec Karty Praw Podstawowych oraz zakazu refundowania zabiegów in vitro z budżetu państwa.

Biskupi zwarli szyki i twardo bronią dziś ortodoksji. Świadczy o tym chociażby list trzech hierarchów do posłów z wyłożeniem stanowiska Kościoła w sprawie in vitro. Obrona ortodoksji jest tym silniejsza, że takie jest główne przesłanie obecnego pontyfikatu. Benedykt XVI wyraźnie skręcił „w prawo” w odpowiedzi na wyzwania, jakie niesie współczesność.

Dla państwa dużo lepsza jest sytuacja, gdy ma do czynienia z Episkopatem jako partnerem do rozmów niż ciągłe użeranie się z wykoślawionym światem o. Tadeusza Rydzyka, jak to miało miejsce w ostatnich dwóch latach. Nie oznacza to jednak bezwarunkowej akceptacji stanowiska biskupów we wszystkich sprawach budzących kontrowersje, rezygnacji ze stawiania zasadniczych pytań ani tym bardziej zaprzestania obrony świeckiego charakteru państwa oraz zasady autonomii i niezależności państwa i Kościoła.

Klarownie wyłożył to Piotr Pacewicz w tekście „Nie krucjata, lecz debata” („Gazeta” z 28 grudnia br.). Broniąc racji społeczeństwa w kwestii zapłodnienia in vitro, napisał zarazem: „Troska Kościoła o los zarodków powinna nas skłonić do refleksji. Odrzuciwszy szantaż moralny, opinia publiczna powinna rozpocząć debatę, jak u nas rozwiązać problemy bioetyczne”. Wtóruje mu ks. Andrzej Luter we wczorajszej „Gazecie”: „Daliśmy sobie narzucić fałszywą dychotomię. Warto o trudnych problemach i dylematach ludzkich rozmawiać spokojnie i z wzajemnym szacunkiem (ta uwaga dotyczy także przedstawicieli Kościoła)”.

Problem w tym, że władze państwowe robią wszystko, by uniknąć zajęcia jakiegokolwiek stanowiska w kwestiach spornych z Episkopatem. Rządzący chcą mieć spokój, nawet za cenę dalszych ustępstw. Świadczy o tym częstotliwość zmian stanowiska premiera, ministrów i prominentnych polityków PO w sprawie refundowania zapłodnienia metodą in vitro czy religii na maturze.

Poseł Jarosław Gowin zajmujący się w PO kwestiami światopoglądowymi stara się nadać takiemu stanowisku walory refleksji teoretycznej. Zaczął dobrze: „Z szacunkiem słuchać będziemy opinii biskupów - ale to politycy mają demokratyczny mandat do kierowania Polską” („Dziennik” z 21 grudnia br.). W sprawie in vitro Gowin potrafi jednak tylko utyskiwać: „Co bowiem zrobiono pod rządami SLD, by rozwinąć program leczenia bezpłodności? Dlaczego jesteśmy jednym z ostatnich krajów Europy, w których nie ma ustawodawstwa bioetycznego? Dlaczego tak niedopracowane są przepisy adopcyjne? Czyżby Polską od 1989 r. rządziła obskurancka prawica?”.

Zapytam więc: a czego możemy oczekiwać od „w rzeczywistości jedynej nowoczesnej partii prawicowej w naszym kraju” - jak Gowin nazwał PO? Jego odpowiedź powala mocą argumentów i zrozumieniem istoty problemu. Gowin informuje bowiem, że od 21 października odbył już ponad 20 spotkań, podczas których odpowiadał na setki pytań. „Żadne z nich nie dotyczyło religii na maturze, zapłodnienia in vitro, legalizacji związków homoseksualnych czy zagrożenia klerykalizacją (albo antyklerykalizmem). Zwykli Polacy żyją innymi problemami. Przeszkadza im złe prawo budowlane, martwią się, czy ich dzieci lub wnuki wrócą do Polski, czy będą uczyć się w nowoczesnych szkołach... I tym zajmować się powinni politycy”. Proste? Jak cep.

Po latach błądzenia na manowcach IV RP Gowin nawrócił się wiarę w osiągnięcia Polski z lat 90. Wychwala kompromis, jaki udało się osiągnąć w sprawie obecności Kościoła w życiu publicznym, nauczania religii w szkołach i prawa antyaborcyjnego. Pisze: "Fakt utarcia się takiego kompromisu jest wielką wartością. Myślę zresztą, że tak właśnie postrzega go ogromna większość Polaków, którzy - co pokazują sondaże opinii publicznej - z dystansem odnoszą się do wszelkich prób jego naruszenia. To właśnie szacunek dla tego kompromisu - a nie uległość wobec Episkopatu - stoi za moją propozycją odłożenia na bok sporów światopoglądowo-etycznych".

Gowin zdaje się jednak nie pamiętać, że owego kompromisu nie byłoby, gdy ówcześni liderzy polityczni nie poszli pod prąd sondaży opinii publicznej i nie wprowadzili rozwiązań, jakie podpowiadała im wiedza, sumienie i wieloletnie dyskusje. Z jednej strony nie ulękli się wyklinania z ambon, marszów protestu, groźnych oświadczeń Episkopatu i podważania własnej katolickości. Z drugiej - nie obawiali się zarzutów o budowanie państwa wyznaniowego, sprzyjanie ciemnogrodowi i ulegania biskupom. Byli prawdziwymi przywódcami Polski, bo wiedzieli, że problemy światopoglądowe dotyczą zwykłych Polaków, a nie garstki zwariowanych lewicowców.

Dziś nie stoimy w obliczu kolejnej zimnej wojny religijnej. Nie rozstrzygamy o kształcie naszej wolności i demokracji - to już szczęśliwie mamy za sobą. Musimy rozwiązać problemy proste, jak choćby miejsce religii w procesie oceniania wiedzy uczniów. I kwestie zasadnicze, jak problem ingerencji medycznej w sposób narodzin człowieka. Nie chodzi o groźbę naruszenia osiągniętego przed laty kompromisu, lecz o wyjście naprzeciw wyzwaniom, jakie niesie współczesność.

W tej fundamentalnej debacie opinia publiczna nie może liczyć na partię rządzącą. Dla społeczeństwa abdykacja władzy ze swoich powinności to zła wiadomość. Naprzeciw rosnącego w siłę Episkopatu nie ma komu stanąć, co wśród biskupów rodziło zwykle pokusy imperialne - wyciskanie, ile się da i jak tylko się da. Ze szkodą dla państwa - a koniec końców także dla Kościoła.

Jeszcze nie jest za późno. Rządzący mają czas, by się ocknąć i podjąć trud rozwiązywania realnych problemów. Byleby przestali chować głowę w piasek i nie zaklinali rzeczywistości opowieściami, że zwykłym Polakom potrzebne jest jedynie dobre prawo budowlane.

  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg