http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kule świszczą coraz bardziej

Dariusz Zaborek
2011-07-01, ostatnia aktualizacja 2007-12-29 14:42

Zdzisio mówił: "Józek, będę grał sierotkę Marysię, konia, kozę! Wszystko... oprócz zieleni, fioletu, ultramaryny". Ja też nie chciałem. Rozmowa z aktorem Franciszkiem Pieczką

Franciszek Pieczka
Fot. Adam Kozak
Franciszek Pieczka
Na planie domowym z żoną Henryką i synem Piotrem. Falenica, 1975 r.
Fot. PAP/CAF
Na planie domowym z żoną Henryką i synem Piotrem. Falenica, 1975 r.
Na planie filmowym
Fot. East News
Na planie filmowym "Czterej pancerni i pies" z Januszem Gajosem i Wiesławem...
Z Hanną Skarżanką w filmie
Fot. Filmoteka Narodowa
Z Hanną Skarżanką w filmie "Żywot Mateusza"
ZOBACZ TAKŻE
W styczniu kończy pan 80 lat. Życie trwa długo czy krótko?

- Strasznie krótko! Gdy mi nic nie dolega, czuję, że jestem młody. Dopiero gdy popatrzę w lustro, myślę: "O, mój Boże, zupełna destrukcja".

Wczoraj w telewizji widziałem reklamę wojaży i myślę: "Cholera, pojechałbym na plażę, ale z taką gębą, z takim ciałem zakłóciłbym radość młodym. Lepiej wybrać się gdzieś w dolinę starców".

Ale chyba dla pana jako aktora starzenie się nie jest problemem? Kamera i widz pożądają pana w każdym wieku.

- To pomaga przejść do porządku nad ponurym faktem, że starzenie i śmierć są nieuchronne. Wokół mnie kule świszczą coraz bardziej. Trzeba uchylać głowę, żeby akurat nie trafiła. Do tej pory mi się udawało, ale gdy nie będę miał odruchu i nie odchylę głowy, to i mnie pacnie.

Trzy i pół roku temu straciłem żonę, z którą byłem 50 lat.

Jak to jest, gdy znika z życia najważniejszy człowiek?

- Po tak długim wspólnym życiu to kataklizm. Na każdym kroku widzę jej rękę. Że tutaj to zrobiła. Że tu coś położyła. Otwieram szufladę, a tam jej ręką zapisane kartki.

Życie jest krótkie, a człowiek się kłóci o bzdety. Dziś myślę: "Po co?". Trzeba było raczej mówić więcej dobrych słów. Zostaje żal do siebie i do czasu. Żona była młodsza o pięć lat, a odeszła wcześniej. To ja chciałem umrzeć pierwszy.

Odeszła w kwietniu, a w grudniu mieliśmy obchodzić złote gody. Cios. Ale gdy się jest aktorem, cios ciosem, a o godzinie 19 kurtyna idzie w górę. I gram w komedii.

54 lata na scenie. Jedni piszą, że zagrał pan sto ról, inni, że dwieście.

- Na pewno więcej niż sto.

"Czterej pancerni i pies" byli kluczowi?

- Nie. Kiedy wszedłem w serial, byłem już w pełni ukształtowanym aktorem. Ale dzieci na ulicy długo wołały: "Gustlik, Gustlik".

Robi na panu wrażenie, że pierwsi fani "Pancernych" mają już czterdziestkę?

- Niektóre konfrontacje działają na mnie druzgocąco. Przychodzi siwiutka pani: „Wie pan, ja wyrosłam na »Czterech pancernych... «”. Myślę: „Kurczę blade, to ja już jestem dinozaur”.

Byliście idolami.

- Nooo, proszę pana, bo byliśmy znakomitymi aktorami (śmiech).

Raz z delegacją Filmu Polskiego byliśmy na festiwalu filmowym w Moskwie z "Perłą w koronie" Kazia Kutza. Potem pojechaliśmy do Buriacji, nad Bajkał. W stolicy, Ułan-Ude, myślę: "To mam spokój, nikt nie będzie za mną ganiał". Ale minęło nas dwóch chłopaków z tornistrami i za chwilę: tup, tup, tup - zawrócili i do mnie: "Szto ty Gustlik, da?". Oni tych "Pancernych" oglądali kilkakrotnie, częściej niż dzieciaki u nas, więc z Gustlikiem byli otrzaskani.

W Ułan-Ude dali nam tłumacza, a my zdawaliśmy sobie sprawę, że taki tłumacz nie jest tylko tłumaczem. Zabrali nas nad Bajkał, a tam na naszą cześć na trawie białe obrusy, w kociołkach zupa rybna, na patykach ryby wędzone, cuda. Siedzimy, a dookoła morze wody i morze wódy. My z premedytacją wznosiliśmy toasty za przyjaźń z tłumaczem. Spiliśmy go, wrzuciliśmy do łazika i spał. Nagle rozsuwają się krzaki i wychodzą piękne Buriatki. Poznają, że Gustlik, gadają. A my, jak to Polacy, jesteśmy grzeczni wobec pań, wznosiliśmy się na wyżyny towarzyskie. Ja adoruję Tamarę, Kazio Kutz inną, ale bez specjalnych ekscesów, bo byliśmy otoczeni przez Buriatów. Wróciliśmy do Polski, idę na Pragę, a tam zaczepia mnie chłopak. "O co chodzi?". "Ma pan pozdrowienia od Tamary". A ja: "Poznałem jedną, ale to siedem godzin lotu". On na to: "To moja ciocia, przyjeżdża do Warszawy i chciałaby się z panem spotkać" (śmiech). Więc to są nasze aktorskie przygody. Potem żonie mówię: "Przecież ja nawet nie dotknąłem tej dziewczyny, a już są donosy". Bo żona już o wszystkim się dowiedziała.

Źródło: Duży Format
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kościół wyznaje grzechy

W poniedziałek w Rzymie rozpoczęła się wielka kościelna konferencja o pedofilii