Zagrody. Wieś 25 kilometrów od Lublina.
Jest tu kilka sklepów, ośrodek zdrowia, szkoła, kościół i restauracja, do której rzadko się chodzi, bo drogo.
Jest coś w rodzaju blokowiska. Oprócz tego z ciekawszych rzeczy są pola buraczane.
Strasznie pogmatwana jest tu administracja, bo Zagrody jeszcze niedawno nazywały się Garbów II, a szkoła, która jest obok sklepu (należącego do Zagród), znajduje się już w Przybysławicach. Żeby było zabawniej, to Przybysławice umieszczone są w dwóch różnych miejscach - dzieli je droga krajowa numer 17. Typowa polska wieś. Ni nizina, ni wyżyna...
Taka gmina.
Kuba
Wysoki, szczupły chłopak o obojętnym wyrazie twarzy idzie szkolnym korytarzem. Rzucił plecak pod klasą, usiadł na parapecie. Na moją prośbę o rozmowę odparł: - Sorry, teraz nie mam czasu. Zaraz sprawdzian z matmy. Za to mogę się urwać z fizyki. Czekaj na mnie pod szkołą.
Faktycznie, urwał się z fizyki.
- Nie będziesz miał problemów?
- Nie. Pokrzyczą trochę i przestaną.
- Gdzie możemy pogadać?
- Raczej na przystanku.
Idziemy w takim razie na przystanek. Z założenia biały, ozdobiony napisami rozmaitej treści - od wyznań miłosnych po wyznania nieco bardziej oziębłe - z żółtym, pomazanym rozkładem jazdy. Usiedliśmy.
- To co ty właściwie tu robisz?
- Siedzę sobie z kumplami i gadam. Jak ktoś przyniesie szlugi, to jaramy. Czasami znajdzie się jakieś piwko, to popijemy. Czasami przychodzą dziewczyny.
- I nie nudzi wam się?
- Zawsze nam się nudzi. Dlatego tu przychodzimy.
- Chodziło mi oto, czy nie nudzi wam się tutaj? Na przystanku.
- Często. Ale co możemy innego robić, niż siedzieć tu?
Drogą przechodzi jakiś mężczyzna. - Hołota... Na przystankach wysiadują, zamiast się uczyć! - rzuca w naszą stronę.
Źródło: Duży Format