- PiS przestał być ugrupowaniem jednoczącym polską prawicę, a różnorodność ideowa przestała być tam traktowana jako atut. Traktuje się ją jak zagrożenie i nielojalność - argumentował wczoraj swoją decyzję Jarosław Sellin. Po kilku dniach namysłu dołączył do Kazimierza Ujazdowskiego, Pawła Zalewskiego, Jerzego Polaczka oraz Piotra Krzywickiego, którzy opuścili partię w zeszłym tygodniu. Tak jak oni jest konserwatystą. I tak jak oni wolał "ryzykowny krok w niepewną przyszłość" niż pozostanie w formacji Jarosława Kaczyńskiego, w której "nie wykorzystuje się wszystkich talentów" i następuje "domykanie kręgu decyzyjnego".
Dziennikarze pytali Sellina, czy zaangażuje się w tworzenie nowej partii. - Dzisiaj to nie ma najmniejszego sensu - odpowiedział.
- W polityce nie ma wiatru, jest flauta - opisuje sytuację konserwatywny prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Wśród scenariuszy konserwatyści mają i polityczną emeryturę, i budowę własnej formacji, "jeśli będzie na nią społeczne zapotrzebowanie".
- Grupa Ujazdowskiego może wtedy zabudować przestrzeń między PO i PiS. Albo spróbować stworzyć nową prawicę, która zastąpi PiS. Moim zdaniem Ujazdowskiemu chodzi o to drugie, ale z jednym środowiskiem tego nie zrobi - analizuje Artur Zawisza, który w zeszłej kadencji odszedł z PiS wraz z Markiem Jurkiem i Marianem Piłką. Do tej pory nie udało im się stworzyć silnej struktury. - Trudno budować, jak ma się obok partię (czytaj PiS) z 5 mln wyborców i 30 mln zł rocznie - mówi Zawisza.
Żadnych poważnych rozmów między grupami Ujazdowskiego i Jurka dotąd nie było.
Na liście uciekinierów z PiS można jeszcze znaleźć Kazimierza Marcinkiewicza, Radka Sikorskiego i Antoniego Mężydłę. Dwaj ostatni związali się już z PO. Marcinkiewicz do budowy nowej partii jest podobno gotów. Sellin zgodził się z nim wczoraj, że "od 2006 roku PiS zamienia się stopniowo w partię ludową".
- Nie ma w tym nic złego, taka formacja jest Polsce potrzebna. Ale ja nie widzę w niej dla siebie miejsca. Jestem zainteresowany prawicową ofertą także dla mieszkańców miast, inteligencji i młodych ludzi - mówił Sellin. Wyrzucał PiS, że "nie potrafi zaproponować żadnej realnej formy współpracy tak wybitnemu politykowi jak Jan Rokita". Życzył "przyjaciołom i kolegom z PiS", by się zastanowili, dlaczego do 2005 r. ich partia przyciągała nowe środowiska, a od 2006 r. cały czas się domyka.
I traci ludzi także w terenie. W niedzielę legitymacje oddało dwóch radnych z dolnośląskiego Bolesławca.
Źródło: Gazeta Wyborcza