"Powstaje strach, a strach zabija partię, która jest wolną wspólnotą wolnych ludzi" - pisze trójka rebeliantów do kongresu PiS. "Przywódca ma prawo wiele wymagać od partii, ale partia też musi stawiać wymagania" - dodają liście do delegatów opublikowanym w internecie.
Na kongresie największej partii opozycyjnej delegatów będzie około tysiąca. Trzej byli PiS-owscy wiceprezesi liczą na poparcie mniej więcej stu. Sojuszników znaleźli m.in. we Wrocławiu, w Łodzi, Warszawie, Krakowie, na Górnym Śląsku.
W ostatnich dniach ich zwolennicy wysyłali Jarosławowi Kaczyńskiemu listy z poparciem dla trójki. Teraz Dorn, Ujazdowski i Zalewski oczekują, że delegaci nie pozwolą, by kongres był "martwy". Że wymuszą na prezesie debatę o reformie partii.
Tę debatę próbowali zacząć na początku listopada. Kaczyński odrzucił ich pomysły, zrezygnowali więc z partyjnych stanowisk. Prezes zawiesił ich w prawach członków PiS za to, że spór ujawnili publicznie. To odbiera im prawo udziału w kongresie.
Obrady zaplanowane na dwa dni Kaczyński skrócił. Kongres zacznie się i skończy w sobotę. Trójka ocenia, że będzie to "wiec i medialny spektakl".
Byli wiceprezesi nie chcą do tego dopuścić. Odwołują się do honoru delegatów. "W PiS doszło do faktu smutnego i zawstydzającego: ograniczenia swobody dyskusji środkami administracyjnymi" - napisali. "Jeżeli dla politycznej wygody i obrony własnych interesów politycznych prezes zawiesza nas, by uniemożliwić udział w kongresie, to oznacza to tyle, że od tej chwili nikt w naszej partii nie może czuć się bezpieczny".
Dorn, Ujazdowski i Zalewski wzywają działaczy, by "podjęli trud i wysiłek wprowadzenia do porządku obrad punktu o zmianie statutu". Sami zgłaszają propozycje ograniczające wszechwładzę Kaczyńskiego. Uważają, że silnie scentralizowana partia pozbawia ludzi inicjatywy.
- Prezes, zamiast podejmować decyzje ze statutowymi władzami, podejmuje je jednoosobowo lub w gronach pozastatutowych, czytaj: z Adamem Bielanem i Michałem Kamińskim - mówi stronnik rebeliantów.
Oni sami wyliczają w liście popełnione w ten sposób błędy, np. powołanie Janusza Kaczmarka na szefa MSWiA czy konferencję szefów CBA w sprawie Beaty Sawickiej.
Zmiany, które proponuje trójka, mają ożywić demokrację w partii i jej władze. Ale bez pozbawiania Kaczyńskiego przywództwa. Chcą więc, aby to nie prezes wskazywał liderów okręgów, lecz by wybierały ich organizacje terenowe. Kaczyński mógłby ich tylko zatwierdzać lub odrzucać.
Domagają się, by prezes mógł zawieszać członków władz partii tylko "w przypadkach nagłych i niecierpiących zwłoki". W innych musiałby uzyskać akceptację zarządu głównego.
Czy Kaczyński na to pójdzie? Mało prawdopodobne. Ostatnio na posiedzeniu Klubu Parlamentarnego PiS oświadczył, że jeśli jego kompetencje zostaną ograniczone - zrezygnuje z prezesury PiS.
W partii dość powszechny jest pogląd, że trójka zapłaci za wczorajszy list usunięciem z szeregów partii. I zacznie tworzyć nową formację wraz z popierającymi ich działaczami PiS, z bezpartyjnym Kazimierzem Marcinkiewiczem oraz Maciejem Płażyńskim i Longinem Komołowskim, którzy weszli do Sejmu z list PiS, ale do klubu nie wstąpili.
Źródło: Gazeta Wyborcza