Zaniepokojone są władze PiS. Wczoraj wiceminister Piecha został wezwany na dywanik do przewodniczącego klubu Przemysława Gosiewskiego. Sprawę opisywała "Gazeta" 12 listopada - w ostatniej chwili iwabradyna znalazła się na liście leków refundowanych. Napisaliśmy, że odbyło się to po wizycie przedstawiciela firmy w ministerstwie. Kandydatka na ministra zdrowia Ewa Kopacz (PO) apelowała, by minister finansów Zyta Gilowska listy nie podpisywała (ale zrobiła to 14 listopada). W poniedziałek sprawę opisał "Dziennik", zadając pytanie, czy minister "uległ naciskom lobbystów".
Piecha przyznał, że w środę 7 listopada doszło w Ministerstwie Zdrowia do spotkania z szefem firmy Servier, a "przy okazji" był tam Robert Pachocki - dyrektor ds. medycznych tej firmy. Jednak poniedziałkowe "Fakty" TVN udowodniły Piesze, że z Pachockim spotkał się też w restauracji.
Wczoraj Piecha odpierał zarzuty. Stwierdził, że iwabradyna nie została "dopisana" do listy leków refundowanych, ale "odwieszona", bo w pierwszej wersji była "zawieszona". - Potrzebowaliśmy ekspertyz, nie mogliśmy się opierać wyłącznie na opinii przedstawicieli firmy - argumentował. Pozytywną opinię o leku wydało ostatecznie m.in. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne.
Powtórzył to, co tydzień temu powiedział "Gazecie" - że jego spotkanie z przedstawicielami firmy Servier dotyczyło innych spraw niż wpisania leku na listę leków refundowanych. - Ta lista powstaje w interesie pacjentów, a nie firm farmaceutycznych, po raz pierwszy udało nam się w ramach małych funduszy przedstawić zestaw nowoczesnych leków - tłumaczył.
Dodał, że Pachockiego zna od sześciu lat i spotkał się z nim w restauracji w gronie kilkunastu osób przy zupełnie innej okazji. Nie ujawnił nazwisk innych uczestników spotkania.
Jego zdaniem lista leków refundowanych ulega nieustannym zmianom i nawet teraz, gdy trwa proces druku, wprowadzana jest do niej errata.
Minister zdrowia Ewa Kopacz powiedziała wczoraj w TVN 24, że chciałaby, aby minister wyjaśnił, w jakich okolicznościach doszło do wpisania na listę leków iwabradyny. - Nie sądzę, by minister Piecha, który odpowiadał za przygotowanie listy leków refundacyjnych, uległ lobbystom - stwierdziła. Jednak w jej opinii wokół wpisania leku na listę było zbyt wiele spekulacji dotyczących m.in. tego, że podawana przez producenta liczba osób objęta leczeniem tym medykamentem jest zaniżona. Oznacza to, że wydatki na jego refundację będą wyższe, niż zakładano.
Lek kosztuje 238 zł, z czego ok. 70 zł zapłaci pacjent, resztę - z naszych składek NFZ.
Minister dodała, że będzie przeglądać listę leków refundowanych pod kątem tego, ile kosztuje ona NFZ, i jeśli będą wątpliwości, trzeba będzie to zgłosić prokuraturze, a może i CBA. W chwili zamykania tego wydania "Gazety" trwało jej spotkanie z Piechą.
Źródło: Gazeta Wyborcza