Wojciech Załuska: Dlaczego jest pan zwolennikiem partii wodzowskiej?
Adam Lipiński, wiceprezes PiS: Dlaczego pan tak sądzi?
Jako jedyny z wiceprezesów PiS nie podał się pan do dymisji. Ludwik Dorn, Kazimierz Ujazdowski i Paweł Zalewski ustąpili, ogłaszając, że w partii wodzowskiej ich funkcje są fikcyjne.
- Jestem zwolennikiem partii, która ma silny, cieszący się autorytetem ośrodek decyzyjny.
Zdaniem "trójki" jest on w PiS jednoosobowy. A jeśli już z kimś się konsultuje, to z "zakonem PC", do którego pan należy. Albo ze spin doktorami - Bielanem i Kamińskim - których "trójka" uważa za zdolnych, ale zdemoralizowanych władzą. Pozostałe władze są fikcją.
- Według statutu PiS rządzi prezes. Ale i kilkunastoosobowy komitet polityczny, który w normalnych warunkach zbiera się co tydzień. I z którym prezes konsultuje większość ważnych decyzji. Czasem pod wpływem usłyszanych argumentów zmienia zdanie.
Proszę o przykład.
- Jarosław Kaczyński chciał wyborów wcześniej, niż się odbyły, bo już wcześniej uznał, że koalicja z Samoobroną i LPR "wyczerpała swoje możliwości". Większość komitetu była za jej kontynuowaniem i prezes rady większości posłuchał.
Czy to znaczy, że Dorn, Ujazdowski, Zalewski stracili kontakt z rzeczywistością, że sobie problem wymyślili?
- Ja myślę, że ich "poczucie partycypacji" uległo zachwianiu w czasie kampanii wyborczej. Najważniejsze decyzje zapadały w sztabie wyborczym. Moim zdaniem słusznie. Podczas kampanii trzeba szybko reagować. Koncentrować się na zwycięstwie, a nie na dyskusjach, konsultacjach.
Ma to oczywiście skutki uboczne. Jest frustrujące dla osób, które w decydowaniu nie uczestniczą.
Mówimy o wiceprezesach.
- Prezes statutu nie złamał. Ale teraz, gdy kampania się skończyła, komitet polityczny znów się może spotykać co tydzień. Koledzy się pospieszyli.
Ale co złego było w ich postulatach: żeby dopuścić w PiS "pluralizm punktów widzenia". Aby podzielić między członków władz zadania i odpowiedzialność. Aby powołać zespół, który oceni kampanię wyborczą. Dlaczego Jarosław Kaczyński te postulaty odrzucił? I jeszcze dał do zrozumienia, że Dorn, Ujazdowski, Zalewski i tak straciliby stanowiska na grudniowym kongresie partii.
- Uzyskaliśmy w wyborach dobry wynik, ale przegraliśmy z PO. Dlatego też jestem za przeanalizowaniem ostatnich dwóch lat. Tylko przestrzegam przed pośpiechem. Powyborcza trauma to zły czas na rozliczenia. Teraz trzeba budować silny klub i opozycyjną strategię, a nie eskalować napięcia. Jak zaczniemy się oskarżać, PiS może popękać.
Czas i sposób, w jaki nasi koledzy zabrali się do rozliczeń, tylko zwiększa podejrzenia, nieufność.
Odpowiedzieliby pewnie: każdy czas jest zły, każdy, kto myśli inaczej niż Kaczyński, dostanie "czarną polewkę".
- Przywództwo Donalda Tuska w PO jest pewnie jeszcze twardsze. Pozwalał sobie na rzeczy w PiS nie do pomyślenia: marginalizowanie tak istotnej postaci jak Jan Rokita, przesuwanie ludzi na listach wyborczych. U nas to były sytuacje incydentalne.
Dorn, Ujazdowski i Zalewski krytykują też wojenny sposób uprawiania polityki przez Kaczyńskiego. Uważają go za pułapkę. Zamiast wojować o bezwzględną większość w następnym Sejmie, mówią: lepiej wyznaczyć sobie cele bardziej realne cele - rywalizować i współpracować z PO, odzyskać koalicyjność.
- PO była w totalnej opozycji przez ostatnie dwa lata, łącznie z tym, że chciała nam odwołać wszystkich ministrów. I okazało się to skuteczne. Trudno po tym wszystkim wyciągać do niej rękę.
Ale proszę sobie przypomnieć poniedziałkowe wystąpienie prezesa w Sejmie. Nie atakował. Mówił o naszych sukcesach i o tym, co uważamy za polską rację stanu. Wchodzimy na obszary, z którymi nas dotąd nie kojarzono.
PiS się podzieli?
- Mam nadzieję, że nie. Że Dorn, Ujazdowski, Zalewski w PiS zostaną. Mamy wszystko, co potrzeba, by zachować trwałe miejsce na scenie politycznej - silne przywództwo, struktury, fundusze, dorobek ideowy i dorobek rządowy.
Źródło: Gazeta Wyborcza