http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Podoba mi się u prezydenta

Rozmawiały Agnieszka Kublik i Monika Olejnik
2007-10-06, ostatnia aktualizacja 2007-10-05 06:53

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że większa demokracja jest w PiS niż w Platformie. W PO ludzie wolą nic nie mówić, natomiast w PiS jest porządek - mówi doradca prezydenta ds. kobiet i rodziny Nelly Rokita

Agnieszka Kublik, Monika Olejnik: Dwa lata temu deklarowała pani, że nie będzie startować w wyborach do Sejmu. Teraz kandyduje pani z listy PiS. Co się stało, że zmieniła pani zdanie?

Nelly Rokita: Bardzo dużo. Od dawna moim pomysłem była praca przy prezydencie jako doradca do spraw kobiet i rodziny. Od pół roku rozmawiałam z posłami PO, PIS i PSL, przekonując ich, że warto, aby przy prezydencie był człowiek, który doradzi mu w sprawach kobiet.

Rozmawiała pani o swoim pomyśle z Kancelarią Prezydenta? Z Andrzejem Urbańskim albo Maciejem Łopińskim?

- Nie, nie znam ich osobiście. Zawsze rozmawiam z ludźmi, których znam. Ci, z którymi rozmawiałam, wyrażali wsparcie mojej idei. I powiem szczerze, że w jakiś sposób wykorzystałam kampanię wyborczą, żeby przypomnieć, że warto na mnie postawić.

Zrezygnuje pani z doradzania prezydentowi, gdy wejdzie pani do Sejmu?

- Podoba mi się bycie doradcą prezydenta. Wiem, że tutaj mogę zrobić bardzo dużo, bo prezydent jest znacznie bardziej opiniotwórczą postacią niż pojedynczy poseł. Czuję się tu bardzo dobrze, więc szkoda by mi było z tego zrezygnować. Na dzień dzisiejszy uważam, że nadaję się lepiej na doradcę prezydenta.

To po co pani startuje w wyborach?

- To była oczywiście bardzo szybka decyzja, może niespodziewana dla mnie. Wahałam się, czy powinnam pójść do Sejmu, czy raczej moje miejsce jest u boku prezydenta. Nie ukrywam, że takim bodźcem mojej decyzji m.in. był mój mąż. To on powiedział, że nadszedł czas, żeby było więcej kobiet w Sejmie. Potem, kiedy mój mąż publicznie ogłosił, że wycofuje się z aktywnej polityki...

...bo pani postanowiła zostać doradcą prezydenta...

- Tak, to wtedy ludzie Platformy zaczęli mnie uświadamiać, że nie wolno być przy prezydencie. Bo, niestety, taka jest polityka Platformy, że w ogóle nie wolno pracować z organami władzy.

To jest konsekwentne stanowisko, bo PO uważa, że to jest zły prezydent.

- Dla Polski i dla demokracji to nie jest zły prezydent.

Pani mąż też tak uważa?

- Nie, mój mąż, broń Boże, tak nie uważa.

Rokita krytykuje i prezydenta, i premiera Kaczyńskiego za to, co robią z państwem. A z polityki się wycofał, bo nie dałoby się wytłumaczyć, że pani doradza prezydentowi, którego on krytykuje.

- Trzeba jednak starać się widzieć wszystko trochę szerzej. Wiecie, co się działo z Janem w Platformie przez ostatnie dwa lata, jak był marginalizowany. Więc ja nie jestem przyczyną tej decyzji. Mój mąż oczywiście wykorzystał mnie jako powód, żeby się wycofać się z kandydowania.

Gdyby 14 września pani nie ogłosiła, że zostaje doradcą prezydenta, mąż nie kandydowałby?

- Nie wiem. Mam wrażenie, że od dłuższego czasu był spychany, zniechęcany przez przywództwo Platformy. Ja mojego męża zawsze namawiałam na startowanie, bo uważam, że on jest potrzebny w polityce.

To dlaczego teraz współpracuje pani z Jarosławem Kaczyńskim, który oskarżył pani męża o to, że jest mordercą demokracji?

- To była haniebna wypowiedź i nie popieram tej wypowiedzi. Z drugiej strony niech panie sobie przypomną niektóre wypowiedzi Donalda Tuska, np. że współpraca z Rokitą nie jest możliwa. Jeżeli złożyć w całość to, co mówił o moim mężu Tusk i ludzie otaczający, to było o wiele mocniejsze niż to, co powiedział premier.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów